MARTA DZIDO

Matrioszka

zegar

Sama tego chciałaś, sama go prowokowałaś. Taki jest twój kobieto los, a los ten wyprowadził cię daleko w las. W lesie tym chatka maleńka stała, zupełnie jak z bajki. W chatce tej siedmiu krasnoludków czekało na ciebie, bo sami wody w czajniku nie potrafili zagotować na herbatę i gdzie ich skarpetki są - nie wiedzieli. Przyjęli cię więc jak zbawienie, a teraz ty ich matką, żoną, kochanką, pralko-suszarką i kuchenką z funkcją zmywarki, a wszystko to w jednym i za darmo.

A czym się zajmuje pańska żona?- pyta krasnala jego szef krasnal. Czapkę czerwoną poprawia i po białej brodzie sie głaszcze.

A nic nie robi, w domu jest, i ja ją utrzymuję.

Hej ho, hej ho, do pracy by się szło, a po pracy na mecz, na dziwki i na jednego, no na dwa najwyżej...

Królewna śnieżka w tym czasie pomiędzy izbą a kuchnią miota się z miotłą w dłoni i maseczką odmładzającą na twarzy. Żeby czystością lśniło, żeby biło po oczach każdego, kto zechce przekroczyć próg tego domu. Wtedy ona, olśniewająco piękna gospodyni posadzi w miękkim fotelu i równie miękkim głosem zapyta: dokładkę?

Cerę będzie miała białą jak śnieg, usta czerwone jak krew, a włosy czarne jak heban i stanik push-up.

Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna, bo to jej jest powinność. Zegarek nastawiony na szóstą przerywa dzwonkiem nocny koszmar. Królewna śnieżka otwiera oczy i budzi się z jedną ręką w nocniku, a z drugą w zlewozmywaku.

Nie pozostaje jej nic innego jak tylko zakleić wszystkie szczeliny istnienia lasotaśmą. Odkręcić gaz i modlić się, by nikt na czas nie zapukał.