Jeśli popołudnie. pewna historia to jin powieści hipertekstowej, to jeśli szukać jan, odnajdziemy je w Quibbling Carolyn Guyer. Wydany jesienią 1992 roku hipertekst amerykańskiej autorki jest wszystkim tym, czym popołudnie. pewna historia być nie mogło. W miejsce pojedynczego bohatera probującego dowiedzieć się o co chodzi w paranoicznej wędrówce przez labirynt swoich własnych obaw i pragnień, Quibbling oddaje głos bohaterowi zbiorowemu: czterem parom zagłębiających czytelnika w swoje historie, horyzonty intelektualne i wzajemne związki. Całość opowiadana jest z perspektywy mocno i świadomie kobiecej, feministycznej, reprezentującej innowacyjną formę ecriture feminine wczesnych lat 90. Perspektywa męska, jako zbyt linearna, zostaje systematycznie podważana, aż w końcu ostentacyjnie wyrzucona do kosza, by dać miejsce fragmentaryczności, małym narracjom, zmysłowości ciała, sensualności języka. Głównym celem całego przedsięwzięcia – jak przyznaje autorka – było pokazanie w jaki sposób kobiety opowiadają sobie historie, a opowiadają je inaczej niż mężczyźni: w przelocie, z pikantnym szczegółem, dygresją, cytatem, plotką, w ramach codziennego przepływu wrażań, obrazów, informacji. Tekst upodabnia się do wody, można go kształtować, jak się chce, czerpać z niego, niczym dłoń czerpiąca wodę ze strumienia, do której woda, jak tekst, sama się dopasowuje. Całość, wraz z utrzymującą ją siatką relacji, przebije się przez te dowolnie czerpane fragmenty długo później, gdyż najpierw musimy – dzięki nim – poznać jej smak. Liczba kolorów, faktur i odcieni w świecie ukazywanym przez bohaterów, przemawia do czytelnika dużo mocniej niż liczba linków, segmentów, realizowanych przez powtórzenia wzorców narracyjnych i innych wyznaczników przestrzeni hipertekstowej. Radykalnie zrywając z literackim patriarchatem, ze sztywnymi ramami gatunkowymi (czy to powieść czy nie powieść?) Quibbling otwiera drogę ku literaturze przyszłości: epoki Web 2.0, mikrobloggingu pisarstwa jako czynności codziennej i dzielonej z innymi.

...

Hipertekst zaczyna się rozłożoną na dziewięć segmentów sekwencją, w której jedna z głównych bohaterek, Heta, spaceruje wzdłuż jeziora i zbiera na plaży kolorowe kamienie. Poza opisami wody, fal, brzegów i nieba nie dzieje się w tej sekwencji nic. Heta zbiera kamyki, by następnie włożyć je w do pudełka po cygarach, które podaruje Priamowi. Gdy porównamy tego rodzaju ekspozycję z hipertekstami Michaela Joyce’a czy Jane Yellowlees Douglas, gdzie epizod najbardziej dramatyczny wdziera się na sam początek opowieści (wypadek samochodowy, śmierć), możemy się poczuć jak widzowie dobrego europejskiego czy irańskiego art-filmu, wprowadzającego swój własny, powolny, hipnotyzujący rytm. Każdy z dziewięciu segmentów początkowej sekwencji zawiera oczywiście linki, które poprowadzą nas wgłąb lasu fikcyjnych i faktograficznych okruchów, które czytelnik sam nanizywać musi na kilka, kilkanaście fabularnych nici.

Metafory akwatyczne i krawieckie są przez Guyer podsuwane nieprzypadkowo. Formy otwarte stające w sprzeczności ze standardowymi oczekiwaniami czytelnika same proszą się o wizualne alegoryzacje, dzięki którym teksty takie da się “oswoić” i poczuć w nich komfortowo. W Quibbling czytamy też o zupie (oulipopo soup) – pełnej różności, choć jednak robionej według przepisu; jest wspomniane pudełko po cygarach z kolorowymi kamieniami w środku; jest także borgesowski Aleph, owo magiczne urządzenie do budowania światów, które tutaj, w rozmowie Priama, bohatera który pisze powieść hipertekstową, z Hetą, zostaje interesująco zinterpretowane jako mechanizm przechodzenia z jednego miejsca w drugie: “otwierający bramę przechodzi przez nią, by stać się tym na co się brama otworzyła”. Taka właśnie jest, według Guyer, lektura hipertekstu. Każda leksja to fragment osobnego świata, połączony z dowolnie innym fragmentem w sposób niekoniecznie z góry zaplanowany. Nawet linki autorka każe traktować jedynie jako sugestie:

Nadmiar linków można traktować jako rodzaj dyrektywy, jeśli nie obelgi, rzuconej w stronę czytelnika. Gdy tworzę link, wyrażam jedynie swoje własne zrozumienie opowieści (lub jedno ze zrozumień). Podobnie jest z każdym innym czytelnikiem. Dlaczego więc śmiałabym narzucać takie połączenia wszystkim innym tylko dlatego, że ja jako pierwsza miałam dostęp do tekstu?

Stąd zachęty, by lektura toczyła się nie tylko w trybie domyślnym, i nie tylko po linkach, ale jako swobodna wędrówka po hipertekstowych mapach, gdzie segmenty kojarzone są z sobą na zasadzie przyległości i – zawsze próbnych, nigdy nie do końca ustalonych – tematycznych kategoryzacji. W ten sposób, czytając fragmenty fikcji, dzienników, listów, wyimki z literatury źródłowej (antropologia feministyczna, mediewalistyka, postmodernistyczny kanon) czytelnik odkrywa zarysy głównej metafory wizualnej utworu: przemieszczania się po jeziorze z wieloma zatokami. A ponieważ linki istnieją tutaj zarówno na poziomie zaimplementowanymm jak i wirtualnym (rzadko który autor wykazuje się taką intertekstualną uczciwością), odautorskim i czytelniczym, pływanie, kajakowanie i nurkowanie w takim hipertekstowym jeziorze trwać może miesiącami, latami, i nigdy nie będzie ono takie samo.

Ostatnia aktualizacja:

13.01.2024

Cytuj ten wpis jako:

Mariusz Pisarski (2022) Carolyn Guyer - Quibbling . "Techsty" 13.01.2024 [].

Storyspace cyberfeminizm klasyka hipertekstu mapy metafora w hipertekście

Mapa połączeń


Legenda

Statystyki


afternoo art borges czasoprzestrzen czytelnika guyer hasztag hiperfikcja hiperlink hipertekst historia img innym klasyka landowryan linki outgoing powieść quibbling segmentów source sposób target techsty value