marsz na rom

marsz na romJedna z najciekawszych ostatnio inicjatyw w internecie, cyberpoetycki kolektyw Rodzielczość Chleba, nie poprzestaje na opublikowanym niedawno manifeście i rozpoczyna (zgodnie ze swą nazwą - Hub Wydawniczy) serię publikacji. Nakładem Rozdzielczości ukaże się marsz na rom Piotra Puldziana Płucienniczaka. Na ten cyfrowy album w pdfie składa się ponad 80 grafik utrzymanych w estetyce usterkowości wczesnych pecetów z domieszką kolażu, technik cut-up i fold-in, efektów liberackich i poezji radykalnej przerzutni…

Marsz na rom, podobnie jak część dokonań cyberpoetyckiej linii Kraków –Poznań (Podgórni, Bromboszcz, Onak, Giełżyńska), a także młodej awangardy słowackiej, utrzymany jest w duchu interaktywnego minimalizmu: żywioł cyfrowy nie jest tu przywołany bezpośrednio w warstwie operacyjnej utworu, podlega jednak konsekwentnej tematyzacji i estetyzacji, przekraczając wręcz granicę sprzężenia w przywołaniach cyfrowo-internetowo-cyberpoetyckiej codzienności. Na dodatek, statyczna sztuka pdfowa z samej natury swojego formatu posiada zaraźliwy potencjał dystrybucyjny: może się rozprzestrzeniać zarówno jako download w świecie elektronicznym, jak i matryca poligraficzna w świecie druku…

marsz na romUtwory spod znaku interaktywnego minimalizmu mogą zatem w niezmienionej formie i z prędkością światła, niczym wirus, rozprzestrzeniać na wszystkie strony: od ulotek po plotery i billboardy, od telefonów komórkowych po chmury obliczeniowe. W ponad dekadę po swoim powstaniu, pamiętny pdf Marka Ameriki How To Be an Internet Artist, doczekał się godnego potomstwa, które zaczyna przerastać swojego rodzica….

Premiera tomu marsz na rom Piotra Puldziana Płócienniczaka – wraz z "zaprzyśiężeniem"! – odbędzie się w piątek 18 maja w krakowskich Literkach. Techsty mają przyjemność być patronem medialnym imprezy. Serdecznie zapraszamy!

13.05.2012 M. Pisarski

Film jako interfejs: hipervideo w archiwach

Open Hypervideo ProjectAmbitne i fascynujące eksploracje w dziedzinie hipervideo przynosi ze sobą Open Hypervideo Project. Ekperymentalne przedsięwzięcie Joschy Jaegera, który postanowił zaprezentować Archiwum Miejskie w Brukseli w postaci filmów zawierających linki do dokumentów (a nie na odwrót, jak zazwyczaj bywa!) jako formę formę re-wizualizacji obecnych w archiwum narracji, stawia odważne pytania i śmiałe tezy. Powinni się z nimi zapoznać zarówno przyszli twórców interaktywnych filmów jak i autorzy, badacze i miłośnicy hipertekstu. Open Hypervideo Project, którego prototyp dostępny jest w sieci, to próba kinematyzacji klasycznego archiwum, rozumianego tu jako anologowy mikrokosmos dla makrokosmosu "dokuwersu" Teda Nelsona (ang. docuverse, czyli uniwersum dokumentów). Połączone z sobą krótkie filmy, pokazują – w sposób dosłowny – ścieżki, jakimi podążą użytkownik archiwum w poszukiwaniu jakiegoś dokumentu. Ścieżki te, czy też filmowe mikro-narracje, kończą się na półkach, gdzie znajdują się posegregowane w archiwum dokumenty. Do poszczególnych akt, fiszek i tematów użytkownik systemu dostaje się z wnętrza filmu. Dzieje się tak dzięki technologiom sieciowym (HTML 5, CSS3), dzięki którym materiał video może być opatrzony adnotacjami (zakładki, łącza, miniatury i ikony jako pola wyboru) jak każdy tekstowy dokument. Pojedynczy filmowy fragment może łączyć się z innym, jest też otwarty na nowe adnotacje i działania hipertekstowe. Mikro-narracje filmowe tworzą zatem pewien wtórny system porządkujący istniejące, analogowe archiwum.

Open Hypervideo ProjectW Open Hypervideo Project Jaeger wychodzi z założenia, że w dobie HTML 5 i CSS3 film może być dla hipertekstu, a zatem struktury głębokiej internetu, czymś więcej niż dodatkiem i atrakcją, może stać się jego nową warstwą, jego interfejsem! To nowatorskie podejście czyni z filmu, w pierwszym rzędzie, nie tyle węzeł w sieci dokumentów, co ścieżkę pomiędzy nimi. Film jest tu zatem łączem, a nie leksją. Hiperwideo, jako nowa warstwa sieci, zawartość i usługi sieciowe wbudowuje w materiał filmowy a nie na odwrót. Autora projektu zapytaliśmy, jak wyglądałby prototyp jego modelu hipervideo, gdyby zamiast akt, półek i schodów do nich wiodących, opisać miał relację pomiędzy grupą osób na ogrodowym grillu:

Ciekawe pytanie. Ponieważ ogólnym modelem sieci dokumentów jest dla mnie właśnie archiwum, pozostałbym przy tej metaforze, nawet w przypadku garden party. Widziałbym to tak, że każda z osób na przyjęciu miała by swoją "teczkę" (po niemiecku mówimy Akte) a filmowe ścieżki wizualnie zawiązywałyby osoby tam obecne. Mielibyśmy zatem coś w rodzaju nielinearnego plątawiska scen filmowych z ogrodu, na których widzielibyśmy na przykład jak poszczególni bohaterowie się do siebie odnoszą (podobne rozwiązanie pojawiło się w HyperCafe Showneya). Natomiast później, dzięki naniesionym na filmy "teczkom", powstałaby kolejna, dodatkowa warstwa relacji. W trakcie przeglądania informacji o osobie X, dowiedzielibyśmy się na przykład, że rozmawiała ona z osobą Y i to pozwoliłoby na "przeskok" do odpowiedniej sceny. A zatem – film JEST ścieżką, na której ludzie się "pojawiają".

Open Hypervideo Project to świeżo ukończona praca licencjacka, którą Joscha Jaeger obronił na Merz Akademie. Praca także została w całości zamieszczona online. Polecamy!

M. Pisarski 18.04.2012

Odmładzanie Storyspace

Storyspace in the works – popołudnie, pewna historia w wersji na OS LionEkscytujące informacje docierają z zaplecza informatycznego wydawnictwa Eastgate Systems. Wszystko wskazuje na to, że wciąż niezastąpiony, choć ciut podstarzały program do tworzenia hipertekstów literackich Storyspace doczeka się swojej aktualizacji. Mark Bernstein podzielił się z czytelnikami swojego blogu najważniejszymi problemami, przed jakimi staje programista, chcący dostosować program działający już w 1991 roku na klasycznym OS komputerów Macintosh do współczesnego środowiska systemu operacyjnego Lion.

W dobie olbrzymiej, nie tylko na Zachodzie, popularności Apple'a i jego produktów, kiedy część użytkowników iPhone'ów i iPadów porzuca systemy Windows na rzecz iOS i Mac OS, wieści z Eastgate dobrze wróżą na przyszłość. Nowoczesne Storyspace może być świetnym narzędziem dla każdego – początkującego czy doświadczonego – pisarza.

LustZ raportów Bernsteina wynika, że w nowym Storyspace nie będzie tradycyjnego paska nawigacyjnego pod oknem tekstu. Był to ważny element interfejsu czytelnika klasyczej i nowszych twórczości hipertekstowej, na tyle ważny, że w naszej adaptacji popołudnia, pewnej historii odtworzyliśmy go w całości, zgodnie z sugestiami Michaela Joyce'a. Storyspace w szatach OS Lion, używać będzie raczej systemowego szablonu nawigacyjnego, z górnym paskiem nawigacyjnym, którego wygląd i funkcje mają nie odbiegać od innych okien, jakie otwiera użytkownik (na załączonym obrazku z blogu marbenstein.org widać pierwszy ekran popołudnia, pewnej historii, obrazek numer 2 to ostatnia działająca na makach wersja Storyspace pod systemem Snow Leopard (opowiadanie Lust J.Y. Douglas)

Przyszły system Apple'a – Mountain Lion, wymusza na developerach jeszcze mocniejszą unifikację. Miejmy nadzieję, że nie wpłynie to na lekturę klasycznych powieści hipertekstowych wydawanych przez Eastgate, które – w swoim pasku nawigacyjnym – pozwalały czytelnikowi naciskać przyciski "tak" i "nie", zaglądać do historii lektury, przeglądać listy połączeń, a nawet wpisywać swoje komendy w okienko tekstowe. Trzymamy też kciuki za całe przedsięwzięcie!

M. Pisarski 05.04.2012

Magazyn ludologiczny

Techsty 2012 nr 1 (8) magazyn ludologicznyCzy ktoś, kto nie dotknął gry komputerowej to współczesny analfabeta? W co grał w dzieciństwie Mirosław Filiciak? Czy to my gramy w gry, czy też gry grają nami? Ambitne zadanie odpowiedzenia na te i pokrewne pytania postawili przed sobą autorzy nowego magazynu serwisu "Techsty". Do swojego dwujęzycznego, ludologicznego wydania, poświęconego teoretyzowaniu gier dzieciństwa "Techsty" zaprosiły graczy i badaczy gier z Polski, Włoch, Holandii, Wielkiej Brytanii i USA. Punktem wyjścia jest śmiała teza, według której gry to dzisiejszy odpowiednik rite de passage, pierwotnych rytuałów przejścia, które inicjują młodego człowieka. Staje się to jasne zwłaszcza, gdy dorosły gracz przyjrzy się swoim dawnym fascynacjom i wpływowi gier dzieciństwa na swoje przyszłe wybory w świecie gier i poza nim. Ton dyskusji nadaje Matthew S. Johnson z Uniwersytetu w Southern Illinois. Bycie "piśmiennym" w XXI wieku oznacza umiejętność grania w gry komputerowe, mówi amerykański ludolog. Johnson wskazuje na to, które z wzorców zachowań wpajanych młodemu człowiekowi, zwłaszcza w Ameryce i w rodzinie żydowskiej, są wzmacniane przez naukę płynącą z gier: zdrowe współzawodnictwo, wytrwałość i systematyczność, poszukiwanie niekonwencjonalnych rozwiązań. Ze słowiańskiej strony patrzy na problem Mariusz Pisarski, sięgając do połowy lat 80. i pierwszych konsol dostępnych na wędrownych strzelnicach PRL-owskiej prowincji, i pokazuje jak przy automatach do gier pierwsze pokolenie graczy uczyło się eksplorowania coraz to nowych przestrzeni i wytrwałości w tych eksploracjach.

Historiom konsol do gier i ich wpływowi na formację młodego człowieka przyglądają się Sonia Fizek i Monika Wasilewska. Ich artykuł to fascynująca podróż w odlegle czasy wczesnych konsol, nawet sprzed 40 lat, takich jak Virtual Boy czy Magnavox Oddysay. Marzena Falkowska, autorka blogu "Altegranie", zachęca z kolei, by każdy z nas zrobił w pamięci swoją własną listę ważnych gier. Efektem takiego ćwiczenia będzie najpewniej zaskoczenie: jak bardzo gry te stały się częścią nas samych:

Co ciekawe, część z nich – jeśli nie większość – to nie tytuły, które umieścilibyśmy na liście najlepszych gier wszechczasów, czy to ogólnej, czy nawet osobistej. Czasem były, co tu kryć, po prostu słabe i mało kto dziś o nich pamięta. Ale to nie ma znaczenia. Nie wybieramy zawczasu dzieł, które nas ukształtują.

Centralną częścią najnowszego wydania "Techstów" jest ankieta, w której znani gracze i badacze gier, jak wspomniana Falkowska czy Mirosław Filiciak, a także szereg postaci z zachodniego świata gier, definiuje swój własny kanon gier komputerowych w oparciu o wczesne doświadczenia z konsolami, komputerami Commodore, Amiga oraz pierwszymi grami pod Windowsem.

Więcej >>>

Redakcja 06.03.2012

HypeDyn

HypeDynW dobie telegraficznie zwięzłych przekazów tekstowych na Facebooku i Twitterze, gdy coraz głośniej mówi się śmierci blogowania, jako zbyt "długiego" na współczesną wrażliwość, zaproponowanie darmowego narzędzia do tworzenia powieści hipertekstowych jest albo zaskoczeniem, albo naturalnym kołem ratunkowym dla upadającej kultury literackiej w sieci. HypeDyn to program open-source do tworzenia "proceduralnych" fikcji hipertekstowych, stworzony przez Partner Technologies Research Group. Program przeznaczony jest dla autorów, którzy – jak piszą twórcy HyperDyna – chcą zaproponować swoim czytelnikom "interaktywne opowiadania, które dostosowują się do kroków czytelnika", a zatem rozgałęziają się, wprowadzają wybór kierunku a następnie wyboru tego się konsekwentnie trzymają.

Celowi temu służą linki warunkowe, znane choćby z programu Storyspace i powieści hipertekstowej popołudnie, pewna historia. Ich implementacja w HyperDyn jest czytelna i przyjazna. Program oferuje też hipertekstową mapę, która – także na wzór Storyspace – umożliwia wizualizację tekstu jako prostokąta a linku jako strzałki pomiędzy prostokątami. Nowością jest kategoria wewnątrz powieściowego "faktu", który staje się ważnym składnikiem warunków, jakie nadbudowujemy na linkach w okienku edycji łącza. Intrygująco wygląda przycisk "run", który pozwala autorowi za jednym kliknięciem przetestować utwór tak, jak widzieć go będzie czytelnik.

Choć programowi brakuje jeszcze wielu funkcji, które przyczyniły się do popularności Storyspace (wielowarstwowe mapy, możliwość umieszczania segmentu w segmencie czy kodowania kolorystycznego) HyperDyn to poważna propozycja dla autorów. Jest darmowy, dostępny w wersji na Maka, Windowsa i Linuxa a autorzy oprogramowania zachęcają do sugestii i uwag, które mogą wpłynąć na dalszy rozwój programu. Gratulujemy Partner Technologies Research Group, życzymy powodzenia i zapraszamy do beztroskiego ściągania programu na własne komputery, policja nie będzie pukać do waszych drzwi!

24.01.2012, M. Pisarski

Puentowanie renesansu

CHapbook - Katarzyna JanotaPrzełom roku przyniósł z sobą kolejne hipertekstowe niespodzianki: trzy noworoczne prezenty przygotowane przez Korporację Ha!art with a little help from Techsty. Na wstrząsającą, niecodzienną podróż wgłąb psyche niepokornej artystki o mrocznym dzieciństwie zaprasza hipertekstowe opowiadanie Czarne jagody Susan Gibb. Opublikowany w "New River" hipertekst amerykańskiej pisarki o polskich związkach rodzinnych jest świetnym sposobem na ha!wangardową inaugurację roku. Kolejną darmową niespodzianką jest chapbook Michael Joyce: polski pisarz to zbiór tekstów o związkach autora popołudnia, pewnej historii z Polską i z twórczością Czesława Miłosza. Ta bogato i ekstrawagancko ilustrowana pozycja zawiera też zakulisowe notatki z prac nad polskim popołudniem, raporty ze spotkań z tym hipertekstem w kraju. Chapbook otwiera serię podobnych, okolicznościowych publikacji cyfrowych Ha!artu. Oprawą graficzną zapewnia Katarzyna Janota, jedna pierwszych laureatek Internetowego Turnieju Jednego Wiersza (jej graficzna alegoria hipertekstu - obok na załączonym obrazku). Chapbook wychodzi w formatach pdf, epub i mobi. Można go zatem czytać na wszelkich urządzeniach cyfrowych: od komórki poprzez Kindla po ekrany projektorów.

Trzecim prezentem jest szerokopasmowa i wielkoformatowa wersja pierwszej polskiej powieści na smartfona Schemat Konrada Polaka. Bogato ilustrowana przez włoską artystkę Darię Petrillo, wersja na komputery stacjonarne wprowadza debiut roku pod strzechy, czyniąc go dostępnym dla wszystkich tych, którzy smartfonów nie posiadają. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że rok 2011 był rokiem hipertekstowego renesansu? Oby 2012 nie pozostał w tyle: trzymajcie kciuki,

Z najlepszymi życzeniami noworocznymi

Redakcja Techstów

Schemat Konrada Polaka

SchematHipertekstowa jesieńHipertekstowa jesień bynajmniej się nie kończy! W czwartek 1 grudnia w Bygoszczy, podczas festiwalu Camerimage, odbyła się premiera kolejnego hipertekstowego przedsięwzięcia Ha!artu przy współudziale Techstów: powieści na smartfona Schemat Konrada Polaka. Autor, tegoroczny debiutant, opowiadał w Cafe Pianola o dzielonych snach, snach świadomych, o zaprzyjaźnianiu najnowszych technologii z literaturą oraz czytał – z laptopa – fragmenty tej nie łatwo dającej się sklasyfikować prozy: tekstu o krzyżujących się ścieżkach, który przemienia się z eseju o snach w kulturze w oniryczną podróż po nierealnych przestrzeniach, by osadzić nas we współczesnych realiach krakowskich, świecie najnowszej literatury i sztuki, i na powrót porwać w domęnę snu, tym razem – być może – przeżywanego świadomie. Hipertekst zawiera parę niespodzianek, takich jak ruchomy link i sekretna ścieżka tekstu (linia korespondencyjna, na załączonym obrazku). Oto fragmenty mojego omówienia:

108 segmentów, 228 linków, 17 tysięcy słów i cztery przeplatające się ścieżki opowieści. Statystyki SCHEMATU mówią dużo [...] Jednak ani liczby, ani nawet pojedyncza lektura rozwijającego się pod palcami tekstu, nie są w stanie objąć całości w jednolitą ramę, łatwą do objęcia krótkim streszczeniem czy jeszcze krótszym hasłem-wytrychem. Dopiero doświadczenie tej lektury, testowanie zderzeń i oddalania się pofragmentowanych całostek, wyczucie rytmu powtórzeń i zmian, innymi słowy – czynne zanurzenie się w tym krnąbrnym tekście, pomoże nam się z nim zaprzyjaźnić

Na razie Schemat dostępny jest tylko w wersji na smartfony, jako webb abb stworzony w środowisku jQuery Mobile. W połowie grudnia powinna być już dostępna wersja na komputery stacjonarne, ozdobiona świetną grafiką Darii Petrillo. Wszyscy ci, ktorzy chicieliby podzielić się z nami swoimi wrażeniami ze Schematu, mogą pisać swoje recenzje na nasz adres. Nagrodą będzie plik źrodłowy Schematu z programu hipertekstowego Tinderbox oraz kopia popołudnia pewnej historii Michaela Joyce'a. Poelcamy bardzo ciekawy wywiad z autorem Schematu na stronach RMF 24 i zapraszamy do lektury!

M.Pisarski 04.12.2011

O sylwie, hipertekście i klęsce e-booka w Głośnej

Między nami jaskiniowcamiKto się boi zostać pisarzem XXI wieku? Dlaczego w dobie smartfonów i iPada wracamy do formy papirusu i benedyktyńskiego kodeksu? Dlaczego Czesław Miłosz, jako wizjoner literatury przyszłości, miał lepszych uczniów za oceanem niż w Polsce? Na te i inne pytania związane z hipertekstem "popołudnie, pewna historia", przyszłością książki i związkom amerykańskiej awangardy cyfrowej z polskim noblistą w najbliższy czwartek, w Poznaniu, będzie odpowiadał Mariusz Pisarski, redaktor i producent powieści hipertekstowej popołudnie, pewna historia Michaela Joyce'a. Spotkanie "Między nami jaskiniowcami. Sylwa, hipertekst, e-book"odbędzie się w Klubokawiarni Głośna przy ul. św. Marcin 30/8-9 o godzinie 18.00.

Miłoszowskie akcenty w refleksji nad przyszłością książki to coś nieoczekiwanego, co było zaskoczeniem dla nas, pracujących nad popołudniem, na co nakierował nas Michael Joyce, i co może być ciekawym kwiatkiem na kończącym się właśnie roku Miłosza. Podczas swojej prezentacji Mariusz Pisarski będzie chciał pokazać, że Miłosz był bardziej do przodu, niż się może zdawać, i że hipertekst – patrząc z pewnej perspektywy – jest zarówno kontynuatorem jak i siłą poskramiającą strukturalny radykalizm naszego nobilisty....

Zapraszamy w czwartek do Głośnej! Więcej informacji na stronach Ha!artu i Klubokawiarni.

redakcja 21.11.2011

Człowiek połączony

Bromboszcz - "Połączone"Jakie są skutki ostatecznego starcia człowieka i maszyny, ludzkiego zwierza z techniką? Czy ich efekt – człowiek połączony ("a connected human being") to człowiek lepszy i pełniejszy od swoich poprzednich wcieleń, takich jak animal simbolicum czy homo faber?

Ci, którzy lubią tego rodzaju refleksje, a na dodatek przechodzą im ciarki po kręgosłupie na myśl o zjednoczeniu estetyki z informatyką w powabnej atmosferze niepewnej przyszłości książki, nie mogą sobie odpuścić wystawy "Połączenie" Romana Bromboszcza w poznańskiej galerii AT. Wystawa Bromboszcza to kolejna odsłona ważnego cyklu "Książka i co dalej":

prace zaprezentowane na wystawie w sposób metaforyczny, za pomocą sugestywnych obrazów, tekstów i dźwięków przybliżą wspomnianą konfrontację ludzkiej istoty ze zmediatyzowaną rzeczywistością przepływów informacji i energii.

Wystawa czynna do 25 listopada, w godzinach od 15.00 do 18.00. Galeria AT, ulica Solna 4, Poznań.

red. 15.11.2011

popołudnie na półkach

popoludnie, pewna historiaPopołudnie, pewna historia Michaela Joyce'a – przełomowa powieść hipertekstowa, podziwiana przez Roberta Coovera, Umberto Eco i wielu innych krytyków patrzących w przyszłość książki, trafia właśnie na półki polskich księgarń. Wydany na CD-romie i czytany w przeglądarce internetowej hipertekst, kupić też można online w księgarni wydawnictwa Ha!art i na stronach Ha!artu na portalu allegro, gdzie oferowany jest za promocyjną cenę 26, 90 zło.

W przygotowaniu polskiego wydania najsłynniejszej powieści hipertekstowej, w brawurowym tłumaczeniu Radosława Nowakowskiego, mocno współuczestniczyły Techsty. To nasze najważniejsze przedsięwzięcie wydawnicze, nad którym pracowaliśmy od początku do końca, od głównej idei adaptacyjnej (jak pokazać polskiemu czytelnikowi rzecz, która została wydana 20 lat temu na komputerze Macintosh z systemem OS 7), poprzez warstwę kodowania aż po niuanse translatorskie i setki próbnych przebiegów lekturowych, część z nich – ze studentami na dwóch uczelniach. Nie możemy zatem bardziej gorąco polecić tej pozycji wszystkim naszym czytelnikom i każdemu, kto wciąż wierzy w to, że wizja i awangarda w literaturze mają sens.

Informacje na temat popołudnia, pewnej historii, można zacząć zdobywać począwszy od naszej strony na Techstach, rozgałęziającej się w kilka pomniejeszych joyce'owskich odnóg lub od strony na portalu Ha!art, na której znajdują się linki do najnowszych recenzji i wydarzeń poświęconych powieści Joyce'a. Co dociekliwszym warto też zaproponować artykuł Mariusz Pisarskiego Czy chcesz o tym usłyszeć. Czytając Michaela Joyce'a, zamieszczony w jeszcze jednej, najświeższej publikacji Ha!artu – zbiorze monograficznych tekstów Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media.

Redakcja 02.11.2011

Październikowe debaty

Luminous AirplanesSporo żarliwych dyskusji, intrygujących opinii, spojrzeń w przeszłość i przyszłość literatury hipertekstowej przyniosła pierwsza połowa października. Nie brakło emocji i wystąpień żenujących, te pierwsze wywołane tymi ostatnimi. Ale o nich później. Hipertekstowy październik za oceanem rozpoczął się artykułem, który Paul La Farge zamieścił w popularnym Salonie. Dlaczego przyszłość książki się nigdy nie wydarzyła? – pyta w tytule Lafarge i odpowiada – uznając kilkanie w powieści za mało sensowne, a klasyczne hiperfikcje za zbyt słabe – konstrukcją myślową, która zachowuje ledwie pozory lotności:

Koniec końcem, ważne jest nie pytanie, co hipertekst może zrobić dla literatury, ale pytanie, co literatura, a w szczególności powieść, może zrobić dla hipertekstu. Hipertekst pozostanie z nami, ale przyszłość książki zależeć będzie od odpowiedzi na to pytanie.

Kilkadziesiąt komentarzy na sympatyczną w gruncie rzeczy prowokację La Farga, który sam jest autorem sieciowego hipertekstu (prawie że nie olinkowanego) warto poczytać: wprowadzają one cenny kontekst do historii i przyszłości hipertekstu. Ci z nas, którzy z powodzeniem próbują w swojej działalności krytycznej i badawczej wyszczególnić jak najwięcej rzeczy, które hipertekst może zrobić dla literatury, krytyki i dla czytelnika, mogą uznać problem, z jakim chce nas oswoić La Farge za sztuczny i przybyły jakby z innej planety albo z odległej przyszłości. Wstrzymajmy się jednak od ocen.

Z innej strony o przyszłości literatury cyfrowej wypowiadają się w krótkim filmie, niezwykle ciekawie i na luzie, uczestnicy sympozjum Electronic Literature Organization w Lublanie. W swoim wideo-eseju Talan Memmot i David Prater pytają badaczy oraz twórców (m.in Roberto Simanowski, John Cayley, Scott Rettberg), czy Google oznacza koniec świata, jak się ma poetyka do globalnej polityki i jakie są rokowania literatury elektronicznej.

Sprowokowana jedną z wypowiedzi Cayleya, który przywiązuje literaturę do języka, Stacey Mason w serwisie HTlit przeciwstawia temu logocentryzmowi perspektywę całkiem odmienną, prezentowaną przez Catherine N. Hayles, która nie chce w tym co werbalne i tekstowe, widzieć wskaźnika literackości, zwłaszcza w kontekście XXI wiecznych praktyk komunikacyjnych. Mason proponuje kompromis: łatwym wyjściem z tego problemu byłaby zrewidowana koncepcja "języka", taka na przykład jaką stosowali niektórzy postmoderniści: język to puste naczynie, które wypełnia się projektowanym i odbieranym znaczeniem. Wątek wart kontynuacji.

Wystąpieniem raczej spod znaku ignorancji niż prowokacji okazała się przedziwna wypowiedź Lori Emerson, która przeciwstawiając sobie etykiety "e-literatura" i "literatura hipertekstowa", sugeruje jakoby przed wynalezieniem terminu (sic!) "e-lit" badania literatury cyfrowej, tudzież dobre przykłady literackie w tym medium, w zasadzie nie istniały. Seria błyskotliwych odpowiedzi Marka Bernsteina wymusiła na Emerson delikatne wycofanie się ze swojego pośpiesznego stanowiska. Szkoda tylko, że Emerson nie jest w swoich zapędach jedyna. Raz po raz, nie bacząc na stan badań, na fakty, mało znani autorzy próbują napisać nową historię literatury cyfrowej i przekreślając wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Nie istnieje zatem historia i dorobek konferencji ACM Hypertex, nie istnieją też wczesne eksperymenty i manifesty literatury cyfrowej z lat 80. i 90 a przyszłość badań nad literaturą na ekranie rozpoczyna się od przeciętnej książki z 2001 roku (w tym wypadku Digital Poetics Glaziera z roku 2001)….Ta retoryczno-polityczna szwoleżerka jest na ironię samobójcza, gdyż wylewa z kąpielą takie hiperteksty jak kolaboracyjne Hypertext Hotel Roberta Coovera czy Unknown Scotta Rettberga, na których to autorów Emerson się powołuje jako na tych, którzy znajdują się po drugiej, lepszej stronie tej sztucznej cezury.

O dawnych, przełomowych eksperymentach i manifestach (ogromnie ciekawe wystąpienia grupy TINAC złożonej z m.in Judy Malloy, Jane Y. Douglas, Michaela Joyce'a i Stuarta Moulthropa) przypomina Mark Bernstein w osobnym wpisie na swoim blogu.

Miłośnicy hipertekstu mają zatem sporo do poczytania. Tymczasem u nas, na polskim podwórku, hipertekst i badania literatury nowych mediów mają się nie tyle nieźle, lecz wręcz coraz lepiej. Hipertekstowa jesień nadchodzi !

30.10.2011 M. Pisarski

"Nawiguj!" w Częstochowie

popołudnie, pewna historia, po ogólnopolskiej premierze podczas konferencji Media w Literaturze. Literatura w mediach tym razem zdobywa Jasną Górę! W ramach Festiwalu Dekonstrukcji Słowa "Czytaj!" w Częstochowie, który rozpoczyna się pełną parą w poniedziałek 17 października, odbędą się warsztaty literackie "Nawiguj!": Uczestnicy odbędą komputerową podróż po świecie powieści i napiszą raport ze swojego własnego odczytania tekstu. Dla autorów najciekawszych opracowań czekają nagrody! Warsztaty odbędą się w niedzielę, 23 października w ośrodku promocji kultury "Gaude Mater" prżī ulicy Dąbrowskiego 15. Organizatorzy, Ha!art oraz Techsty serdecznie zapraszają.

Program całego festiwalu dostępny jest na stronie http://www.festiwal.info/

17.10.2011 M. Piarski

popoludnie, pewna historia: polska okładkaJeszcze kilka lat temu marzenie, dziś fakt: 11 października popołudnie, pewna historia Michaela Joyce'a, przełomowa powieść hipertekstowa (tłumaczenie Radosław Nowakowski) doczeka się swojej ogólnopolskiej premiery. W tym samym tygodniu, wydany nakładem Korporacji Ha!art hipertekst trafi na półki. Premiera popołudnia odbędzie się w ramach konferencji naukowej Literatura w mediach. Media w literaturze, organizowanej przez Instytut Humanistyczny Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Piotr Marecki, - wydawca i Mariusz Pisarski – redaktor zaprezentują powieść amerykańskiego Joyce'a i zademonstrują możliwości tego hipertekstowego labiryntu publiczności akademickiej z całego kraju i gorzowskim miłośnikom literackiego eksperymentu.

W programie losowe eksplozje tekstu, błędne koła narracji, sceny lustrzane oraz pamiątkowe niespodzianki...Zapraszamy na tę historyczną okoliczność! Premiera i demonstracja popołudnia, pewnej historii, we wtorek 11 października o godzinie 15.00 w budynku nr 3 Instytutu Humanistycznego przy ulicy Teatralnej 25 w Gorzowie.

Organizatorom konferencji Media w literaturze. Literatura w mediach – Katarzynie Taborskiej, Wojciechowi Kusce i Arkowi Kalinowi – dziękujemy za możliwość przeprowadzenia spotkania z hipertekstem i raz jeszcze zapraszamy do Gorzowa.

Przed premierą popołudnia, pewnej historii, zaprezentujemy też książkę Hiperteksty literackie. Literatura i nowe media, pod red. P. Mareckiego i M. Pisarskiego, prezentującą dorobek autorów literatury elektronicznej w Polsce i za granicą (od Joyce'a po Szczerbowskiego i Shutego), podsumowany w artykułach m.in Uli Pawlickiej, Emilii Branny, Doroty Sikory, Ewy Wójtowicz i Małgorzaty Dawidek Gryglickiej. O książce mówić będziemy w Techstach osobno.

To dobrze, że popołudnie, pewna historia ma swoją premierę w kręgu naukowej, profesjonalnej krytyki. Choć w najbliższych tygodniach o powieści będzie głośno i może się mówić w mediach nurtu głównego, łącznie z popularnymi, hipertekst Joyce'a zasługuje na coś więcej niż na status jednodniowego bądź tygodniowego newsa. To pozycja ważna dla historii światowej literatury i raczej ten pierwszy rodzaj krytycznej recepcji jest w stanie tą wagę należycie ocenić.

Patronem konferencji jest Telewizja Polska S.A. Oddział w Gorzowie Wielkopolskim, radio Zachód i Gazeta Wyborcza

M. Pisarski 03.10.2011

Zmartwychwstałe na iPadzie

Zrzut ekranu - It Name Was Penelope na iPada, foto: markbernstein.org

Gdy Scott Rettberg, na Twitterze, zapytał Marka Bernsteina, czy klasyczne hiperteksty będą dostępne na iPada i uzyskał krótką odpowiedź "tak", można ją było przypisać dyplomacji. Gdy kilka miesięcy później, na konferencji ACM Hypertext, zadałem szefowi wydawnictwa Eastgate to samo pytanie i otrzymałem tę samą odpowiedź, uznałem to za przejaw dobrej woli. Jednak mało kto przypuszczał, że do wypełnienia tej woli dojdzie tak szybko.

Wszystko wskazuje na to, że pierwsza reedycja powieści hipertekstowej ze stajni Eastgate ujrzy światło dzienne lada chwila. Jak donosi serwis HtLit, będzie to its name was Penelope Judy Malloy. Możemy się domyślać, że drogą przetartą przez hipertekst Malloy podążą kolejne klasyczne hiperteksty, w tym popołudnie, pewna historia Michaela Joyce'a, Victory Garden Stuarta Moulthropa czy Patchwork GirlShelley Jackson.

Odrodzenie się w nowym środowisku tych kultowych pozycji, powstałych dwie dekady temu, może posłużyć jako mocny argument w debacie na temat żywotności i archiwizacji utworów cyfrowych. Kilka lat temu, gdy Apple ostatecznie porzuciło system Classic, w którym powstawały dawne hiperteksty, można było mówić o uśmiercaniu cyfrowego dziedzictwa kultury. Stało się ono dostępne jedynie w emulatorach systemowych, czyli dla dość wąskiej i wyspecjalizowanej grupy odbiorców. Dziś, dzięki super modnej paltformie iPada, dziedzictwo to zmartwychwaje! Lamenty, złorzeczenia a nawet grube pieniądze, które pewne światowe instytucje wydały na archiwizacje starej literatury cyfrowej, okazują się wydawane nie tyle na marne, co zbyt pochopnie.

Pojawienie się hipertekstów na iPadzie nie dzieje się, rzecz jasna, automatycznie i wymaga wysiłku. "Przejście z klikania na dotyk to poważna transformacja, która zachęca do refleksji i ostrożnego planowania, choć nie ma co pogrążać się w analitycznym paraliżu czy nostalgii za wyimaginowanymi przeszłościami" - pisał Bernstein na swoim blogu, kilkakrotnie stawiając też nacisk na to, że programowanie pod iPada jest trudną sztuką, nawet dla doświadczonych informatyków.

Gratulujemy Eastgate decyzji o zainwestowaniu w klasyczne hiperteksty. Czekamy na pierwsze przykłady i już teraz możemy polecić iPada choćby z tego jednego powodu: będzie można na nim czytać perełki literatury hipertekstowej.

M. Pisarski 18.09.2011

Jonasa Gruski zabawy w Boga

Jonas Gruska - Zdielane vedomieKolejnego poetyckiego robota sieciowego - Zdielane vedomie- stworzył Jonas Gruska. Słowacki autor i programista, laureat Internetowegp Turnieju Jednego Wiersza w Ha!arcie (sieciowy cybertekst basen), raz jeszcze nasłuchuje żywy język sieci. Zasobem poetyckiej rekombinacji i generatywności nie jest tym razem kanał informacyjny, lecz słownik online. Wiersz tworzony jest na żywo ze słów, które użytkownicy portalu zoznam.sk chcą przetłumaczyć ze słowackiego na angielski, rosyjski czy niemiecki. Pojedynczy wiersz może się składać ze słów pochodzących z siedmiu języków. Po odświeżeniu strony pojawia się nowy wiersz, ułożony najczęściej z nowych słów, w zależności od tego, ile osób korzysta z serwisu. Każde słowo stanowi też hiperłącze, za którym kryją się rezultaty poszczególnych wyszukiwań wraz z językowymi kontekstami danego słowa.

Celem programisty-konceptualisty jest oddanie użytkownikom poetyckiego narzędzia, które jednocześnie pozwalać będzie na socjo-lingistyczne obserwacje. Gruska chce pokazać najbardziej aktualne "procesy myślowe" osób korzystających ze słownika online, a tym samym spróbować uchwycić sensy, których poszukuje się w danym momencie w sferze międzyjęzykowej.

Oprócz nieoczekiwanych, surrealistycznych i inter-lingwistycznych zderzeń sensów, jakie reprezentuje sobą każdy z wygenerowanych utworów, elektryzującą zabawę z cybertekstem Gruski może stanowić pogoń za nowym wierszem w poszukiwaniu powtarzających się słów. Jeśli jakieś słowo z pierwszego utworu powtarza się w następnym, możemy policzyć, ile osób - w ciągu sekundy potrzebnej na odświeżenie strony - zdażyło skorzystać ze słownika. Czynność ta, zgodnie z zamiarami programisty, wynosi pojedynczego użytkownika programu na poziom meta-programistyczny i meta-językowy, z którego - niczym Stwórca z oddali- obserwuje on językowe poszukiwania Słowaków.....

Sam autor opatrzył swoj nowy cybertekst hasłem "eksplorując esencję tego, co nazywamy "inter" w sieci 2011".

08.09.11 M. Pisarski

Diablo 3 budzi się ze snu

Diablo 3, screenshot, BlizzardJeszcze więcej fabuły, nie dla modów oraz brak możliwości grania offline to najbardziej uderzające cechy wyczekiwanej od ponad dekady trzeciej odsłony gry Diablo. Pod koniec lipca wybrani dziennikarze i reprezentanci najwierniejszych serwisów fanowskich zostali zaproszeni do siedziby firmy Blizzard w Kaliforni do przyjrzenia się demu gry. Oficjalnie ma być ono udostępnione graczom pod koniec roku. O premierze pełnej wersji Diablo 3 - wciąż mało wiadomo.

Najbardziej szokującą wiadomością jest niemożność grania w Diablo bez połączenia z internetem. Model Battlenet i Steam zwyciężył! Zakazane jest tworzenie dodatkowych poziomów i światów wewnątrz gry, na co na przykład zezwala Starcraft II. Pozostałe wrażanie, jakie wybrańcy wynieśli ze spotkania z Diablo, przynoszą już tylko dobre wieści: samo demo, dzięki różnorodności postaci, losowemu rozmieszczaniu artefaktów i generowaniu poziomów chce się grać wciąż od nowa, donosi serwis kotaku.com. Diablo 3, i nie ma się czemu dziwić, gdyż Blizzard oficjalnie poleruje grę od czterech lat, jest dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Budowanie postaci, dzięki nowemu systemowi (nie ma już klasycznego zbierania punktów i drzewka umiejętności) jest bardziej elastyczne. Po każdym poziomie możemy wybrać aktywną lub pasywną umiejętność, których liczba maksymalna jest ściśle określona. Nie można posiadać więcej niż sześć pasywnych i trzy aktywne umiejętności w jednym momencie. Na szczęście, można je wymieniać między sobą. W konsekwencji, według wizji Blizzarda, gracz ponosi większą odpowiedzialność za podejmowane decyzje i za rozwój swojego bohatera. Rozbudowany system runiczny skutecznie dopełnia system umiejętności.

Diablo 3, screenshot, BlizzardFabuła wciąż się liczy i twórcy gry postanowili gęsto inkrustować nią całość rozgrywki. Według wczesnych relacji obfitości fabuły (fabuł) towarzyszy w Diablo 3 łatwość i dyskrecja, z jaką wplątane są one w rozgrywkę. Nie ma niestety zbyt wielu szczegółów, co do tego, jak się odczuwa tę nieinwazyjność elementów narracyjnych. Wiadomo, że głównej ramie fabularnej Diablo towarzyszyć będzie wiele fakultatywnych misji. Na strukturę linearnej progresji nałożono zatem strukturę questu (Espen Aarseth upatrywał w misjach nowy rodzaj narracyjności gier, Blizzard zdaje się celować w połączenie tradycyjnych sposobów opowiadania w grze z tym właściwym dla nowego medium).

Z ciekawostek warto nadmienić, że Barbarzyńca nie będzie miał many, tylko siłę, kobieca postać Demon Hunter, zamiast many żywić się będzie nienawiścią i dyscypliną, Witch Doctor, to rozwiązanie znane m.in z Torchlight, posiłkuje się w walce domowymi zwierzątkami, z kolei Mnich potrafi zabijać za pomocą mantry! Celem wersji demonstracyjnej jest zabicie Króla Szkieletorów, potwora, który powraca aż z pierwszej wersji Diablo z 1997 roku. Sam zetknąłem się z Diablo już wtedy, na moim pierwszym pececie z procesorem pentium 133mhz i Windows 95. To właśnie od Diablo jedynki datuję swoją fascynację hipertekstowymi strukturami gier i narracyjnością nowych mediów. Z przyjemnością zatem raz jeszcze wyruszę na spotkanie z Królem Szkieletorów.

M. Pisarski 2.08.2011

Zepsuta Planeta

with love, from a failed planet"Kliknij, by poznawać świat porażek", zachęca Jason Nelson we wstępie do cyfrowego zbioru mikro-opowiadań o upadku świata korporacji i tradycyjnych kulturowych gigantów. Zbudowany we Flashu utwór with love, from a failed planet to wolno obracający się, przezroczysty globus wyklejony powszechnie znanymi logo i ikonami flag, od Sony i Mercedesa poprzez Wikipedię po logo pisma Wired i flagę Francji. Po kliknięciu na poszczególny element graficzny, wyświetla się tekst krótkiego, absurdystyczno-post apokaliptycznego opowiadania. Każde z nich coraz głębiej wprowadza nas w dziwnie możliwy świat nieodległej przyszłości. Oto na przykład ustęp o Kanadzie:

Po ekonomicznej wojnie secesyjnej Kanada nie przekształca się w 51 stan, nie pokrywa jej także warstwa lodu - pozostałość po post-nuklearnej zimie. Nie wszyscy z jej obywateli umierają od hokeja, piwa i pączków, które od czasów Traktatu Zdrowego Rozsądku z 2023 roku zostają zakazane. Zamiast tego, Kanadyjczycy stają˽się coraz bardziej znudzeni swą narodową tożsamością. Tryliony dolarów z wydobycia minerałów i produkcji zimowych butów dla wojska, Kanada zmienia swą na nazwę na sarkastyczny kod dwójkowy.

Kilkadziesiąt tekstów składających się na literacki żart Jasona Nelsona sprawia wrażenie generowanych losowo, kompozycyjnie i składniowo każdy z akapitów tekstu jest podejrzanie podobny. Tym większa chęć, by utwór eksplorować głębiej i - zapoznając się˽z niepokojąco znajomą, antyutopijną wizją - poszukiwać ukrytych prawidłowości. Szkoda, że rzecz powstała we Flashu, nie da się jej zatem czytać na najbardziej popularnych urządzeniach przenośnych (Apple'a), choć istnieje możliwość ściągnięcia całego tekstu w pliku .txt. Nie do końca przekonuje też ścieżka dźwiękowa, jeśli możemy tak nazywać powtarzającą się do granic irytacji, utrzymaną w konwencji retro gier, pętlę dźwiękową. Literatura elektroniczna, jeśli w ogóle ma używać elementów muzycznych, jak powietrza potrzebuje muzyki dobrze skomponowanej i zgrabnie splecionej z innymi warstwami dzieła, co with love, from a failed planet, całkiem niezamierzenie, raz jeszcze potwierdza.

05.07.2011 M.Pisarski

Wędrowne potwory rozgałęziającej się narracji

Mark Bernstein na ACM HypertextSerię oryginalnych, intrygujących i - być może - przełomowych wystąpień zaprezentował w Europie Mark Bernstein, autor prezentowanych w Techstach "Wzorów hipertekstu" i "naczelny naukowiec" wydawnictwa hipertekstów Eastgate Systems. W pierwszym z nich, wygłoszonym podczas warsztatów o narracji, które towarzyszyły konferencji ACM Hypertext 2011, Bernstein wytacza działa przeciw mitowi spójności i koherencji w powieści hipertekstowej. Średniowieczny epos rycerski i XVIII wieczna powieść pikarejska, z ich epizodycznymi, przygodnymi schematami narracyjnymi, zachęcają, by o spójność w hipertekście przestać się martwić: wystarczy szczypta empatii wobec głównego protagonisty i zarys ogólnej ramy fabularnej, by lektura hipertekstu przynosiła satysfakcję i poczucie całości nawet bez jej kompletnego ogarnięcia. Choć tezy Bernsteina o koherencji nie wywołały burzy, jak autor zamierzał (kognitywistyka językowa i teoria literatury mówią, że wystarczy pojedyncza "jedność" spośród jedności tematu, postaci, czasu czy przestrzeni, by mówić o koherencji), to warto je przytaczać. Pisarze, którzy chcieliby wykorzystać potencjał hipertekstu, by opowiadać inaczej, ciekawiej lub choćby bardziej eksperymentalnie, nie muszą troszczyć się o narracyjną koherencję aż tak, jak sądzono w pierwszych dniach powieści hipertekstowej. Jak nas uczą przygody Parsifala, wędrowne potwory mogą stanąć na drodze bohatera w każdej chwili, jakby to sam Bóg rzucał kośćmi, i w konsekwencji skierować jego kroki na zupełnie inną, niż można się było spodziewać, ścieżkę, na przykład na całą zimę lokując go w zamku, gdzie pod okiem córki gospodarza leczy odniesione w walce z potworami rany.

Rozważania o tak rozumianej przygodności narracyjnej w powieści i grach Bernstein urozmaica ciekawą faktografią. W jednym z wątków mówi na przykład o procesie wycofywania mistrza gry w fabularnych RPG. Ta instancja kontrolująca "właściwy" przebieg rozgrywki, okazała się dla wielu graczy i autorów przeszkodą, która nie pozwalała im grać w sposób swobodny i otwarty na "przypadki losu".

Artykuł Wandering Monsters! On the problem of coherent hypertext narrative można ściągnąć ze strony warsztatów Narrative and Hypertext. O kolejnych wystąpieniach Marka Bernsteina, zwłaszcza prezentacji wzorców hipertekstu przestrzennego, postaramy się opowiedzieć wkrótce na Elektroblogu.

M. Pisarski, 01.07.2011

Podróż w czasie z hipertekstem

George P. Landow, ACM Hypertext 2011Jak pracować z tysiącem połączonych dokumentów w erze web 2.0 i czy w czasach sprzed epoki internetowej nie przebiegało to sprawniej? Wbrew pozorom, nie jest to pytanie retoryczne. Już w latach osiemdziesiątych istniały systemy hipertekstowe pozwalające wielu ludziom współtworzyć w (lokalnej) sieci skomplikowane dokumenty i łączyć je ze sobą. Co więcej, stosowane wówczas multiłącza (one-to-many) i łącza dwukierunkowe prześcigają dzisiejsze standardy nawigacji po dokumentach, które - by osiąnąć podobny efekt - muszą wspierać się nakładkami takimi typu Flash, Flex czy Ajax.

Uczestnicy konferencji ACM Hypertext 2011 mieli nie najczęstszą okazję, by wraz z Georgem P. Landowem udać się w hipertekstową podróż w czasie, do sieci Victorian Web, tworzonej pod okiem Landowa w przeciągu dwóch dekad przez kilkanaście roczników studentów na kilku historycznych systemach hipertekstowych. Victorian Web powstała w roku 1987 i - dzięki wsparciu IBM, Apple'a i Sun - osadzona została w najlepszym z dostępnych wówczas środowisk: w systemie Intermedia. Gdy w 1992 Intermedia przestała istnieć, projekt przeniesiony został do popularnego w środowiskach pisarskich i akademickich programu Storyspace. Wraz z pojawieniem się Internetu, w 1995 roku, wiktoriańskie zasoby Uniwesytetu Brown przechodzą na serwery sieciowe. Z kolei od kilku lat, Victorian Web migruje do systemu Wiki. Jako twórca, redaktor i koordynator projektu, George P. Landow jest wyjątkowym przewodnikiem nie tylko po Victorian Web i nie tylko po historii środowisk sieciowych. Najbardziej uderzające w jego wystąpieniu w Eindhoven było dla mnie szczególne wyczulenie na praktyczną, edukacyjną stronę omawianych narzędzi. W oczach Landowa zdają się one istnieć na tyle, na ile są w stanie rozwijać wiedzę i umiejętności studentów. Jeśli nie służą temu celowi, nie pobudzają do twórczej i krytycznej praktyki w sposób pełniejszy lub choćby intrygująco inny niż tradycyjne narzędzia, ich racja bytu staje pod znakiem zapytania.

Victorian Web, jak powiedział mi Landow, zaczyna zapuszczać korzenie w Polsce. Na jednej z naszych uczelni nie tylko korzysta się ze wspomnianych zasobów, ale też zaczyna się je współtworzyć, o czym - mam nadzieję - będziemy informować już niedługo.

George P. Landow, The Victorian Web and the Victorian Course Wiki: Comparing the Educational Effectiveness of Identical Assignments in Web 1.0 and Web 2.0, ACM Hypertext 2011, Eindhoven, Holandia.

M. Pisarski

Multiwymiarowe sieci w Sieci

prof. Noshir Contractor, ACM Hypertext 2011, photo: Paul de Bra, thanks !Pojedyncze gry sieciowe typu MMOG generują dochód wyższy niż budżety małych państw a przepływ pieniądza w społecznościach sieciowych jest na tyle ważny, że pilnie śledzi go Bank Światowy. To zaledwie wstęp do szczegółowych rozważań nad formowaniem się zjawisk socjo-ekonomicznych w sieci, które przedstawił na konferencji Hypertext 2011 Noshir Contractor z Uniwersytetu w Chicago (keynote From disaters to WoW. Using Web Science to Understand and Enable 21 Century Multidimensional Networks).

Jednym z najbardziej fascynujących tematów, poruszonych przez amerykańskiego badacza był tzw. goal farming, czyli handel bohaterami w sieciowych grach. Doprowadzony do wysokiego poziomu doświadczenia, najczęściej przez gracza z trzeciego świata lub kraju rozwijającego się, gotowy bohater sprzadawany jest graczom z krajów bogatych, którzy nie mają czasu na żmudne zdobywanie umiejętności i chcą zacząć grę od wysokiego poziomu. Transfer pieniędzy z konta jednego gracza na konto drugiego nie jest już, oczywiście, wirtualny. Najbardziej hardcoreowi uczestnicy procederu są w stanie wyhodować do kilku bohaterów dziennie

Kierowany przez Contractora zespół stara się uchwycić procesy i trendy zachodzące w grach multiplayer, na portalach społecznościowych, w sieciach naukowych czy wojskowych i ratunkowych. Nie powinno dziwić, że profesor Contractor i podopieczni z jego laboratorium wkraczają do akcji w momentach kluczowych i drastycznych: są to minuty po katastrofach, dni poprzedzające wybory i godziny tuż po ogłoszeniu wyników lub pojawienie się nowej gry sieciowej. Nanoszenie uchwyconej w takich okolicznościach dynamiki sieci na diagramy i mapy jest próbą uchwycenia żywego, wielowymiarowego hipertekstu społecznego. Dane w ten sposób uzyskane trafiają już nie tylko do grona fachowców, lecz na biurka prezydentów i szefów bezpieczeństwa wiadomego kraju. Hipertekst, rozumiany i praktykowany w sposób, w jaki czyni to Noshir Contractor, staje się częścią szerszej web science, dyscypliny szerszej, posiadającej dużo większe ambicje i coraz bardziej popularnej wśród badaczy od 22 lat skupionych wokół tematyki poruszanej na konferencjach Hypertext. Nie przez przypadek, obie konferencje, ta z tradycją i ta nowa, zaczęły być organizowane na tym sam kontynencie i tym samym miesiącu. Web Science trwa właśnie w Koblencji.

M. Pisarski 15.06.2011

Droga do gwiazd w sieci 3.0

prof. Wendy Hall"Każdego dnia warto sprawdzać temperaturę sieci", zachęcała Wendy Hall, kończąc swoje porywające wystąpienie o historii i przyszłości internetu na konferencji ACM Hypertext 2011. Pierwsza dama hipertekstu, twórczyni systemu Microcosm, rywalizującego na początku lat 90. z projektem World Wide Web Tima-Bernersa Lee, była jednym z głównych przedmówców 22 konferencji Hypertext, organizowanej przez ACM: największe stowarzyszenie informatyczne świata, któremu Hall prezyduje.

Przyszłość sieci, według wszelkich poszlak, potoczy się w kierunku tzw. Semantic Web. Sieć 3.0, oparta na poszerzonych formatach RDF, ontologiach i agentach, ożywi zainteresowanie hiperłączem, ignorowanym do tej pory przez mniej ustrukturyzowane formuły dwóch poprzednich generacji. Przejście z web 2.0 do web 3.0 będzie jednak dużo bardziej ewolucyjne i choć Semantic Web istnieje, w pewnych strefach, już dziś, na odczuwalną zmianę naszego sposobu korzystania z Internetu i wyszukiwania informacji będziemy musieli poczekać: Jak długo? To zależy w niemałej mierze od takich konferencji jak Hypertext czy Web Science.

Póki co, Wendy Hall podsuwa kilka wskazówek dla tych, którzy już teraz chcą być przygotowani na nadchodzące zmiany. Specjalnie dla czytelników Techstów prezentujemy zatem pięciostopniową drogę do gwiazd wg Wendy Hall, prosto z Eindhoven: 1. Zamieszczaj swoje dane w sieci (w jakimkolwiek formacie) 2. Niech będą to dane ustrukturyzowane 3. korzystaj z otwartych, powszechnie dostępnych formatów 4. Aby oznaczać rzeczy, używaj adresów URL, 5. Łącz swoje dane z danymi innych ludzi.

Przy okazji, twórczyni Microcosm wspominała czasy, gdy Berners-Lee, podczas konferencji Hypertext 91, demonstrował sieć www za pomocą ręcznie zrobionych modemów, które połączyły komputer w sali konferencyjnej z jednym z paryskich hoteli. "My zapomnieliśmy o elemencie sieciowym w hipertekście, Tim już wtedy miał pełną wizję tego, czym może być internet", przyznała Hall, wymieniając najciekawsze powody porażki konkurujących z ideą Bernersa-Lee innych, bardziej rozbudowanych, systemów hipertekstowych.

M. Pisarski 09.06.2011

Gdzie są hiperteksty ? ACM Hypertext 11

ACM Hypertext 11Pierwszy polski teoretyk literatury cyfrowej i pierwszy polski humanista w ogóle, weźmie udział w zbliżającej się konferencji ACM Hypertext 11, przygotowywanej przez amerykańskie stowarzyszenie informatyczne Association for Computing Machinery. Owym pierwszym będzie Mariusz Pisarski, nasz naczelny. 8 czerwca zaprezentuje on w Eindhoven tekst New Plots for Hypertext. Towards Poetics af a Hypertext Node. Pisarski występować będzie obok takich tuzów teorii hipertekstu jak Wendy Hall, George P. Ladow i Mark Bernstein.

Przypomnijmy, ACM organizuje konferencje poświęcone hipertekstowi od roku 1987. Pierwsze systemy hipertekstowe, w popularnym użytkowaniu, pojawiły się wraz z popularnością komputerów Apple Macintosh i używane były głównie w edukacji (systemy Guide, Intermedia oraz popularny Hypercard Apple'a). Początkowo, rewolucja hipertekstowa miała charakter czysto tekstowy. Stąd zainteresowanie hipertekstem wśród teoretyków literatury, antropologów pisma i kulturoznawców. Dzięki interdyscyplinarnemu nastawieniu ACM, konferencje Hypertext stały się niezwykłą okazją do spotkań nauk ścisłych z humanistycznymi. Na dorocznych imprezach pojawiali się zatem i informatycy, jak wynalazca protokołu www Tim Berners-Lee, i ludzie książki, jak choćby włoski semiotyk Umberto Eco czy amerykański pisarz-postmodernista Robert Coover. W 1989 roku na konferencji pojawił się młody amerykański Michael Joyce, wręczając każdemu z uczestników dyskietkę z kopią powieści afternoon, a story. Tak oficjalnie rozpoczęła się historia powieści hipertekstowej.

Tegoroczna konferencja jest już dwudziestą drugą z rzędu i odbywa się między 6 a 9 czerwca w Eindhoven, w Holandii. Poprzedza ją dzień warsztatów, wśród nich Workshop on Narrative in Hypertext..

redakcja, 04.06.2011

Mówią grzbiety książek: spine sonnet

spine sonnet - Jody ZellenW duchu Queneau i Burroughsa, technik cut-up i losowego tworzenia wiersza, a jednak w całkiem współczesnej szacie, prezentuje się nowy poetycki program Jody Zellen. Spine sonnet to generator wierszy na iPhone'a, który buduje sonety w oparciu o archiwum dwóch i pół tysiąca książek o sztuce i architekturze. Za każdym razem, gdy czytelnik stuknie palcem w ekran, losowanych jest czternaście tytułów układających się w wiersz. Efekty, najciekawsze w ramach gier na pojedynczej przerzutni, bywają komiczne lub zastanawiające: "the air i blue /in the mind's eye", "a brief history of curating/ grotesque", "the shanghai papers / inside space", itp.

Ciekawym pomysłem, który nie objął jednak całości, jest graficzna prezentacja losowego wiersza, kiedy to sonet układa się nie tylko tekstem, ale i grafiką zeskanowanych grzbietów książek. Takie rozwiązanie widnieje na stronie tytułowej. Szkoda, że nie rozciągnięte zostało na całość. Reszta wierszy ma już formę tylko tekstową. Można jednak ustawić kolory i rodzaj czcionki w opcjach aplikacji. Spine Sonnet to projekt, który Jody Zellen stworzyła dla County Museum of Art w Los Angeles. Więcej na stronach artystki: http://jodyzellen.com/spine_project/.

23.05.05 M.Pisarski

Multiplace

Multiplace logoPerfokarta, Sufferrosa i Techsty pojawią się w Bratysławie i Brnie na festiwalu Multiplace 2011. Odbywający się od 2002 roku, festiwal Multiplace. Culture and creativity after the digital to zdecentralizowana seria wydarzeń poświęconych sztuce, która nowe media przestaje traktować jako nowe, zamiast tego widzi w nich swoje naturalne środowisko. W tym samym czasie, między 2 a 8 maja, w ośmiu miastach Europy (Praga, Bratysława, Reykjavik, Budapeszt, Koszyce, Trnava oraz Cluj w Rumunii) swoje prace prezentować będą performerzy, didżeje, vidżeje i cyberpoeci z całego kontynentu. Hasłem przewodnim tegorocznej imprezy jest "Re:make". Przedmiotem festiwalowych remake’ów ma być cyfrowa spuścizna współczesnego artysty. Szczegółowy program na stronie festiwalu.

Wykład i prezentacja na MultiplacePolskę reprezentują Roman Bromboszcz, Łukasz Podgórni, Dawid Marcinkowski i Mariusz Pisarski. Bromboszcz i Podgórni wystawią wspólnie nowy performance "Re: call", Dawid Marcinkowski zaprezentuje obsypany nagrodami film interaktywny Sufferrosa a Mariusz Pisarski przybliży festiwalowej publiczności dokonania polskiej poezji cybernetycznej w kontekście lekkostrawnej, miejmy nadzieję, teorii nowych mediów. Blok polski na Multiplace zagości na scenie A4 (Nám. SNP 12) w środę 4 maja. Ruszamy o godzinie 18ej. Całość, po "Re:call", zakończy e-poetycka tele-projekcja Zuzany Husarovej i przyjaciół.

Prezentację Startegies of interaction. On Polish cyberpoetry and the languages of new media będzie można zobaczyć także w środę w południe w Instytucie Literatur Obcych w Bratysławie. Sufferosa oraz Stategies of interaction zaprezentowane zostaną także w Brnie (Dům umění města Brna) w czwartek 5 maja o 18ej. Serdecznie zapraszamy. Redakcja Techstów postara się na bieżąco donosić o festiwalowych wydarzeniach na Elektroblogu.

redakcja 27.04.2011

Poezja broadbandu: bezwstydniki

Maria-AwariaZapomnijcie o haiku, skupcie się na bezwstydniku, chce się powiedzieć po lekturze poetyckich miniatur Marii Peszek na stronie maria-awaria. Choć tytułowo i linkowo strona mocno związana jest z płytą o tym samym tytule, nie jest to zwykła promocja muzyczna lub poetycki przerywnik. Swoją autonomię otwarta niedawno maria-awaria zawdzięcza serii wideoklipów towarzyszących każdemu z lakoniczych, bezpruderyjnych liryków. Zintegrowane z tekstem pętle wideo, zrealizowane przez Kissinger Twins (Dawid Marcinkowski i Katarzyna Kifert) nie tylko świetnie współgrają z tonem bezwstydników i charakterem autokreacji Peszek, ale doprowadzają sztukę sieciowego wideo do granic technicznych (i nie tylko) możliwości.

Otóż po raz pierwszy, elementy wideo w przeglądarce internetowej nie składają się na coś dodatkowego, co wyskakuje przed czytelnikiem w formie okienka, lub co ściągamy na dysk i oglądamy lokalnie. W marii-awarii wideo opanowuje cały ekran, stając się ruchomym tłem i pseudo streamingiem, upodabniając przeglądarkę do odtwarzacza w trybie pełnoekranowym.

Warstwa interaktywna bezwstydników nie jest rozbudowana do tego stopnia jak w teledyskach Smolika czy Sufferrosie, poprzednich projektach Marcinkowskiego. Przechodzi ona na drugi plan, ustępując miejsca nadrzędnej dominancie kompozycyjnej, jaką zdaje się być tomik poezji i konwencja jego linearnej lektury. I nie to jest najważniejsze. Nowatorski sposób, w jaki tekst współgra tu z ruchomym obrazem, jest raczej doświadczeniem kinowym niż ludycznym, bardziej filmem niż grą, nie przestając być jednocześnie inteligentną, dowcipną i pikantną poezją. Takich projektów chciałoby się więcej!

M.Pisarski, 24.03.2011

Kolekcja ELO, tom 2

ELO 263 utwory z 14 krajów, napisane w siedmiu językach i za pomocą setek cyfrowych narzędzi złożyły się na długo wyczekiwany, drugi tom Kolekcji Literatury Elektronicznej przygotowany przez Electronic Literature Organization. Ta darmowa publikacja to najważniejszy przegląd tego, co dzieje się w świecie eksperymentalnej i "popularnej" literatury cyfrowej, czyli takiej, którą nie tylko prezentuje się w środowisku nowych mediów, ale która środowiskiem tym się żywi i za jego pomocą buduje swój artystyczny przekaz.

O tomie pierwszym informowaliśmy w roku 2007 i do dziś pozostaje on najlepszym przewodnikiem po wielobrawnych przejawach literackości w nowych mediach. Tom drugi, opublikowany na DVD i online, na licencji Creative Commons, odwołuje się zarówno do ducha kontynuacji jak i do "świetlanej" - jak to ujmują wydawcy - przyszłości e-literatury. Zamieszczone tam utwory reprezentują nowe zjawiska i kategorie twórcze, takie jak dzieła geolokacyjne i kodowe (tzw. code-works), nie brakuje jednak przedstawicieli "tradycyjnych" lecz wciąż rozwijających się gatunków, takich jak interaktywna fikcja i powieść hipertekstowa. Wachlarz gatunkowy ELO 2 jest jeszcze szerszy niż ELO 1. Oprócz znajomych animacji flashowych, ruchomej poezji dźwiękowej i generatorów wierszy znajdują się tu utwory literackie upodabniające się do gier (strzelanie do słów w New World Order w poetyckim, pacyfistycznym modzie gry Queke Sandry Baldwin) czy dzieła dokonujące artystycznego pasożytnictwa na popularnch serwisach społecznościowych, czego przykładem The Fugue Book Tona Ferreta.

Najnowsza odsłona kolekcji jest zdecydowanie bardziej międzynarodowa i dowodzi, że awangarda literacka w nowych mediach nie jest zdominowana przez świat anglojęzyczny. Szczególnie dobitnie udzielają się w nim autorzy z Hiszpanii, Katalonii i Kolumbii (język hiszpański) oraz Niemcy i Austriacy.

M. Pisarski 17.03.11

Remikstura - konkurs

RemiksturaLiternet.pl, koło medioznawców UJ a także, wśród jurorów, Techsty zapraszają do wzięcia udziału w konkursie literackim "Remikstura". Mile widziane są prace każdego, kto jest na tyle bezczelny, dowcipny przepełniony duchem didżejskiej przygody, by zremiksować jeden lub więcej utwór literacki i opublikować go na platformie autorskiej liternet.pl. Aby nie było nieścisłości i sporów co do tego, czy dany utwór jest remiksem (dyskusje już się rozpoczęły) organizatorzy proponują wstępną, muzykologiczną definicję zjawiska:

Remiks to kolaż, który powstaje z połączenia fragmentów innych tekstów, poetyk i frazeologii. Słowo jest samplem, struktura zdania - sekcją rytmiczną, autor - didżejem skreczującym dobrane przez siebie utwory.

Prace zgłaszać trzeba do 7 marca. Szczegóły na stronie konkursowej. Wszystko wskazuje na to, że nagrody przyznawane będą w dwóch kategoriach: legal i nie-legal, czyli dla remksów wykorzystujących zasoby domeny publicznej i tych, które miksują free-style'owo, czyli czerpiąc sample skądkolwiek. Trzeba jednak podać źrodło cytatów, pastiszów, cut-upów i fold-inów. Trzymamy kciuki za wszystkich chętnych. Konkurs na remiksowanie pozytywizmu w Ha!arcie udowodnił, że remiks literacki, nawet czerpiący z nudnawych źródeł, wnosi do tekstu poetyckiego, i nie tylko, sporą dawkę świeżości.

M.Pisarski, 16.02.2011

Remiksy, hybrydy, transkodowania

Od liberatury do e-literatury Po sukcesie ubiegłorocznej konferencji "Od liberatury do e-literatury", Katedra Teatru, Filmu i Nowych Mediów Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Opolskiego postanowiła zaprosić na drugą odsłonę imprezy. Konferencja "Od liberatury do e-literatury 2" odbędzie się w dniach 9-10 maja 2011 r. w Europejskim Centrum Konferencyjnym w Kamieniu Śląskim. Organizatorzy chcą kontynuować debatę o wzajemnych związkach literatury i mediów w interdyscyplinarnym gronie kulturoznawców, medioznawców, filologów, teatrologów, estetyków, historyków sztuki a także twórców liberatury i poezji cybernetycznej. Hasło tegorocznej konferencji to Remiksy, remediacje, redefinicje . Oto zbiór zagadnień:

  • „stare” i „nowe” maszyny tekstualne
  • remiksowanie (i transcendowanie) literackich konwencji oraz wzorców gatunkowych w kulturze uczestnictwa
  • cyfrowe narracje
  • gatunkowe hybrydy i parateksty e-literatury
  • e-literatura oraz gry komputerowe a zagadnienie przekładu i transkodowania
  • transformacje materii słowa w instalacjach multimedialnych, net arcie oraz w sztuce w przestrzeni publicznej (estetyki, poetyki, strategie twórcze)
  • literatura 2.0 (oprogramowanie i konteksty społeczne)
  • pogranicza e-literatury: cyfrowy folklor, cyberteatr, interakcje werbalne w grach komputerowych i środowiskach elektronicznych
  • technologie i interfejsy e-literatury
  • poetyka płynnego znaku – od przestrzennej organizacji pisma (writing space) do pisania zmianą (writing with transitions)
  • e-literatura w optyce posthumanizmu (dyskursy cyborgiczne, styki i sprzężenia ciała z architekturą tekstu, inteligentna literatura)
  • redefinicje tekstu (obiekt – środowisko – wydarzenie – organizm)
  • wymiary liberatury i e-literatury (kategoria czasu i przestrzeni w opisie projektów liberackich oraz e-literackich)
  • metodologie, narzędzia oraz kluczowe perspektywy badań – pytanie o granice i swoistość dziedziny

Abstrakty zawierające około 1200 znaków należy nadsyłać na adres eliteratura@uni.opole.pl. Zapraszamy !

Termin nadsyłania zgłoszeń upłynął 31.01, jednak na hasło "Techsty", można nadsyłać zgłoszenia jeszcze do 10 lutego.

M.Pisarski 30.01.11

Cyfrowy wiersz roku

Kamil Zając - Ty i społeczny rys Kamil Zając (wiersz bankomatowy "Ty i społeczny rys"), Aneta Kamińska i Elektroliryka (roztańczona poezja Nazara Honczara) a może Jonas Gruska i jego cybernetyczny "Basen"? Który ze zwycięzców Inernetowego Turnieju Jednego Wiersza korporacji Ha!art, zostanie autorem wiersza roku? Na stronach Ha!artu trwa właśnie internetowy plebiscyt na wiersz roku, w którym może wziąć udział każdy. Wystarczy wubrać swojego kandydata i kliknąć. ITJW, który ruszył w kwietniu ubiegłego roku dość niespodziewanie przerodził się w konkurs na najciekawszą poezję nowomedialną. Wiersze papierowe nie były się w stanie wybić ponad utwory w twórczy sposób wykorzystujące wideo, animację i dźwięk.

Na razie, co nas zaskakuje, prowadzi najmniej "przystępny" i najmniej "nieprzewidywalny" z wierszy miesiąca: generatywny Basen Słowaka Gruski: cybertekst, który swą treściową zawartość czerpie z kanałów RSS Gazety Wyborczej (swoją drogą ciekawe, że Czerska jeszcze nie protestuje...). Kolejne zaskoczenie to dość niska pozycja muzyczno-poetyckiego kolektywu skupionego wokół Anety Kamińskiej. Autoportret szczątkowy plasuje się w tyle za zajmującym drugą pozycję "wierszem" Kamila Zająca, który zaskoczył wiosną jurorów konkursu doskonale dopracowaną animacją tekstową która - jak wieść niesie - pojawiła się na krótki czas w jednym z wrocławskich bankomatów... Plebiscyt trwa. Każdy z waszych kandydatów ma wciąż równą szansę na zwycięstwo.

17.01.2011, M.Pisarski

Basen - cybertekstowy nihilog

Jonas Mrkva - BasenWyjątkowo udany generatortekstu oparty na wiadomościach RSS - utwór(program) Basen Jonasa Gruski (Mrkvy) - wygrał listopadowy Internetowy Turniej Jednego Wiersza, organizowany przez Ha!art. Przyzwyczajeni do propozycji utrzymanych w estetyce animacji i filmu, członkowie konkursowego jury po raz pierwszy skonfrontowani zostali z prawdziwą tekstową maszyną, która żywi się podsuwanym jej na bieżąco tekstem. Ową pożywką są kanały informacyjne portalu gazeta.pl, jednak - co najważniejsze- program da się edytować. Możńa dodawać doń własne słowa lub własne kanały RSS. Na zamieszczonym obrazku pomiędzy informacyjny szum sobotnich porannych wiadomości wstawiliśmy słowo "Techsty". Nie pozostaje nam nic innego, jak pogratulować młodemu słowackiemu programiście i przywitać jego pracę w gronie nielicznych polskich cybertekstów. Przytaczam w całości napisany przeze mnie tekst werdyktu: Basen - entropijne sieciowe ptasie radio, którego tekst składa się z wciąż zmieniających się fragmentów wiadomości RSS, dokonuje cichego, ale ważnego przełomu zarówno w krótkiej historii polskiej literatury nowych mediów, jak i jeszcze krótszej historii Internetowego Turnieju Jednego Wiersza. To pierwszy polski (czesko-polski) cybertekst tekstoniczny, czyli tekstowa maszyna, o której treści decydować może czytelnik poprzez zamianę i dodanie wyświetlającego się tekstu, jak i dodanie własnego źródła (kanału RSS) dla wyświetlającego się tekstu. Klasyczny autor zanika, podobnie jak tradycyjna stabilność tekstu (po kilku minutach fragmenty wiadomości ulegają auto-anihilacji, znikają z ekranu. Kim zatem jest autor i czy wciąż możemy mówić o tekście? Kto wchodzi na ich miejsce: programista i jego rama, czytelnik i jego pole gry czy też sieć i jej anonimowy, bezduszny, nihilogiczny szept?

Podobnych pytań powstaje więcej. Czy Basen przynależy do polskiej czy słowackiej literatury skoro "autor" "napisał" go nie używając ani jednego polskiego słowa? Każda z odpowiedzi pomaga zdefiniować to, co nowe w literaturze nowych mediów i pokazać jak bardzo potrafi ona znosić dotychczasowe granice pomiędzy na pozór niepodważalnymi kategoriami dzieła, autora, odbiorcy i tekstu. Basen Jonasa Gruski (Mrkvy) oglądać mażna tutaj. Warto też przyjrzeć się całemu serwisowi zvukolom.org, który wydaje się być słowackim odpowiednikiem polskiej Perfokarty. "Nihilog", czyli inaczej ulegający samozniszczeniu monolog, to termin Johna Cayleya przypisany pewnym gatunkom poezji cyfrowej.

M. Pisarski, 04.12.2010

Espace Nouveaux Ecrans

SufferosaDziewięć filmów interaktywnych, w tym Sufferrosę Dawida Marcinkowskiego, pokazanych zostanie w Genewie na festiwalu Cinema tous Ecrans, który potrwa do 7 listopada. Obok polskiego twórcy swoje prace pokażą filmowcy z Francji, Niemiec, Nowej Zelandii, USA i Hong Kongu. W każdym z dzieł widzowi powierza się kluczową rolę. Jest on albo głównym bohaterem (jak w 500°Celsius Patrice Poliquina) albo jego pomocnikiem, albo kimś kto - niczym wszechwiedzący narrator - w decydujących chwilach steruje losami bohaterów. W każdym z interaktywnych filmów mamy do czynienia z alternatywnymi sekwencjami fabularnymi. Osnową fabuł są najczęściej misje, które wykonać ma bohater. Jest to na przykład zadanie detektywistyczne (Sufferosa, Snipp it Benjamina Ehlerta), awanturnicze (główny bohater jako gangster w 500°Celsius) lub działanie mające na celu rozwój bohatera (opowieść inicjacyjna The last 120 hours of a geek Wai To Lama). W ciekawej konwencji parodystycznej osadzono nowozelandzki film Deliver me to Hell Logana MacMilliana:

Jeśli zombie zaatakowaliby Ziemię, czy nadal znalazłby się ktoś, kto dostarczyłby ci pizzę? Pomórz Stevovi przedrzeć się przez opanowane przez obcych miasto, by dostarczył ci pizzę cały i zdrów.

Każdy z filmów pokazywany będzie kilkurotnie, w ramach cyklu Espace Nouveaux Ecrans (Nowe Przestrzenie Ekranu). Projekcje Sufferrosy Dawida Marcinkowskiego rozpoczną się już we wtorek 2 listopada a potem codziennie o 14ej w kinie Uptown. Pokazy mają charakter konkursowy. Trzymajmy kciuki za Dawida! Więcej na temat genewskiego festialu tutaj.

M.Pisarski 01.11.2010

Festiwalowa jesień: dwa podejścia

Wojtek Pukocz: praca prezentowana na festiwalu Synthesia Dwa audiowizualne i nowomedialne wydarzenia przetaczać się będą pod koniec października przez dwa nie tak odległe od siebie miasta. Mowa o Vivisesji w Poznaniu i Synthesii we Wrocławiu, festiwalach muzycznych i artystycznych o skrajnie różnych podejściach. Ten pierwszy ma na celu zaprezentowanie dokonań na polach sztuki vjingu, interaktywnej instalacji i audiowizualnych pokazów w Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Francji a nawet w Czechach. W informacjach prasowych nie ma mowy o rodzimym dorobku artystycznym na tym polu. Mamy do czynienia z podejściem "patrz, waćpan, co to się w szerokim świecie dzieje, a u nas....". Z kolei Synthesia prezentuje podobną sztukę, ale wychodząc z innego założenia. Na towarzyszących imprezom muzycznym wystawach prezentują się młodzi artyści oraz studenci, którzy pokazywać będą jak rozumieją zjawisko synestezji, będące głównym tematem imprezy (podejście "spojrz, wiedziałeś, że coś takiego dzieje się tak blisko ciebie?").

Poznańska Vivisesja potrwa od 24 do 27 października. Intrygująco zapowiada się remiksologiczne tournee po mieście zatytułowane Poznań Video Riot:

Projekt Poznań Video Riot zaprezentuje […] pokaz sztuki miksowania obrazów na żywo w przestrzeni miejskiej. Poruszające się ulicami Poznania wozy transmisyjne zapewnią niezwykły audiowizualny spektakl zarówno dla świadomych uczestników, jak i przypadkowych przechodniów.

Młodzi polscy artyści mają szansę pokazać się na Vivisesji tylko pośrednio, w ramach Showreel Competeition, konkursu na najlepsze audiowizualne portfolio. Nagrodzone prace pokazane zostaną pod koniec listopada

Bartłomiej Jarmolinski: VIDEO positonWrocławski festiwal Synthesia rozpocznie się kilka dni wcześniej, 22 października i potrwa trzy dni, które zdominowane będą przez brytyjską muzykę elektroniczną, ale my zachęcamy też do wystaw. Pojawia się tam prace między innymi Michała Brzezińskiego, Pawła Liska, Eweliny Turkot, Wojciecha Pukocza, Bartłomieja Jarmolińskiego. Większość prac, dzięki klamrze tematycznej, zbliżać się w rejony ewokowanej przez zjawisko synestezji sztuki psychodelicznej i do problemu przyjemności dostarczanej przez obiekt artystyczny, tak niemodnej w świecie zdominowanym przez konceptualny gest. Artystom zadano pytania:

Czy ślepe pole sztuki, o którym wielokrotnie mówił i pisał Paul Virilio rzeczywiście istnieje? Czy dyslokacja sztuki oraz jej zakotwiczenie w nowoczesnych mediach wykluczają jej właściwości poznawcze? Czy konceptualizm zabija jej prawo do czysto estetycznego paradygmatu? I wreszcie – czy zmysłowość może dzisiaj stanowić domenę twórczości?

....i każdy odpowiadać będzie na te pytania ma swój własny sposób. Londyńsko-poznańsko-wrocławskiej redakcji Techstów nie pozostaje nic innego, jak zaprosić na oba wydarzenia.

redakcja 14.10.2010

The Mongoliad

Mongoliad, Neal StephensonThe Mongoliad - oparta na formule sieci społecznej, cyfrowa powieść Neala Stephensona, autora Zamieci i Diamentowego Wieku, ujrzyć ma wkrótce światło dzienne. Ma to być odcinkowa powieść zawierająca wszelkie dobrodziejstwa współczesnych multimediów i wymagająca od swoich czytelników opłacenia miesięcznego lub rocznego abonamentu. Akcja powieści rozgrywać ma się w alternatywnym XIII wieku, w którym to Mongołowie zalewają Europę. Stephenon pisać ma Mongoliadę z autorem science-fiction Gregiem Bearem. Data premiery nie jest do końca jasna, wygląda na to, że pierwszy rozdział zaczyna się rozwijać. Jest w nim polski akcent. Jednym z fabularnych węzłów i miejsc na mapie opisywanych zdarzeń jest Legnica, jako miejsce przegranej bitwy wojsk chrześcijańskich z Tatarami.

Przypomnijmy, w Diamentowym wieku, Stephenson zaproponował spójną i fascynującą wizję interaktywnej książki przyszłości, pełniącej rolę jednocześnie rolę zabawki, nauczyciela, przewodnika i multimedialnego tabletu w tradycjnej formie książkowej, ale z wykorzystaniem nanotechnologii. Trudno na razie przesądza o ostatecznej formie the Mongoliad,. Na razie wydaje się ona połączeniem formy powieściowej z grą sieciową, Wikipedią i ilustrowanym słownikiem.

M. Pisarski 01.10.2010

Crash 2.0

Crash 2.0Katastrofa w Smoleńsku jako czynnik kulturotwórczy? Temat taki podejmuje instalacja Crash 2.0 artysty i matematyka Roberta B. Liska w łódzkiej galerii NT. Punktem wyjścia do powstania tej nowomedialnej pracy, wykorzystującej skompikwoane operacje obliczeniowe, są teorie spiskowe i - jak czytamy - "odstępstwa od doktryny wiary podsycanej przez media". Artysta tak opisuje swoją pracę:

Projekt rozpoczyna analiza dużych zbiorów danych, sprawdza jak katastrofa/konflikt jest ukazywany w sieci i mediach. Następnie wnioskowane są nowe informacje i określone prawdopodobieństwo wydarzeń przyszłych.

Twórcze działania Liska, w tym Crash 2.0, inspirowane są aktywnością amerykańskiej Group Material i sytuują się w kontekście hacktywizmu i mediów taktycznych. Wystawa czynna będzie od 10 września, w galerii NT. Wernisażowi towarzyszy audio performance SUNUS, "eksplorujący praktyki hakerskie w obrębie zastanych przestrzeni dźwiękowych".

Redakcja 09.09.2010

Remiksy Bromboszcza w Warszawie

PrzecwiprostokątnaW ramach 6 Manifestacji Poetyckich, 4 września, obejrzeć, posłuchać i zadzwić się będzie można instalacją live zatytułowaną Przeciwprostokątna Romana Bromboszcza. Poznański cyberpoeta, autor wydenego niedawno przez Ha!art tomiku U-man i masa oraz książki teoretycznej Estetyka zakłóceń, tak pisze nam o swoich planach na sobotę:

Przeciwprostokątna to działanie przy użyciu trzech komputerów podłączonych do sieci Internetu. Za ich pomocą wyzwalam obrazy i dźwięki ze stron internetowych. Nie posiadam ani ściśle określonego planu, ani opracowanych kroków postępowania. Mam wynotowane strony, z którymi zamierzam się połączyć. Są to stworzone przeze mnie strony artystyczne z aplikacjami flash oraz php i html. Tworzę ich złożenia, remiksy, montaże. Komputery są podłączone do miksera audio. Steruję barwą i głośnością dźwięku, nakładam na siebie poszczególne ścieżki dźwiękowe.

Przeciwprostokątna, Largactil, Staromiejski Dom Kultury, Rynek Starego Miasta 2, Warszawa, 4 września 2010, g. 15

Redakcja 02.09.2010

100 dni hipertekstowych map

Tinderbox map of Perspective 2 by John Timmons100 wizualnych streszczeń: naniesionych na hipertekstowe mapy refleksji na temat przeczytanych lektur, ciekawych idei, a nawet faktów z życia prywatnego prezentuje w ramach projektu 100 days J. Nathan Mathias. Z kolei Susan Gibb dzieli się z czytelnikami hipertekstową mapą na którą nanosi sto krótkich opowiadań (tzw. flash fiction). 100 days to doroczne, wakacyjne przedsięwzięcie, w ramach którego różni twórcy przez 100 dni lata każdego dnia prezentują wycinek twórczości: jedno ze stu opowiadań, jedną stronę powstającego komiksu, czy jeden krótki film.

Podobnie jak w ubiegłym roku, dużą rolę w dla autorów takich jak Mathias czy Gibbs pełni program Tinderbox. Cieszący się od lat statutem idealnego narzędzia dla burzy mózgów pozwala on intuicyjnie i w błyskawicznym tempie nanosić pomysły na cyfrowe mapy i diagramy a następnie powiązywać je z sobą w logiczną całość. Mathias wzbogaca to doświadczenie o aspekt społecznościowy i interfejs przeglądarki. Jego program Emberlight pozwala na publikację map Tinderboxa w warunkach sieciowych z zachowaniem części funkcjonalności (prostokąty na mapie dają się otwierać jako okna tekstowe). Dziedzina pisarstwa wizualnego, czy - jak nazywa ją Mark Bernstein - retoryki mapy zbogacona została tym samym o kolejne narzędzie.

Warto śledzić poczynania uczestników projektu 100 days, a może nawet się do nich dołączyć. Co do Tinderboxa i jego możliwości, proponuję przyjrzeć się ubiegłorocznym zmaganiom Susan Gibb. Nakreśliła ona w tym programie szkice stu hipertekstów i ich schematów narracyjnych, począwszy od opowiadań dwusegmentowych poprzez opowiadania o strukturze drzewiastej aż po bardziej skomplikowane wielosegmentowe labirynty i kłącza.

M.Pisarski 31.07.2010

Kłącza André Siéra

Andre Sier - Ape -xJeszcze tylko do 30 lipca oglądać można w łódzkiej galerii NT wystawę prac intermedialnego artysty-programisty André Siéra. Jego wspomagane językami oprogramowania wizualnego obiekty rozwijają się w czasie, żyją własnym życiem i reagują w przestrzeni galerii na pozycję i ruchy widza. Nawiązując do kubizmu Siér nanosi na modernistyczne idee ikonograficzne warstwę procesualną, perfmoratywną i aleatoryczną. Przykładem tej ostatniej są choćby grafiki produkowane przez głośniki wychlapujące tusz, który a kartkach papieru tworzy przypadkowe wzory. Jak pisze kurator, Michał Brzeziński:

Nie ma to jednak nic wspólnego z ekspresją artysty, ani poszukiwaniem przypadku w malarstwie, nie jest to też malarstwo akcji. Sama istota jego sztuki jest natomiast algorytmem-strukturą, która stoi u podłoża obrazów produkowanych przez maszynę, programistyczną grą językową, pojawiającą się na styku języka ludzi i maszyn, a jest ona do odnalezienia dzięki czułemu spojrzeniu na jego prace, jakie charakteryzuje spojrzenie człowieka na człowieka w działaniu.

Wystwa Ande Sier - Ape-x, czynna jest codziennie do godziny 19.00, galeria mieści się przy ulicy Traugutta 18. Galeria nowych technologii NT jest jednym niewielu miejsc w Polsce konsekwentnie prezentujących sztukę nowych mediów. Łodzianom zazdrościmy, na wystawy zapraszamy, a do wydarzeń w NT będziemy regularnie powracać.

Redakcja 20.07

Krótka historia przypadku

Krótka historia przypadku, redakcja Ha!art, lato 2010Do końca wakacji oglądać i eksplorować można w Krakowie Krótką historię przypadku - hipertekst w przestrzeni Małgorzaty Dawidek-Gryglickiej. Ten pionierski projekt, zarówno w stosunku do polskich hipertekstów cyfrowych, jak i przedsięwzięć z obszaru liberatury, powstał na przełomie roku 1997/98 i zaprezentowany został na ASP w Poznaniu. Premiera krakowska, przygotowana specjalnie na festiwal ha!wangarda, jest nową, poprawioną i udoskonaloną wersją oryginału, który autorka postanowiła odświeżyć za namową Piotra Mareckiego i Mariusza Pisarskiego.

Krótka historia przypadku opowiada o konsekwencjach pewnego przypadkowego spotkania. Główny bohater (B.) jadąc autobusem zauważa w oknie autobusu jadącego w przeciwnym kierunku kobietę, z którą był kiedyś związany. W tym momencie opowieść rozgałęzia się w trzech kierunkach i toczy na ponad stu rozmieszczonych w przestrzeni i połączonych ze sobą sznurkami kartkach. Autorka pisze:

W trzech możliwych wariantach historii biorą udział również inne postacie, które zależnie od akcji pojawiają się w różnych momentach, różnie zachowują i na inny sposób pośrednio, lub bezpośrednio wpływają na zachowania samego bohatera [...] Każda z leksji opowiada o pojedynczej sytuacji – np. B. przechodzi przez bramę kamienicy, czeka na podjeździe, przygotowuje posiłek, wykonuje telefon, biegnie po ulicy, spędza dzień w biurze projektowym etc…[...] Czytelnik, by poznać dalszą część historii jest zmuszony do ruchu, do ciągłego przechodzenia z jednej do innej części galerii, pochylania się w chwili, kiedy robi to bohater, lub wyglądania przez okno razem z nim.

Fragmenty tekstu znajdują się na ścianach, drzwiach, podłodze, a nawigacja pomiędzy nimi przypomina przeprawę przez gęsty labirynt. Jak to wygląda w praktyce ilustruje zamieszczone powyżej zdjęcie z otwarcia wystawy. Fabularną przestrzeń Krótkiej historii przemierzają tu Katarzyna Bazarnik, Zenon Fajfer i Łukasz Podgórni. Spajające całość linki, używając terminologii hipertekstowej, to nie osadzone na tekście łącza główne. Mariusz Pisarski pisze o nich:

[sznurki i żyłki] niczym nić Ariadny prowadzą czytelnika od jednego segmentu opowieści do kolejnego. Nasza Ariadna to dużo młodsza siostra swej antycznej poprzedniczki, żyjąca w bardziej złożonych czasach. Zacierając dawniejsze granice pomiędzy rzeczą a jej obrazem, tworzywem a produktem, czytelnikiem a odbiorcą, czasy te domagają się innego niż jednokierunkowy labiryntu oraz innego przewodnika niż ten, który prowadzi nas za rękę w określonym, jedynie słusznym kierunku.

Wystawa czynna będzie do końca wakacji. Oglądać ją można w redakcji Ha!artu przy ulicy Retoryka 17/4a w godzinach od 10.00 do 16.00.

Redakcja 12.07.2010

Cybertext Yearbook o Polsce

Cybertext Yearbook 2010Serię wystąpień o polskiej literaturze nielinearnej i ergodycznej opublikowano właśnie w Cybertext Yearbook - prestiżowym wydawnictwie Uniwersytetu Jyväskylä. Blok o korzeniach i praktyce polskiego cybertekstu fińscy koledzy przygotowali z pomocą redakcji Techstów. Oprócz polskiej części cybertekstowy rocznik zamieszcza artykuły Janeza Strehoveca, Marii Engberh i Joany-Elizy Deac o teorii gier, estetyce szumu, i elektronicznej poezji wizalnej.

Emilia Branny przybliża międzynarodowemu czytelnikowi cybernetycznych poetów z kręgu Perfokarty, poświęca też sporo miejsca hipertekstowej odsłonie monumentalnego utworu AE Roberta Szczerbowskiego. Andrzej Pająk prezentuje bogaty, historyczny przegląd zjawiska nielinearności w polskiej literaturze: od Renesansu i Baroku poprzez Pałubę Irzykowskiego, Miazgę Andrzejewskiego po Czary i Mary Anety Kamińskiej. Będący rozwinięciem artykułu o hipertekstowych ogrodach, dwa lata temu na konferencji w Bergen, tekst ten otworzył oczy wielu europejskim badaczom na polskie cybertekstowe dziedzictwo. W swoim drugim artykule Pająk pisze o rewelacyjnych projektach w dziedzinie analogowych generatorów tekstu Wojciecha Bruszewskiego i Żuka Piwkowskiego z lat 70- tych.

Mariusz Pisarski pierwsze ze swoich wystąpień poświęca sylwom: staropolskim, XIX wiecznym oraz literaturze sylwicznej XX wieku, pokazując w jakim zakresie zjawiska te można uznawać za literaturę ergodyczną. Bohaterką drugiego wystąpienia Pisarskiego jest Małgorzata Dawidek - Gryglicka i jej instalacje słowne - rozlokowane w fizycznej przestrzeni hiperteksty, które czyta się podążając za prawdziwymi linkami (sznurkami).

Zapraszamy do lektury, w najnowszym magazynie Techstów ukaże się też wstęp do polskiej części rocznika.

Redakcja, 06.05. 2010

Nowe życie w sieci

Woynarowski - ŻołnierzeWyraźne ożywienie gatunków przynosi powolna przeprowadzka mediów literackich z przestrzeni do cyberprzestrzeni. Tygodniowy felieton, odcinkowa powieść, cykliczny komiks czy wychodzący z awangardowej niszy literacki remiks coraz częściej goszczą na ekranach polskich, opiniotwórczych, elektronicznych pism literackich.

Dochodzi także do genologicznych fuzji. Ich najnowszym przykładem jest połączenie odcinkowego komiksu z odcinkową powieścią w Żołnierzach Juliusza Strachoty i Kuby Woynarowskiego - utwór, który zadebiutował właśnie na portalu ha!artu. Surrealnej, utrzymanej w koszarowej, blokowej i post-bushowskiej tonacji prozie Strachoty towarzyszą wymowne ilustracje Woynarowskiego. Obaj panowie skutecznie przekraczają konwencje komiksu i prozatorskiej dykcji, do której przywykli polscy czytelnicy.

Coraz więcej odsłon przynosi też organizowany przez ha!art konkurs na literacki remiks. Po zaskakująco udanym starcie: remiksie tekstów Elizy Orzeszkowej dokonanym przez Justynę Radczańską, gnomicznym remiksie Na dziś I emce Pułka mix Alexandra Michaux Tomasza Pułki przyszła kolej na remiksową rymowankę Paweła Lekszyckiego Adam Asnyk oficjalnie zaprzecza pogłoskom jakoby miał romans z Marią Konopnicką. Każdy z trzech remiksów pokazuje różne podejścia do tematu, inne za każdym razem traktowanie tekstów źrodłowych, oraz inny efekt końcowy. Po życie sięgać nowe Radczańskiej to wzór remiksologicznej koherencji, gdzie tekst źródłowy ściera się z tekstem pasożytniczym niemal niezauważalnie, niczym rzeka wpływająca do morza. Z kolei Pułka buduje swój krótki wiersz na napięciach między cytatem a jego ramą. Lekszycki stawia natomiast na dialog, ożywia i dramatyzuje głosy przeszłości. Wydaje się, że literacki remiks może się okazać studnią bez dna. Czy to początek polskiego altermodernizmu, albo nurtu remiksologicznego? Trzeba by zapytać Nicolasa Bourriauda.

30.04.10 Pisarski

Język w Drewutni

Język w drewutni - Zbigniew SałajNa wystawę "Język w drewutni" Zbigniewa Sałaja zaprasza poznańska Galeria AT. Punktem wyjścia do kolejnej odsłony cyklu wystaw "Książka i co dalej" jest tym razem tytułowa drewutnia - szopa, w której suszy się i obrabia drewno - miejsce dziecięcych fascynacji krakowskiego twórcy, gdzie - jak mówi - "szybciej aniżeli w czasie rzeczywistym dokonuje się transformacja przedmiotu lub substancji". Przedmiotem, którym oprócz drewna zostaje poddany tutaj przemianom jest język i alfabet. Sałaj, posługując się pełnym zestawem liter łacińskich proponuje widzowi rozkodowywanie znaków, spektakl mobilnego doświadczania następujących po sobie, ciągle zmieniających się graficznych układów. Co ciekawe, choć nie znamy szczegółów, wystawa zawierać będzie pewne elementy ergodyczne i cyfrowe. Czytelny alfabet łaciński jako główny aktor pojawiać się ma "na scenie" tylko raz na dwanaście godzin a jego rola trwa kilkadziesiąt sekund. Artysta pisze:

Moment trwania w dwunastogodzinnym niebycie wskazuje na kontekst czasowy formowania się alfabetu w długim procesie ewolucyjnej przemiany. Źródło w postaci czytelnego alfabetu dostępne jest dopóty, dopóki funkcjonuje synchroniczność czasowa pomiędzy wszystkimi elektronicznymi mechanizmami. Zapraszam do „szopy” transformującej ciała papierowych książek, które na powrót przypominają drewniane szczapy, polana

Otwarcie wystaw w poniedziałek, 26 kwietnia w Galerii AT przy ulicy Solnej o godzinie 18.00. "Język w drewutni" potrwa do 7 maja. Wystawę oglądać można codzienie w godzinach od 15.00 do 18.00

22.04.10 Pisarski

Festiwal "Permutacje"

Eksperymetatorzy dźwięku i cybernetyczni poeci zapraszają w maju do Konina na „Permutacje” - minifestwal sztuki komputerowej składający się z wystawy i audiowizualnych koncertów. Nazwa pochodzi z analizy statystycznej i odnosi się do wariacyjnego i repetytywnego aspektu twórczości, szczególnie prac tworzonych z udziałem algorytmów i pętli logicznych. Permutacja, inaczej wariacja z powtórzeniami, stanowi wynik zaprojektowanego procesu generowania danej treści audiowizualnej. W przeszłości stosowano technikę wariacji w muzyce, a w XX wieku wprowadzono ją również do eksperymentu w ramach literatury i plastyki. Jako znamienite przykłady mogą posłużyć słynne „Wariacje Goldbergowskie” Jana Sebastiana Bacha, „Ćwiczenia stylistyczne” Raymonda Queneau i "Próby wizualnej reprezentacji rozkładów statystycznych" Ryszarda Winiarskiego.

Permutacja związana jest z losowością, dzięki czemu prowokuje zaskoczenie i uświadamia istnienie kreatywności po stronie maszyn. Maszyna wykonuje powtórzenia losowo, co prowadzi do osiągnięcia jakości zwanej nieograniczonością. Dzięki losowości, generatywności i powtórzeniu proces ekspozycji rozciąga się w nieskończoność, wykraczając poza możliwości percepcyjne człowieka, pozostawiając mu jedynie przybliżony obraz możliwych zmian. Za Immanuelem Kantem można powstającą w ten sposób wartość nazwać wzniosłością, przy czym, to, czego jesteśmy tutaj pewni to kod, a nie materialny substrat.

Wydarzenie ma na celu zainteresowanie szerszej publiczności sztuką, która pojawia się w galeriach okazjonalnie oraz wiązana jest raczej ze specjalistycznymi studiami i festiwalami. W wydarzeniu wezmą udział artyści zajmujący się muzyką, twórczością audiowizualną i literaturą. Ważnym składnikiem ich sztuki jest sterowanie przy udziale komputera oraz programowanie.

Dokładnej daty festiwalu jeszcze nie nadesłano. Zachęcamy do sprawdzania programu konińskiej Wieży Ciśnień.

Redakcja 18.04.2010

Wczesna sztuka komputerowa 1960 - 1970

Czym różni się komputer od patelni? Na jednym z tych przedmiotów możesz usmażyć jajko, a na drugim – stworzyć sztukę. Właśnie dlatego patelnia jest tylko narzędziem, a komputer może być określany jako medium, nowoczesny pośrednik między pomysłem artysty a skończonym dziełem. Już pod koniec lat 60. sztuka komputerowa osiągnęła niezwykłą popularność przez fakt, że komputer zaczął być postrzegany jako narzędzie wzmagające potencjał kreatywności artystów. Jaka jest więc rola komputera w stworzeniu dzieła – czy jest on tylko kolejnym narzędziem kreacji artystycznej czy też stał się nowym medium, które pozwoliło przedefiniować pojęcie dzieła sztuki i zupełnie zmieniło proces jego odbioru?

Na te pytania postara się odpowiedzieć Joanna Walewska podczas wykładu ”Jak możliwe jest rysowanie za pomocą komputera? Wczesna sztuka komputerowa 1960 – 1970″, organizowanego w ramach wiosennej części projektu „Electronica magistra nostra”. W ramach wykładu odbędzie się prezentacja rozwoju sztuki komputerowej (pierwszych wystaw, artystów-pionerów), przy jednoczesnym wskazaniu już na wczesnym stadium jej rozwoju cechy definiujące sztukę nowych mediów (np. interaktywność). Poruszony zostanie także problem kontrowersji towarzyszących używaniu komputera na gruncie sztuki ze względu na jego militarny rodowód.

Wykład Joanny Walewskiej odbędzie się 16 kwietnia 2010, o godz. 17.30 w Instytucie Historii Sztuki UJ, ul. Grodzka 53, sala nr 40.

Projekt „Electronica magistra nostra” jest częścią działalności Koła Naukowego Studentów Historii Sztuki UJ, Sekcji Sztuki Współczesnej. Projekt jest dofinansowany z budżetu fundacji „Bratniak”. Więcej informacji o projekcie na stronie: electronicamagistra.wordpresss.com

Karolina Plinta

Dekada Literacka o nowych mediach

Dekada Literacka Redakcyjna dyskusja o nowych mediach oraz seria artykułów poświęconych prozie i poezji cyfrowej otwierają najnowszy numer krakowskiej Dekady Literackiej. Obszerny blok poświęcony „literaturze 2.0” Dekada Literacka opracowała z pomocą redakcji Techstów. Specjalnie dla Dekady nadesłało swoje wystąpienia pięcioro autorów naszej redakcji.

Całość bloku otwiera panel dyskusyjny, na który Anna Pochłódka zaprosiła Annę Łebkowską, Krystynę Wilkoszewską i Krzysztofa Uniłowskiego. Uniłowski, bohater pracy magisterskiej red. Pisarskiego z lat 90 tych, zatytułowanej „Postmodernizm w krytyce literackiej”, tak pisze o gustach dzisiejszej publiczności:

...z dystansem odnosimy się do świata nowych technologii, hołubimy tradycyjne formy uczestnictwa w kulturze, uznając tradycyjną książkę, choćby z powodów snobistycznych, za ekskluzywną formę rozrywki, przeciwwagę dla kultury popularnej, dlatego cenimy tradycyjne powieści, które powinno się czytać w wygodnym fotelu a nie na ekranie komputera.

Według Uniłowskiego zainteresowanie eksperymentem i awangardą literacką, tradycję których podejmuje literatura hipertekstowa, wygasło w latach 80-tych i na razie nic nie wskazuje, by następowało jakieś ożywienie. Wątek ten podejmuje Wilkoszewska mówiąc o ogólnym spadku zainteresowania literaturą na rzecz sztuk przestrzennych. Płaska powierzchnia ekranu jako punkt odniesienia współczesnej refleksji kulturowej, znajduje się po drugiej stronie tego podziału. Wilkoszewska stawia pytanie, czy hipertekst jako „struktura medialna” w ogóle może być rozpatrywany jako literatura, skoro każe przewartościowywać podstawowe pojęcia literaturoznawcze, takie jak tradycyjny model komunikacyjny.

Wątpliwości takich nie ma jedyny uczestnik dyskusji, któremu nie obca jest zarówno lektura powieści hipertekstowych jak i polska teoria hipertekstu. Anna Łebkowska, autorka książki Fikcja jako możliwość, w kilku miejscach mówi o powinowactwach teorii literatury z literaturą hipertekstową. Przywołuje też powieści takie jak afternoon, a story, Koniec Świata według Emeryka, wspomina  o wydawnictwie Eastgate i artykułach Emilii Branny, przyznaje też, że lektura hipertekstu (konkretnie - Patchwork Girl) może prowadzić do estetycznej przyjemności.

Wśród znanych przykładów literatury prekursorskiej wobec hipertekstu, autorzy wskazują na przeoczany przykład papierowej interaktywności z polskiego podwórka: powieść Jana Brzękowskiego Psychoanalityk w podróży, która zamiast wyraźnego zakończenia proponuje czytelnikowi wypełnienie ankiety, w której czytelnik sam określić ma jak zakończą się powieściowe perypetie.

Refleksję otwierającą kontynuują zamieszczone w dekadzie eseje. Od ogólnych (Pod warstwą szkła i kryształu. Jak się czyta tekst cyfrowy Mariusza Pisarskiego i Litteratura cybernetica, czyli burza w szklance wody Andrzeja Pająka) po przykłady close reading (Tekstowanie Hegiroskopu Stuarta Moulthropa - Sonii Fizek, Przepraszam za spoźnienie - Doroty Sikory) aż do rozważań gatunkowych (Obietnice poezji elektronicznej Emilii Branny). Blok nowomedialny zamyka artykuł Tomasza Z. Majkowskiego Fantastyczna sieć. Internet i środowisko miłośników literatury fantastycznej współbrzmiący z drugim polem problemowym dyskusji redakcyjnej: „amatorską” krytyką w internecie, społecznościami fanów i innymi problemami alternatywnych obiegów literackich w sieci. Polecamy !

Pisarski 29.03.10

Sufferrosa

Sufferrosa

Filmowa produkcja z prawdziwego zdarzenia, ale zamiast ekranu kinowego - przeglądarka internetowa, technologia flash i interakcja z filmowym materiałem. Czy tak wyglądać będzie przyszłość sztuki ruchomego obrazu? Jej potencjał, z wielkim rozmachem, testuje Sufferrosa - najnowszy, interaktywny film Dawida Marcinkowskiego. Twórca interaktywnych teledysków, o którym pisaliśmy już w Techstch, tym razem sięga po większą formę i tworzy rozgałęziającą się filmową opowieść.

Natasza, młoda narzeczona francuskiego biznesmena Rene Leverta, znika bez śladu. Powątpiewając w skuteczność policyjnego dochodzenia mężczyzna wynajmuje prywatnego detektywa Ivana Johnsona. Śledztwo prowadzi do profesora Carlosa von Brauna, naukowca który zajmuje się procesem rejuwenalizacji. Von Braun podaje detektywowi narkotyk i każe uwięzić go w swojej klinice na wyspie Miranda. Kilka dni później Johnson budzi się w celi. W tym momencie kończy się prolog i zaczyna się właściwa akcja filmu. Co wydarzy się dalej zależy od oglądającego, gdyż „Sufferrosa” to fabuła interaktywna dostępna nieodpłatnie w sieci pod adresem: www.sufferrosa.com.

Tak właśnie zaczyna się pierwszy polski interaktywny film Dawida Marcinkowskiego „Sufferrosa”. Jego premiera odbyła się pod koniec lutego w warszawskim kinie Muranów. Autor interaktywnego eksperymentu stworzył niesamowitą opowieść, której fabuła nie biegnie linearnie, ale układa się ją z drobnych, wieloelementowych audiowizualnych puzzli. Widzowi/użytkownikowi pozwala się kluczyć w wielopoziomowym labiryncie. To on decyduje, dokąd pójdzie, które drzwi otworzy. Od tych decyzji zależy rozwój fabuły oraz jej zakończenie – a opowieść może skończyć się na trzy różne sposoby. Zadaniem widza, który wciela się w postać detektywa, jest odnalezienie Rosy lub ucieczka z kliniki profesora Von Brauna. Podobnie jak w wielu grach komputerowych, świat widzimy z perspektywy głównego bohatera. Eksplorując kolejne poziomy poznajemy historie, tkamy w umyśle misterną, założoną przez autora opowieści sieć powiązań. W klinice spotykamy pacjentki i pacjentów, w tych rolach występują Beata Tyszkiewicz, Ewa Szykulska, Michał Urbaniak, widzimy także personel i gości – Jacka Fedorowicza i Macieja Kozłowskiego. W rolę profesora wcielił się Ryszard Ronczewski.

ciąg dalszy: >>>

Dorota Sikora 15.03.10

Gorętsze medium Ha!artu

Ha!art - felietoniści Cykl felietonów o nowych mediach i literaturze zaczął publikować portal Korporacja Ha!Art. Gospodarzem działu o cyfrowej sztuce słowa (i nie tylko) jet redaktor naczelny Techstów Mariusz Pisarski. Odnowiony i odświeżany od teraz codziennie portal Ha!artu do formuły tradycyjnego pisma i wydawnictwa dołącza pełną formułę pisma sieciowego. Zamieszczana w sieci treść ani nie zapowiada ani nie promuje treści drukowanej, lecz jest przeznaczona specjalnie do czytania online. Gest, który wciąż może być trudno zrozumiały dla wielu wydawnictw…

Na portalu Ha!artu swoje felietony publikują regularnie Bożena Keff, Piotr Macierzyński, Zenon Fajfer i Tomasz Pułka. Felietny to rzecz jasna tylko jeden dział. Temperaturę gorącego medium sieci skutecznie podnoszą działy wydarzenia, komentarze, prezentacje, rozmowy.

Pretekstem do  pierwszego felietonu o literaturze i nowych mediach jest wydana właśnie przez Uniwersytet w Sydney antologia remiksu literackiego Through the Clocks Working. Techniki takie jak cut-up, fade-in, cross-out autorzy antologii stosują według określonych reguł. Najważniejsza z nich brzmi: "remiksuj tak, by dał się rozpoznać oryginał". Pisarski proponuje, by w myśl tych reguł przywoływać w remiksie nie tylko autorów modnych i współczesnych, ale też tych, którzy znajdują się w czyścu domeny publicznej. W ten sposób dawno zapomniany autor powraca do życia w nowym dziele w sposób nieco świeższyi bardziej namacalny niż poprzez tradycyjny pastisz czy cytat struktur. (Stąd tytułowe "wywoływanie duchów"). Pomysł ten zainspiirował część redakcji. Chodzą słuchy o o ogłoszeniu konkursu na poetycki remiks wykorzystujący utwory z okresu polskiego pozytywizmu. Efekty już wkrótce.

Redakcja 14.03.10
edakcji. Chodzą słuchy o o ogłoszeniu konkursu na poetycki remiks wykorzystujący utwory z okresu polskiego pozytywizmu. Efekty już wkrótce.

Redakcja 14.03.10

(Druga) wiosna hipertekstu ?

Screenshot z filmu Lutza Dammbecka The Net: The Unabomber, LSD and the Internet (2003), Dammbeck był jednym z uczestników kongresuOstatnie tygodnie przyniosły z sobą tyle hipertekstowych wydarzeń, że weterani cyfrowej literatury mówią wręcz o hipertekstowej wiośnie. Najważniejsze postacie w historii i praktyki literatury, która się rozgałęzia i działa na żądanie, pojawiły się na konferencji Futures of Digital Studies organizowanej na Uniwersytecie Floryda. Oprócz autorów takich jak Michael Joyce, Lev Manovich, Janet H. Murray i N. Katherine Hayles, w Miami swoje artykuły zaprezentowało wielu młodych badaczy. Oto niektóre z tematów wystąpień: "Alternate reality games a przyszłość tekstu", "Kombinatoryjna przyszłość. Nadzieja, Toprchlght i Losowy wybór", "Wikipedia, retoryka i teoria software'u". Według doniesień jednym z ciekawszych wystąpień był referat teoretyka remediacji Jay'a Davida Boltera: "Cyfrowa literatura i problem modernizmu".

Kolejnym wydarzeniem ostatnich tygodni był pierwszy Międzynarodowy Kongres Badań nad Siecią (First International Congress on Web Studies), który odbył się w Monterrey. Akcent przeniesiony tu został z badań nad literaturą na badania nad cyfrową sztuką. Kongresowi towarzyszyła intrygyjąca wystawa. Swoją obecność mocno zaznaczyli w Meksyku artyści i teoretycy hipertekstu ze strefy frankofońskiej (Uniwersytet Paris 8). Teksty wystąpień są już dostępne w sieci. Warto śledzić rozwój obu konferencji. Być może doczekamy się przyszłorocznych edycji, już z polskimi uczestnikami.

Trzecim hipertekstowym pierwiosnkiem jest najnowsze wydanie pisma Genre. Forms of Disourse and Culture. Wśrod artykułów poświęconych literaturze i nowym mediom znaleźć można m.in wystąpienie dawno nie słyszanej Marie Laure - Ryan: "Cóż takiego komputer uczynił tekstowi?". Niestety dostęp do zawartości jest płatny a Genre nie jest dostępne w bazach uniwersyteckich. Czy te jaskółki czynią prawdziwą wiosnę? W Polsce o hipertekście też mówi się ostatnio niemało -zobacz nasze ostatnie wpisy na Twitterze. A zatem może to jednak wiosna?

13.03.10 Pisarski

Historia gier wideo

Videogame TimelineHiszpański ludolog Mauricio Giraldo Arteaga opublikował Videogame Timeline: chronologiczny wykres, na który nałożone są najważniejsze dla historii gier osoby, gry, konsole, firmy, wydarzenia i technologie. Informacje nakładane są na wykres warstwowo, można zatem wszystkie widzieć na raz albo każdą z wymienionych kategorii z osobna. Pierwsze trzy pozycje chronologii Artegi to powstanie firm Sears Co. (1886), Nintendo (1889) oraz narodziny Vannevara Busha - hipertekstowego wizjonera w roku 1890. Ostatnie wpisy to między innymi najnowsza symulacja Willa WrightaSpore oraz książka Nicka Montforta Racing the Beam. The Atari Video Computer System. Przejrzyście prezentowane dane podsuwają między innymi takie ciekawostki: wyświetlacz LCD wynaleziono już w 1964 roku, gra Pac-Man jest zaledwie o rok młodsza od płyty kompaktowej, a legendarna gra Pong jest starsza od obu komputerowych gigantów - zarówno Microsoftu jak i Apple.

Miłośnikom historii nowych mediów polecamy jeszcze jedną, starszą o dekadę, chronologię hipertekstu wg Stuarta Moulthropa.

Mariusz Pisarski

Dwujęzyczny magazyn ludologiczny Techstów

Zespół Magazynu Ludologicznego Techstów ma przyjemność ogłosić Rok Pierwszy dwujęzycznego magazynu ludologicznego, który, mamy nadzieję, stanie się pomostem pomiędzy badaczami gier komputerowych z polski oraz z zagranicy. Temat przewodni pierwszego numeru Magazynu to Teoretyzowanie Gier Dzieciństwa. Będziemy  próbowali  zgłębić  tajemnicę  fascynacji  grami  takimi  jak  Super  Mario  Bros,  Lemingi,     Pacman  czy  Stargate  Defender.    Mile  widziane  są  także  rozważania  dotyczące  MUDów i  pierwszych   komputerowych   gier   RPG   opartych   na   interfejsie tekstowym,   wsparte własnymi wspomnieniami.

 

Zapraszamy do współpracy. Termin nadsyłania artykułów oraz recenzji upływa 15. marca. Zgłoszenia prosimy nadsyłać pod adres soniafizek@soniafizek.com. Więcej szczegółów znajduje się w przygotowanych w języku polskim oraz angielskim materiałach informacyjnych.

Z pozdrowieniami

Sonia Fizek - redaktor prowadzący, Mariusz Pisarski - redaktor wspomagający.

S. Fizek, M.Pisarski 01.02.10

iPad

Apple iPad - foto - AppleiPad, iBooks store, iBooks reader: czy globalny rynek e-książki zmieni swoje oblicze po wprowadzeniu nowego urządzenia i nowej internetowej księgarni przez komputerowgo giganta Apple? iPad to przenośny komputer typu tablet posiadający 10 calowy ekran i wirtualną klawiaturę. Oparty jest on na tym samym dotykowym systemie operacyjnym, co iPhone i iPod Touch. Rezygnację z technologii e-ink, którą wykorzystuje większość innych czytników e-książek Apple chce zrekompensować wielofunkcyjnością urządzenia, które jest jednocześnie konsolą do gier, przeglądarką internetową i odtwarzaczem muzyki.

Czy iPad "zrewolucjonizuje" druk - jak obwieszczał na długo przed premierą Steve Jobs? Czy wyznaczy nową erę w czytelnictwie prasowym - jak zapowiada redakcja dziennika The New York Times ? Raczej nie. Rewolucje dawno się dokonały. Ale nie to jest ważnie. Niezależnie od tego jak odkrywcze, wygodne czy przyjemne będzie czytanie na iPadzie, istotne jest to, że oczy świata (jego bogatszej części) zwrócone są na Apple, a oczy Apple na e-książkę. Środowisko dotykowego systemu iPada i połączonych z nim platform muzycznych, programowych a teraz książkowych znane jest już teraz 75 milionom posiadaczy mobilnych urządzeń Apple'a i milionom pozostałych, którzy będą mogli kupić elektroniczną książkę dwoma kliknięciami myszy lub dwoma uderzeniami palca.

Książki w sklepie iBooks nie będą tanie. Za bestsellerowy tytuł trzeba będzie zapłacić odpowiednik 15$, czyli mniej więcej tyle, co za papierową wersję w miękkiej obwolucie i nieco więcej niż za album ulubionego wykonawcy w formacie mp3.   Czy wydawcy spuszczą z tonu i zaoferują lepsze ceny? Trudno wyrokować. Biorąc pod uwagę ogromny rynek, na jaki ich katalogi wypływają wraz z iPadem, można przypuszczać, że cena e-książek w iBooks się zmieni. Pozostaje jeszcze pytanie: czy inne platformy ebooków, takie jak Stanza (choćby w jej darmowej części), będą obecne na iPadzie. Jeśli nie - iPadowi będzie pod górkę.

Czytaj dalej >>>>

M.Pisarski 27.01.10

Nielinearny Nabokov - The Original of Laura

Vladimir Nabokov - Original of Laura (Dying is Fun)Fotografie i kartki, które towarzyszą tekstowi są perforowane, można je wyjąć z książki i na nowo układać ich kolejność, jak to czynił autor podczas tworzenia tej powieści - informuje się czytelnika przed rozpoczęciem lektury The Original of Laura - ostatniej, nie dokończonej i aż do tego roku nie publikowanej powieści Vladimira Nabokova. Sprawdziliśmy, czy pogrobowe dzieło autora Bladego Ognia i Lolity rzeczywiście da się czytać w tak nielinearny, losowy wręcz sposób.

Najpierw jednak o kontrowersjach. The Original of Laura wywołuje je z dwóch powodów. Po pierwsze dzieło to ogląda światło dzienne wbrew woli autora, który w swoim testamencie, niczym Franz Kafka, kazał tę powieść zniszczyć. Po trzydziestu latach, jakie rękopis przeleżał w schowku szwajcarskiego banku, Dymitr Nabokov, kierując się przypadkiem Kafki, postanawia dzieło ojca opublikować. Gdyby Franz Brod posłuchał swojego przyjaciela i spalił Zamek i Proces, literatura światowa nie byłaby tym czym jest dziś - tłumaczył swą decyzję syn pisarza, przekonany też o tym, że ostatecznie ojciec nie miałby nic przeciwko publikacji utworu, zwłaszcza po trzydziestu latach.

Po drugie The Original of Laura "bulwersuje" swą zawartością. Krytycy, zwłaszcza brytyjscy, dzieło to wręcz zabili, posuwając się do puent w stylu: "drogi odbiorco, lepiej tego nie czytaj". Ten neo-wiktoriański, daleki od krytycznych norm, sprzeczny z naukowym i historycznym spojrzeniem na literaturę gest, bierze się jednak nie z oburzenia śmiałością obyczajową, bądź wywrotową, niepoprawną politycznie fabułą. Według krytyków The Original of Laura to po prostu tekst bardzo słaby, niespójny, mało ciekawy i daleki od nabokovskiego geniuszu językowego, który sprawiał, że pod jego piórem angielszczyzna piętrzyła się bogactwem znaczeń jak mazurskie jezioro w letnie popołudnie. "Jeśli przeciętnemu autorowi powinie się noga, możemy mówić o mniejszej lub większej wpadce. Jeśli jednak wydarza się to komuś takiemu jak Vladimir Nabokov to mamy do czynienia z katastrofą o rozmiarach nuklearnych" - obwieszcza Martin Amis. Czy mówiąc "Nabokov" myślimy o pisarzu, który jak Amis wyprodukować musi jedną książkę a rok, najrzadziej na dwa? Nie. Czy autor tego drugiego typu jest wiarygodnym źródłem literackiego smaku ? Wątpliwe. Nie będę się jednak wypowiadał na temat jej literackich walorów przed publikacją polskiego tłumaczenia tego utworu, które miejmy nadzieję nastąpi już niebawem.

Póki co przyjrzymy się konstrukcji tego dzieła oraz kwestii wariantywności. Wieloliniowość czy też aliniowość narracji wydają się, pod pewnymi względami, posunięte w The Original of Laura o krok dalej niż w Bladym Ogniu. Jeśli bowiem ten ostatni, pionierski utwór, przybrał formę hipertekstu osiowego (trzon główny i jednokierunkowe odnogi), to Laura, w sugerowanej przez Dymitra Nabokova wersji otwartej, kiedy to czytelnik przetasowuje wyjęte z książki kartki, wydaje się przybierać postać zbliżoną do losowo, bądź konfiguracyjnie odczytywanego cybertekstu. Tu już nawet nie ma połączeń i odesłań. Podobnie jak w innych pionierskich, awangardowych powieściach (Nieszczęśni Johnsona, Composition no 1 Saporty ), czytelnik zachęcony jest do tworzenia ich na własną rękę.

Sytuacji takiej sprzyja fakt, że The Original of Laura to utwór wybitnie fragmentaryczny i w sporej mierze nieciągły. Rękopis powstał na katalogowych fiszkach, które Nabokov trzymał w pudełku. Ich niewielkie rozmiary (76 x 127 mm) sprawiają, iż na pojedyncznej karcie mieści się na zaledwie kilka zdań o średniej długości. To na czym Laura była pisana i jak przez autora przechowywana to fakty na tyle istotne dla powieści, że wydawca postanawia, by pojedyncza strona książki zawierała tylko tekst pojedynczej fiszki, oraz - nad tekstem - perforowaną kopię oryginalnego rękopisu.

Czytaj dalej >>>

M.Pisarski 26.12.09

Polski Hobbit

Hobbit W polską wersję klasycznej tekstowej gry przygodowej Hobbit z roku 1982 grać mogą pod choinką miłośnicy IF, ludolodzy i badacze literatury nowych mediów. Grę, wraz z kodem źródłowym, opublikował w sieci Paweł Aleksander Fedoryński, w ramach pracy magisterskiej obronionej na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW. Polska wersja Hobbita oparta jest na tłumaczeniu tolkienowskiego oryginału przez Marię Skibiniewską.

Celem, jaki postawił sobie Fedoryński było stworzenie nowoczesnego silnika gry, który w przeciwieństwie do kilku polskich gier przygodowych z lat osiemdziesiątych (o niektórych z nich np. grze o intrygującym tytule Pięć gówien Eepcha do tej pory nie słyszeliśmy), obsługiwałby także składnię przestawną. Nie ukrywajmy bowiem, swą słabą popularność w Polsce, tekstowe gry przygodowe zawdzięczają zawiłości polszczyzny. Spora część pracy magisterskiej autora polskiego Hobbita poświęcona jest zatem implementacjom tego zadania, gdzie matematyka spotka się z lingwistyką: rozbiorom gramatycznym, algorytmom rozbioru i algorytmom interpretacji. Ostatecznie udało się stworzyć grę, której parser rozumie zarówno takie komendy użytkownika jak: "Zabij ohydnego trolla mieczem", jak i "wszystkie trolle zabij mieczem".

Gra udostępniona jest na licencji GNU GPL. Instalator dostępny jest tylko pod systemy Windows. Kod źródłowy pozwala jednak stworzyć interfejsy na systemy OS X i Unix i Linux.

M.Pisarski 21.12.09 (research: Bartek, A.Pająk)

Archiwalia e-literatury: Deena Larsen w MITH

Deena Larson  - kolekcja w Maryland Institute f technology in Humanities Kolekcję literackich eksponatów z wczesnej epoki komputerów osobistych, pochodzącą z prywatnego archiwum pisarki Deeny Larsen, prezentuje na żywo i online Maryland Instutute of Technology in the Humanties. Autorka hipertekstowej powieści poetyckiej Marble Springs, napisanej na Hypercard (pierwowzór Flasha) oraz powieści Samplers (stworzonej o odczytywanej w Storyspace) udostępniła Instytutowi stare komputery Macintosh, obsługujące go systemy operacyjne, książki związane z przewrotem internetowym i szereg innych ciekawostek.

Być może najcenniejsze z nich dla badaczy sztuki elektronicznej są papierowe notatki pisarki, ukazujące w jaki sposób idea konkretnego utworu przenoszona była na papier, a poźniej na ekran. Przykładem mogą być połączone nitkami karty reprezentujące poszczególne segmenty hipertekstu Marble Springs. Kodowanie kolorem jako sposób na przestrzenne hierarchizowania relacji pomiędzy segmentami tekstu w owych czasach, jak widać, możliwe było wciąż tylko "w realu". Może zatem Marble Springs było bardziej hipertekstowe wśród nitek i papierków ułożonych na ....zasłonce od prysznica niż na malutkim, czarno białym ekranie Mac Classic II ?

Deena Larson  - kolekcja w Maryland Institute f technology in Humanities Kolekcja MITH pokazuje też, jak szybko odchodzą w zapomnienie cyfrowe nośniki. Spójrzmy choćby na stosy 3,5 calowych dyskietek, na których od końca lat osiemdziesiątych do końca lat dziewięćdziesiątych rozprowadzano powieści hipertekstowe. W kolekcji znalazło się też wiele intrygujących drobiazgów, takich jak wycinki z prasy na temat hipertekstu i Internetu, reklamy publikowane przez wydawnictwo Eastgate oraz - arcyciekawe - ogłoszenie autorki zapraszającej czytelników do współtworzenia partii Marbe Springs.

Na szczęście wiele z pokazywanych w Instytucie w Maryland zabytków wciąż może spełniać swoją pierwotną funkcję na ekranach współczesnych komputerów. Dzięki darmowym emulatorom takim jak SheepShaver, świat klasycznych Macintoshy, z pisanymi na nie animowanymi, hipertekstowymi powieściami, dają się w pełni ożywić pod każdym ze współczesnych systemów operacyjnych, a wraz z nim- powracają do życia wszelkie literackie zabytki tej epoki.

M.Pisarski 17.12

Nie ma sztuki, są tylko piksele

Norman LetoCzym różnią się obrazy fizyczne od dzieł umieszczonych na ekranie lub w przestrzeni 3D? Czy podział na rzeczywistość realną i wirtualną ma jeszcze sens? 16 grudnia o godzinie 20.00 w Instytucie Historii Sztuki UJ na te i inne pytania odpowiadać będzie Norman Leto - krakowski artysta młodego pokolenia, który tworzy fizyczne obrazy tylko po to, by przenosić je w przestrzeń elektroniczną. Podczas spotkania odbędzie się projekcja filmów Normana Buttes Monteaux, w których zmusza on widza do odbioru swoich dzieł w formie elektronicznej. Czym zatem są fizyczne obrazy Normana Leto – podstępnymi symulakrami czy zwykłymi dziełami w całej ich elektronicznej oczywistości? Pytanie to powinno być szczególnie istotne dla historyków sztuki, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę, jak ważny podczas ich studiów jest elektroniczny wizerunek dzieła sztuki, na którym w zasadzie opierają oni swoją wiedzę. Kontakt z dziełem fizycznym nie jest w dzisiejszych czasach niezbędnym elementem poznania dzieła. W takim razie, co to znaczy być historykiem i miłośnikiem sztuki dziś? To zależy, jak wysoką rozdzielczość ma rzutnik, jaki używa wykładowca.

Norman Leto to także autor książki Sailor, w której wyjaśnia teoretyczne podstawy swojej sztuki. [ Można w niej wyczytać miedzy innymi, iż Adolf Hitler wielkim konceptalistą był. Ten śmiały wgląd w naturę rzeczy to część konceptualnej walki człowieka o pseudonimie Leto z kultem nazwiska, przyp. redakcja].

Spotkanie z Normanem Leto to kolejna odsłona cyklu „Electronica magistra nostra”, organizowanego przez Koło Naukowe Studentów Historii Sztuki UJ, Sekcji Sztuki Współczesnej.

16 grudnia, godzina 20.00, Instytucie Historii Sztuki UJ (ul. Grodzka 53, sala 39). Projekt finansowany jest z budżetu fundacji „Bratniak”.

Karolina Plinta 12.12.09

Książki kolaboracyjne na Google Wave

Google WavePierwszą książkę napisaną w Wave - platformie kolaboracyjnej Google, opublikował Adrian Graham. Bathrobe Guru zaprezentowana została na Google Wave jako krótkie, złożone z jedenastu wyraźnych segmentów opowiadanie. Na "falę" wywołaną przez Grahama wskoczyło ponad 20 osób. Autor zadał swoim obserwatorom serię pytań, odnośnie kierunku, w jakim potoczyć się ma ostateczna wersja fabuły. Rzecz dotyczy człowieka, który budzi się nad ranem w towarzystwie trupa. Na początku wydaje mu się, iż widzi swoje własne martwe ciało, potem okazuje się, iż jest to sobowtór. Uczestnicy eksperymentu mogli ingerować w sam trzon tak zawiązanej akcji: "Czy główny bohater odkrywa trupa w swoim łóżku?" (większość uczestników, w tym znany nam Niżej Podpisany/Nick Name odpowiedziała - TAK). Pytanie drugie - Jeśli będzie to trup w łóżku, to czy bohater uznaje, iż został wrobiony, czy też, że sam jest mordercą? (Uczestnicy odpowiadają NIE). Następnie dochodzi do głosowań nad poszczególnymi etapami akcji. Narzędzia do głosowania udostępniane są przez środowisko Google Wave. Ostatecznie uczestnicy zmienili fabułe do tego stopnia, iż bohater budzi się nad ranem w towarzystwie trupa kobiety....

Całość procesu, wraz z dyskusją uczestników i autora, znaleźć można na fali Bathrub Guru. Gotowa wersja w formie e-booka dostępna jest na feedbooks, gdzie znaleźć można także wywiad z autorem i wydawnictwem Small Stories. W swojej skończonej formie Bathrub Tub jest tekstem utrwalonym, nie interaktywnym, zamarzłym. Interakcja, w tym wypadku, przeniesiona jest na rzadko oddawaną w ręce czytelnika, fazę twórczą.

Całym sercem nie wierzyliśmy nigdy i nie wierzymy w web 2.0, uznając je za dość pustawe hasło marketingowe i mając świadomość, iż większość tego, co robi się w epoce 2.0 było możliwe w epoce 1.0. Jedyna różnica dotyczy stopnia przystępności i łatwości obsługi sieciowych narzędzi. Jeśli jednak wytyczać gdzieś granicę, to Bathrub Guru ją unaocznia. Można sobie wyobrazić żywą współpracę publiczności z autorem za pomocą zwykłego, internetowego forum. Narzędzie takie jak Google Wave nie wynajdują takiej interakcji, czynią ją jednak ciut łatwiejszą..

M.Pisarski

Liberatorium i powrót księgi

Radosław NowakowskiNa wystawę "liberATorium - wolne książki Radosława Nowakowskiego" oraz na "Powrót księgi" - spotkanie z Katarzyną Bazarnik i Zenonem Fajferem zapraszają poznańska GALERIA AT oraz Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu
. Liberacki zajazd na gród Mieszka odbywa się w ramach cyklu "Książka i co dalej". To prawdopodobnie najciekawszy cykl wystawienniczy w Polsce pokazujący powinowactwa słowa z obrazem w instalacjach, pracach cyfrowych, poezji audiowizualnej i wielu innych, hybrydycznych formach współczesnej sztuki europejskiej.

Otwarcie wystawy Radosława Nowakowskiego w poniedziałek 7 grudnia o godzinie 19ej w galerii AT przy Solnej 4. Wystawa czynna tylko do 18 grudnia. Z kolei spotkanie z Fajfer/Bazarnik - nierozłączną parą praktyków, teoretyków i propagatorów książki wyzwolonej - odbędzie się tego samego dnia o 15.30 w Galerii ASP/Aula przy Marcinkowskiego 29. Zapraszamy!

M.Pisarski 3.12.09

Melancholia cyborgów

Łukasz Podgórni, Tomasz PułkaNa spotkanie z poezją cybernetyczną pod hasłem „Melancholia cyborgów jest głośna” zaprasza Instytut Historii Sztuki UJ. Swoje cyberpoetyckie utwory zaprezentują w Krakowie Łukasz Podgórni i Tomasz Pułka - członków grupy Perfokarta oraz cichy nabiau. Audiowizualno-poetycki performance odbędzie się 26 listopada o godzinie 20.00, w Instytucie Historii Sztuki UJ (ul. Grodzka 53, sala 39). Przypomnijmy - Grupa Perfokarta powstała w 2005 roku. W jej skład wchodzą znani, prezentowani lub zapowiadani w Techstach Roman Bromboszcz, Tomasz Misiak i Łukasz Podgórni. Grupa jest sporadycznie zasilana przez Tomasza Pułkę.

Poeci cybernetyczni odwołują się do takich zjawisk jak pętla (cyklicznie powtarzanego ciągu czynności) oraz „muzyka usterek” (kompozycji dźwięków generowanych przez komputer i urządzenia mu towarzyszące). Poszczególne utwory konstruowane są na zasadzie recyklażu – literackich ready mades modyfikowanych i łączonych z komputerowymi wizualizacjami i uzupełnieniem muzycznym. W takim wykonaniu dzieło poetyckie staje się „cybernetycznym miksem” a wizerunek poety przekształcony zostaje w postać autora-cyborga.

Poezję cybernetyczną można uznać za rodzaj krytyki współczesnej, stechnologizowanej rzeczywistości: podczas prezentacji-performance’u widz jest „bombardowany” bodźcami wizualno-dźwiękowymi złożonymi z barw, kształtów, ruchu, akcji, ale także rymów i kontrastów. Może to wywołać rodzaj szoku estetycznego czy halucynogennego transu, podobnego to stanów, jakie przeżywają bywalcy dyskotek.

Spotkanie jest częścią projektu „Electronica magistra nostra”, który jest prowadzony w ramach działalności Koła Naukowego Studentów Historii Sztuki UJ, Sekcji Sztuki Współczesnej. Więcej o projekcie: electronicamagistra.wordpress.com. Projekt jest finansowany z budżetu fundacji „Bratniak”.

I ciekawostka: tło na ulotce zapowiadającej spotkanie w Krakowie to screenshot z pulpitu redaktora naczelnego Techstów, w okresie, w którym jego komputer trawiony był przez graficzne zgrzyty i usterki powodowane fabryczną wadą karty NVIDIA 8400. Poetyckie manifestacje tej usterki niezwłocznie przesłane zostały Łukaszowi Podgórniemu. Zapraszamy do Krakowa !

Karolina Plinta, Mariusz Pisarski 17.11.09