Andrzej Pająk

Czy jest w tym tekście jeszcze autor?

Cyfrowe zlepki, postprodukty, kolaże

Remiks 4. Naukowe kolaże

Na peryferiach tego co do tej pory zostało zaprezentowane stoi nowoczesny dyskurs naukowy. Jak w tych okolicznościach może odnaleźć się np. cyfrowa humanistyka, która zdecydowanie bardziej zależy od słowa niż nauki ścisłe.

Dostęp z uniwersyteckich bibliotek do pełnotekstowych baz danych czasopism i książek publikowanych na świecie, otwiera przed badaczem ogromną skarbnicę wiedzy. Właściwie wystarczy znajomość języka angielskiego by można było w niej się swobodnie poruszać. Praktycznie nie stanowi bariery nawet fakt, że cześć dokumentów dostępna jest w innych językach — z pomocą translatorów również i ten problem można całkiem zadowalająco rozwiązać. Tak oto otwiera się przed badaczem wieża Babel readymade-ów.

Zanim przejdziemy dalej warto przywołać mający już kilka lat [Hubrich, 1995] projekt Larsa Hubrich’a zatytułowany W poszukiwaniu autora albo stawiając na Godota (tyt.oryg. In Search of the Author, or Standing Up Godot). Autor świadomie stworzył hipertekstową pracę naukową, która pod znakiem zapytania stawia jej autorstwo. Na ekranie pojawiają się bowiem serie podpisanych stosownie cytatów z prac różnych autorów czy hasła słownika języka angielskiego Merriam Webster. W jednej z odsłon można zobaczyć fragmenty z Rolanda Barthes’a, Tristana Tzary i George’a Landow’a. Sam Hubrich nie pisze nic więcej poza wprowadzeniem do projektu.

Lars Hubrich
Fot. 3 Projekt Larsa Hubrich’a zatytułowany W poszukiwaniu autora albo stawiając na Godota.

Czy możemy więc czerpać z naukowych ready-made’ów na zasadach, takich jakie przedstawia Bourriaud w Postprodukcji? W poszukiwaniu autora jak już wskazuje sama nazwa jest projektem zamierzonym, a przez to ekstremalnym. Wskazuje to jednak dość wyraźnie, że przygotowując pracę naukową możemy spotkać się z utworem, gdzie autorskim pomysłem jest praktycznie tylko sama osnowa wraz z niezbędnymi do jej powiązania akapitami tekstu. Można to przyrównać do rysowania trasy przemarszu: miejscowości i drogi już istnieją – my pokazujemy jedynie tę najbardziej optymalną [Pająk 2007].

Okazuje się, że w podobny sposób widzi Bourriaud działania DJ-eja, internauty przeglądającego strony WWW i artysty-postprodukcjonisty, budujących swoistego rodzaju „konfigurację wiedzy”, która charakteryzuje się wynajdywaniem ścieżek prowadzących poprzez wszystko to co nazywamy współczesną kulturą. Krytyk internautę, DJ-eja i artystę określa mianem „semionautów” — czyli tych, którzy produkują (a jednak!) oryginalne ścieżki pomiędzy już istniejącymi znakami. Tworzą w ten sposób nie skończone dzieło, a tylko wyznaczają mapę po której możemy się poruszać [Bourriaud 2002, 18].

Podczas badań korzystamy z różnorodnych źródeł, pomiędzy którymi odkrywamy zależności i komentujemy je. Stajemy się autorami nieznanych wcześniej konfrontacji, wspólnych miejsc nie naszych prac. Technika kolażu różnych dyskursów nie tylko je rekontekstualizuje, ale też pozwala znaleźć tropy, których wcześniej nie widzieliśmy. Bazujący na wielu źródłach, hipertekstowy opis naukowy staje się podobny do postproduktu powstałego z ready-made’ów. Czy można być autorem kilku ścieżek pomiędzy cytatami cudzych tekstów? W przypadku muzycznego remiksu, colage’u odpowiedź nie budzi wątpliwości.

W przypadku nauki z pewnością niedozwolone jest takie działanie, jakie opisał Borges w opowiadaniu Pierre Menard. Autor Don Kichote’a, gdzie tytułowy bohater pisze na początku XX wieku Don Kichote’a, który jest literalnym przepisaniem dzieła Cervantesa. Jednak czytając ten utwór jako powieść Menarda relatywizacji ulegają pewne aspekty przygód pana Sanczo Pansy: np. język utworu niegdyś współczesny staje się archaiczny, a sama powieść historyczna; w ten sposób powstaje w nowe dzieło. Dla badacza oznacza to nie postmodernistyczny eksperyment ale plagiat.

Remedium na powyższe problemy, może okazać się nie tyle porzucenie postprodukcji w dyskursie naukowym, ale znalezienie nowego sposobu prezntacji budowanej w ten sposób pracy. Jednym z rozwiązań wydaje się być stretchtext, będący jedną z odmian hipertekstowych publikacji.

Angielską nazwę wypadałoby przetłumaczyć jako hipertekst rozwijający się 11. Taki rodzaj tekstu cyfrowego należy obok hipertekstu podstawowego (ang. chunk hypertext) i hipertekstu równoległego (ang. collateral hipertext) do typologii hipertekstu proponowanej przez Teodora Nelsona [Nelson 1983, 45]. Zasada działania hipertekstu rozwijającego się polega na tym, że zamiast przechodzić od jednej leksji do drugiej (co jest wciąż możliwe) odsyłacze rozwijają się, wstawiając nowy tekst do już istniejącego, poprzez jego rozciągnięcie (stretch). Kolejne kliknięcie „zwija” tekst z powrotem.

Dzięki zastosowaniu tego typu hipertekstu podstawowym tekstem może być wypowiedź całkowicie autorska, a rozwijające się „paczkujące tekstem” linki mogą wprowadzać „cudze” teksty.

Innym bezpiecznym rozwiązaniem do przygotowywania i publikowania naukowych postproduktów może być osiowy hipertekst, który możemy wykorzystać używając sieciowej aplikacji web 2.0 na portalu Hypertextopia. W tym systemie okno główne dedykowane jest podstawowemu dyskursowi, a w oknie bocznym możemy rozwijać komentarze, obszerne cytaty itp. Obydwa rozwiązania pozwalają poza zapanowaniem nad tekstem autorskim i obcym, na ciągły wgląd na całość tekstu bez potrzeby otwierania osobnych okien.

Nathan Matias: Stretchtext
Fot. 4 Przykład działania hipertekstu rozwijającego się stworzonego w środowisku Tinderbox Stretchtext Writing System autorstwa J. Nathana Matiasa.

11 Tłumaczenie angielskiego stretchtext dosłowne to tekst rozciągliwy [Pisarski 2002-2008]. Po polsku proponowałbym jednak używać albo nazwy oryginalniej albo właśnie tej wskazującej na sposób działania linków, czyli ich rozciąganie.

skomentuj na forum