W tradycyjnej powieści, zarówno struktura, jak i lektura mają jasno wyznaczone granice. Tekst zaczyna się tytułową stroną, nazwiskiem autora, a kończy ostatnią stroną i ewentualnym posłowiem. Jednak w literaturze hipertekstowej, której medium jest ekran i kod, te granice ulegają zatarciu. W dziełach cyfrowych początek i koniec stają się względne, wieloznaczne, a czasem całkowicie nieistotne.

W wielu klasycznych powieściach hipertekstowych tradycyjny początek nadal istnieje – często jako ukłon w stronę przyzwyczajeń czytelnika. W popołudniu, pewnej historii Michaela Joyce’a (1987) lektura zaczyna się niemalże klasycznie: od strony tytułowej, nazwiska autora, a następnie od pierwszej leksjii, wprowadzającej głównego bohatera i sytuację fabularną. Podobnie rzecz ma się z Victory Garden Stuarta Moulthropa (1991) czy Patchwork Girl Shelley Jackson (1995), również stworzonych na platformie Storyspace. Ważnym wyjątkiem jest okienko ładowania się utworu, na którym widać cyfrowe, hipertekstowe statystyki powieści powstałych w Storyspace (liczba leksji, linków, haseł kluczowych). W These Waves of Girls (2001) Caitlin Fisher, pamiętnikowej powieści hipertekstowej opublikowanej we Flashu, w której dziewczęce doświadczenia, seksualność, trauma i opowieści o dojrzewaniu układają się w siatkę odnośników, brak jest punktu centralnego: tekst przypomina sieć neuronową, w której każda leksja może być początkiem, a każda decyzja nawigacyjna tworzy nowe konstelacje. Z kolei w Neurocracy (2021), interaktywnej encyklopedii w formacie przypominającym Wikipedię, w której opowieść rozgrywa się przez edytowanie, komentowanie i porównywanie wersji artykułów, nie ma żadnego ustalonego „startu” – czytelnik wchodzi przez dowolne hasło i zaczyna eksplorować. Zakończenie także nie jest z góry dane – można czytać bez końca, przeklikując się między wpisami, tworząc własną siatkę interpretacyjną. Narracja wyłania się z aktów eksploracji, a nie z gotowego scenariusza.

...
"These waves of girls" Caitlin Fisher (2001)– strona wejściowa

Choć wszystkie wspomniane utwory posiadają tradycyjne wejścia – nazwę, tytuł, stronę startową – nie jest to jedyna droga, jaką może podążyć czytelnik. Moulthrop oddaje czytelnikom do dyspozycji mapę swojej powieści, diagram ogrodu o rozwidlających się ścieżkach, Jackson udostępnia mapę Storyspace i wprowadza dodatkowe portale nawigacyjne – graficzne kolaże, które odsyłają czytelnika do coraz to innych fragmentów tekstu.

W przypadku literatury hipertekstowej końca – w klasycznym sensie – często po prostu nie ma. To czytelnik decyduje, kiedy „skończył czytać”. Jak zauważył Robert Kendall „koniec następuje wtedy, gdy czytelnik się podda – zmęczy, zrezygnuje, albo osiągnie moment interpretacyjnej satysfakcji”. Przykładowo, w popołudniu, pewnej historii możliwych zakończeń jest kilkanaście – w zależności od tego, którą drogą podąży użytkownik. Niektóre wersje dają wrażenie zamknięcia opowieści, inne pozostawiają pytania otwarte.

Jednak doświadczeni autorzy hiperfikcji uczą się projektować ścieżki lekturowe tak, by prowadziły do momentów domknięcia, nawet jeśli nie są one jednoznaczne. To momenty, które nie kończą tekstu w sensie technicznym, lecz dają czytelnikowi poczucie spełnienia, zrozumienia, zakończenia danego „wątku”. Taka struktura – o zmiennych punktach domknięcia – przypomina sieć z gęsto rozmieszczonymi strefami sensu, a nie jeden zamknięty łuk narracyjny.

Literatura hipertekstowa, książki-aplikacje i dzieła eksploracyjne przybliżają czytelnika do tego, co Roland Barthes nazwał „tekstem mnogim”, a Gilles Deleuze i Félix Guattari – kłączem (rhizome). Kłącze nie ma centrum, początku ani końca – jest zawsze środkiem. W Tysiącu plateau (1980) autorzy piszą, że „dowolny punkt kłącza może być połączony z dowolnym innym i każdy punkt może być rozwinięciem”. Analogicznie, w tekstach cyfrowych i hipertekstowych czytelnik nie tyle podąża za fabułą, co tworzy trajektorię znaczeń. Każde wejście do tekstu jest ważne, każde wyjście możliwe – ale tylko kombinacja tych gestów buduje znaczenie.

Pytanie o konieczność końca w literaturze cyfrowej jest w istocie pytaniem o potrzebę domknięcia Czytelnik kultury druku przyzwyczajony jest do katharsis, do ostatecznej odpowiedzi, do ostatniego słowa. Literatura cyfrowa – hiperteksty, aplikacje, VR-owe opowieści – burzy ten porządek i oferuje nie rozwiązanie, lecz proces. Czytanie staje się formą egzystencji w strukturze otwartej, formą nawigowania, a nie konsumowania treści.

Zakończenie takiej lektury nie następuje na ostatniej stronie, lecz w decyzji użytkownika: „na dziś wystarczy”. To moment, w którym interpretacja zyskuje znaczenie – nie jako zamknięcie, lecz jako wybór znaczenia spośród nieskończoności możliwych.

Ostatnia aktualizacja:

22.05.2025

Cytuj ten wpis jako:

Mariusz Pisarski (2010) Problem początku, problem końca. "Techsty" 22.05.2025 [https://techsty.art.pl/hipertekst/poetyka/poczkoniec.htm].

narracja poetyka poetyka hipertekstu poststrukturalizm retoryka tekst cyfrowy

Mapa połączeń


Legenda

Statystyki


art być czytelnik czytelnika domknięcia flash hipertekst hipertekstowej img interpretacja kendall końca lecz lektura opowieści outgoing poczkoniec poetyka powieści source storyspace target techsty tekstu value