Unicode Infinite to projekt zainspirowany klasyfikacją uniwersalności. Aplikacja Jörga Piringera stworzona w środowisku IOS umożliwia wizualną, pozasemantyczną refleksję nad użytkowymi systemami – pismem, językiem i programowaniem. Naturalne i na co dzień przejrzyste systemy przemieszane i połączone zyskują głębię. Utwór minimalistyczny w formie, a totalny w wyrazie pozwala spojrzeć na to, co znaczące z góry, z poziomu różnorodnej wizualności i porządku.

Jörg Piringer jest programistą, poetą dźwiękowym, wizualnym i konceptualnym. Aplikacja to synteza całego projektu artysty opartego na zasobach standardu Unicode, który obejmuje większość systemów zapisu na świecie, standaryzuje kodowanie światowych systemów pisma. Fundamentem utworu jest forma wideo. W ponad półgodzinnym filmie prezentowane są wszystkie unikodowe glifty (49,571 znaków, jeden znak na kadr, każdy wyświetlany przez około 0,04 sekundy). Kolejne znaki pojawiają się w sekwencji posortowanej według podobieństwa optycznego, obliczonej za pomocą procesu automatycznego rozpoznawania. Pierwotnej wersji animacji towarzyszy dźwięk, losowo przyspieszane i spowalniane recytowanie alfabetu niemieckiego. Mimo, że Uincode dąży do zrównania języków przez kodowanie, niemiecki (język twórcy) pozostaje stałym punktem odniesienia. Niemiecki alfabet jest wymawiany za szybko, żeby go zrozumieć, to zbyt mała część zbioru, żeby mogła zostać usłyszana.

Aplikacja oferuje dwa tryby oglądania animacji: Slow i Fast. W trybie fast animacja została wyciszona. Tryb slow oferuje już nie tylko przyjemność estetyczną, ale także medytacyjne i poznawcze doświadczenie. Każdy kolejny znak jest przedstawiany, przestaje być anonimowy. Trzeci, interakcyjny tryb zachęca do rysowania po ekranie. Spod palca użytkownika wykwitają symbole, których nie zna, nie rozumie ich znaczenia. Znaki mnożą się i powoli znikają za krawędziami ekranu, co odpowiada za wrażenie nieskończoności zasobów. Dzięki zastosowaniu akcelerometru poruszanie urządzeniem sprawia, że znaki przesypują się po ekranie jak piasek w szklanej ramce.

“Strangely mesmerizing”. To tytuł jedynej opinii Unicode Infinite opublikowanej na AppStore. Użytkownik Indie Run Blog przyznaje, że gdy używa aplikacji, nie ma pojęcia co robi i dlaczego to robi, ale sprawia mu to przyjemność. Unicode Infinite pojawia się  w wyszukiwarce obok klawiatur emoji i tablic ze znakami unikodu, co sprzyja przypadkowym odbiorcom. Jörg Piringer nie chowa swojej e-literatury w specjalistycznych publikacjach, lecz realizuje internetowy postulat dostępności.

Paulina Chorzewska

Na styku dwóch światów: papierowa maszyna

Papier Machine

Co się stanie, kiedy papierowa książka zostanie wyposażona w elektroniczny interfejs? Drukowana trójwymiarowa e-książka do samodzielnego złożenia lub też – jak jednym zdaniem autorzy opisują Papier Machine – widzialne piękno elektroniki, czyli Papier Machine: projekt, którego celem jest połączenie tych dwóch światów.

Za jego stworzeniem stoi dwójka francuskich artystów – Marion Pinaffo i Raphaël Pluvinage. Oboje w swojej twórczości interesują się między innymi interaktywnością sztuki, a sam Pluvinage ma na koncie chociażby projekt Noisy Jelly, będący połączeniem sztuki, chemii i muzyki. Pomysł na Papier Machine pojawił się już w 2014 roku, później był stopniowo rozwijany. Efekt finalny został zaprezentowany w Musée des Arts Décoratifs w Paryżu, podczas wystawy, która odbyła się w maju 2017 roku. Ale jak zaznaczają autorzy, to nie koniec. W planach mają stworzenie większej wersji, która mogłaby wypełnić przestrzeń galeryjną czy muzealną od podłogi po sam sufit, a także komercjalizację projektu, aby praca była ogólnodostępna.

Papier Machine to właściwie mała broszura zawierająca 13 papierowo-elektronicznych zabawek (autorzy używają takiego określenia), które możemy wycinać, kolorować, składać i montować w specjalnie zaprojektowane układy. Odpowiedni atrament, dodatkowe podzespoły, części i baterie pozwalają tworzyć proste obwody elektroniczne, a w efekcie interaktywny interfejs, dzięki któremu możemy niektóre elementy wprawiać w ruch, wydobywać z nich dźwięki lub powodować wyświetlanie się prostych komunikatów.

– Chcieliśmy pokazać, że elektronika nie jest czymś magicznym, ale że rządzą nią także chemiczne czy fizyczne prawa – zdradza Pinaffo dla internetowego magazynu Dezeen. – Użyliśmy figur geometrycznych i abstrakcyjnych tak, by użytkownik miał pełną swobodę, by mógł dostrzec w naszych zabawkach potwory, miasta czy tory wyścigowe, podobnie, jak patrzymy na elektroniczne wnętrza telefonów komórkowych.

Ta artystyczna książka nawiązuje do znanej idei zrób to sam, czy też szerzej do pojęcia autoprogettazione Enzo Mariego, który – jak pisze Juliette Pollet w rozszerzonym opisie projektu – zwracał uwagę na samodzielny i eksperymentalny proces dochodzenia do tego, jak coś jest zbudowane i na jakiej zasadzie funkcjonuje. Dlatego wśród kilkunastu części Papier Machine znajdziemy na przykład żyroskop; kolorowe, fosforescencyjne istoty poruszające się pod wpływem odpowiedniego światła; czujnik masy, wydmuchujący przedmioty po przeciwległej stronie arkusza papieru; jest też czujnik wiatru, od technicznej strony przypominający ogrodowe dzwonki wietrzne, a z wyglądu pac-manowskie duszki, przy użyciu wydający dźwięki podobne do biosowych komunikatów kontrolnych.

Całość może nieco też przypominać rozrywkę analogiczną do tej, której ulegli miłośnicy książek Keri Smith, jak chociażby w przypadku Zniszcz ten dziennik, gdzie odbiorca-użytkownik miał za zadanie wykonywać przeróżne czynności z wykorzystaniem książki, np. żucie jej fragmentów, picie wody z lejka zrobionego z wyrwanej strony, złożenie samolotu, wzięcie prysznicu z książką, czy też zakopanie jej w ogródku sąsiada. Zdaniem autorki ma to stanowić kreatywną destrukcję, pobudzającą ludzką pomysłowość. Jednakże Papier Machine, poprzez konwergencję fizyczności papieru i elektroniki bliżej jest do ciekawego polskiego projektu autorstwa Waldemara Węgrzyna. Artysta w Pracowni Projektowania Publikacji Multimedialnych ASP w Katowicach w 2012 roku przygotował pracę dyplomową, zatytułowaną Elektrobiblioteka, która w nowatorski sposób łączy papierową książkę drukowaną i elektroniczny interfejs w nią wkomponowany, a rozszerzony dodatkowo o interfejs komputerowy – książkę można podłączyć do urządzenia zewnętrznego. Dzięki temu odbiór publikacji jest rozciągnięty między dwa ekrany. Jak zaznacza Węgrzyn, jego praca nawiązuje do manifestu El Lissitzkiego, który „na początku XX wieku przewidywał, że drukowane na papierze teksty mogą znaleźć swoją kontynuację w elektronicznych bibliotekach”.

Owo rozszerzenie i rozciągnięcie pola tekstu, w którym ważną rolę odgrywa także ruch i interaktywność, może przypominać także inne prace dokonujące sprzęgnięcia tych dwóch przestrzeni. Chociażby jak w przypadku książki Amaranthy Borsuk i Brada Bousa z 2012 roku Between Page and Screen, nazywanej często elektronicznym pop-up bookiem. Innym przykładem może być Dr. Jekyll und Mr. Hyde (2010) Martina Kovacovsky’ego i Mariusa Hügliego, próbujący wykorzystać technologię rzeczywistości rozszerzonej. Z pewnością takie hybrydy stwarzają okazję do zupełnie innego obcowania z tekstem czy obiektem, jakim jest książka, jednakże równocześnie znoszą znaczenie odbioru książki ograniczonej jedynie do czytania. Doznanie rozszerza się o dodatkowe bodźce, a w powyższych przypadkach ważniejsza zdaje się być zabawa i eksperyment.

Michał Wilk

Narracje to pokarm

Cooking with Anger - Mark Marino

Każdy pisarz musi jeść. Gotuje albo je to, co ugotował ktoś inny. Cooking with anger uświadamia, że wszystkie narracje powstają w kontekście jedzenia. Pokazuje tworzenie opowieści jako sztukę kulinarną, tworzoną poprzez improwizowane odmierzanie emocji i składników fabularnych. Do pisania potrzebny jest ogień. Wściekły ogień rodem z Hell’s Kitchen albo ciepło domowego ogniska.

Twórca Cooking with Anger Mark Marino jest także współzałożycielem gatunku netprov, czyli (za Urszulą Pawlicką) „performatywnych, improwizowanych i partycypacyjnych narracji tworzonych w czasie rzeczywistym w mediach społecznościowych lub w innych platformach sieciowych”. W tym przypadku przestrzenią gry jest forum internetowe. Zadaniem graczy było stworzenie opowiadania na podstawie wygenerowanej listy składników, podobnie jak w telewizyjnym programie kulinarnym Chopped, w którym uczestnicy dostają koszyk z produktami i używają wszystkich, aby zamienić je w pyszne danie. W każdym koszyku znajdują się składniki (postaci, miejsca, rzeczy, produkty spożywcze) i przyprawy (precyzyjnie odmierzone dawki emocji). Historia powinna zmieścić się w 300 słowach. Przewidziane są różne tryby gry, na przykład grupowy lub uzupełniony o formę wideo.

Czytając dania-opowieści, widzimy przepis, pełną listę składników. Cooking with anger umożliwia świadome konsumowanie historii, bo każda historia to produkt z podanym składem. Projekt sytuuje się pomiędzy dadaistycznym wierszem z kapelusza, a pojedynkami znanymi z forów literackich, w których walczący realizują temat, trzymając się konkretnych warunków i poleceń. W Cooking with anger tytułowej złości można dać upust dublując, poprawiając ugotowane przez innego gracza danie. Odpowiedzi na wcześniejsze realizacje przepisu zostały otagowane jako REHASH. Twórcy zalecają równoległe improwizowanie historii i przepisu, dosłowne wplecenie gotowania w fabułę. Taka strategia jest wśród dostępnych wpisów rzadkością. Gracze wolą faktycznie improwizować. Swobodnie korzystają z narzędzia. Słowa oznaczające produkty spożywcze można częściej odnaleźć w kontekście zmysłów i symboli, niż faktycznego gotowania i jedzenia. Przyprawianie dań jest trudniejsze od wrzucania do niego składników. Każde danie łatwo przesolić, albo przesłodzić. Szczególnie jeśli przepis mówi o proporcjach, takich jak pół łyżeczki irytacji, pół kubka zawstydzenia. Czytanie wpisów jest nierozłączne z analizą tego jak danie zostało zrobione, w jakich proporcjach i z jaką obróbką zostały użyte składniki.

Netprov to formy performatywne, które powstają w czasie rzeczywistym. Cooking with anger jest zamkniętym, zawieszonym projektem, dostępnym do przeczytania w formie archiwum. Wszystkich zainteresowanych wcześniejszymi inicjatywnymi oraz wzięciem udziału w przyszłych improwizowanych sesjach storytellingowych zapraszamy na stronę studia Meanwhile, gdzie można zapisać się do subskrypcji oraz znaleźć archiwum zakończonych netprovów.

PAULINA CHORZEWSKA

Bazgranie pod przymusem

Universe Explodes

To książka, po której trzeba bazgrać, aby czytać ją dalej; skreślać i dopisywać słowa, aby mógł przeczytać ją ktoś inny. Wraz z namnażaniem się współautorów, książka rozpada się. Wydana w kwietniu 2017 roku A Universe Explodes to kulturowo-społeczny, literacki eksperyment, którego twórcy połączyli narracyjny koncept z technologią Blockchain.

Powieść na smartfona autorstwa Tea Uglow została wydana przez Editions At Play i Visual Editions przy współpracy z Impossible Labs. A Universe Explodes jest e-bookiem w wersji limitowanej, do którego dostęp mają wszyscy, ale nie każdy może być jego właścicielem. Twórcy przenieśli pewne cechy fizycznych obiektów na cyfrową publikację. Przywilejem posiadania analogowej książki jest możliwość używania i przekazywania jej dalej. Literacki koncept polega na tym, że czytający właściciel musi z każdej strony skreślić dwa słowa i dopisać jedno. Edytowanie A Universe Explodes (obowiązek właściciela) staje się nieodłączną częścią czytania, warunkiem, aby przekazać książkę dalej. Kolejne czytanie jest nadpisywaniem, zamazywaniem oryginalnego tekstu. Egzemplarz zużywa się, gdy na każdej stronie pozostanie tylko jedno słowo. Dzięki technologii Blockchain (techniczne zaplecze Bitcoin) wszystkie wersje są zapisywane wraz z widoczną publicznie historią edycji. Osobiste notatki, czy dedykacje na papierowej książce tym przypadku przestają być prywatne, co jest ważnym wyjściem poza popularne rozwiązania zespołowej lektury: Whispernet Amazona zezwala jedynie na (anonimowe) dzielenie się zaznaczonymi fragmentami w książkach czytanych na Kindlu.

Dziwna, psychodeliczna, pierwszoosobowa narracja jest spleciona z technicznym konceptem utworu. Autotematyczność dotyczy tego, co robi właściciel książki. Schematy działań czytelnika są podstawami metafor. Interakcja, widzenie historii i zostawianie śladów ma sens, staje się wartością. Słowa układa się i ogląda z każdej strony jak kamienie, a rodzina to połączony na stałe, uzależniony od siebie łańcuch zupełnie tak, jak sieć właścicieli.

Możliwości przy tworzeniu wariantów są ogromne, ale sama ich liczba i efekt końcowy jest ograniczony i uporządkowany w archiwum. Przeglądanie archiwum to podglądanie czyjegoś czytania. Społeczność właścicieli jest wbudowana w samą strukturę A Universe Explodes. Nie ma więc mowy o hipertekstowym błądzeniu po opowieści. Pozostaje tylko pytanie – jak zdobyć książkę? Wystarczy znaleźć właściciela i poprosić go o pożyczenie, albo napisać do twórców z prośbą o dopisanie do listy oczekujących na swój egzemplarz. My się dopisaliśmy i odpisano nam, że swój egzemplarz powinniśmy dostać już za miesiąc…

Paulina Chorzewska

Memy, rap i liberatura

Konferencja AJD

Lajkowanie literatury, #bookstagram, memy i książki obrazkowe – to niektóre z tematów konferencji “Szanse, możliwości i zagrożenia współczesnej literatury”, która odbędzie się w piątek 26 maja w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. W trakcie całodniowych prezentacji i dyskusji ponad dwudziestu młodych oraz doświadczonych badaczy przyglądać się będzie przemianom, jakim obecnie podlega literatura, praktyki pisarskie i czytelnicze.

Post-digitalna perspektywa z jakiej tematy są ujmowane (ich autorzy to reprezentanci generacji digital natives – urodzonych w połowie lat 90.) pozwala ujrzeć literaturę w świeżym, trandyscyplinarnym, technologicznie niezdeterminowanym świetle. Nowe media nie są tu, rzecz jasna, nowe; z kolei internet jest nierozłączną tkanką rzeczywistości w ogóle, a komunikacji literackiej w szczególności. Ujęcie to pozwala badać formy i praktyki dawne i najnowsze, tradycyjne i cyfrowe, mające pieczęć sakralizowanego autorstwa, jak i oddolne, społecznościowe i “amatorskie”, choć to akurat słowo znaczy coraz mniej w dobie wszędobylskiego self-broadcastingu. Wśród omawianych autorów znajdują się Krzysztof Jaworski, Sylwia Hutnik, Michael Cunningham, Juli Zeh, Zdzisław Beksiński, a także – a jakże!– Miecio Metczyński. Z kolei poruszane problemy dotyczą calego wachlarzu form i gatunków: od streszczeń lektur i literatury podróżniczej po piosenki rapowe, powieść milicyjną i liberaturę.

Organizatorami konferencji jest Instut Filologii Polskiej AJD, Koło Literackie Anafora, Festiwal Dekonstrukcji Słowa Czytaj! Oraz Częstochowski Oddział Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Początek – w piątek 26 majao 9.00 w sali 0.13.

Techsty są patronem medialnym konferencji.

Flash is not dead ? rozgrzeszanie platformy

Po 20 latach od powstania, po zawrotnej karierze w czasach web 1.0, transferze do dużego ?klubu? (wykupienie przez Adobe) oraz po spadku formy i publicznym napiętnowaniu, program do animacji sieciowej Adobe Flash kończy swą życiową ścieżkę i… odradza się jako Adobe Animate CC ? w pełni gotowy do tworzenia animacji na urządzeniach mobilnych. To dobra wiadomość zarówno dla weteranów Flasha jak i młodych adeptów interaktywnej rozrywki i sztuki. Bowiem od niemal dekady Flash, jako narzędzie artystyczne i platforma publikacji sieciowej, przeżywał poważny kryzys. I przeżywa go do dziś.

Wystarczy jeden dzień, by natknąć się na symptomy tego kryzysu. Dawid Marcinkowski, autor Sufferrosy, dzieli się linkiem do wyśmienitego Hotelu H. Hoogerbrugge. Jego post opatrzony jest prowokującym hashtagiem #fuckstevejobs. Nie bez powodu. Oba utwory, i Sufferosa i Hotel napisane zostały programie bękarcie, oddelegowanym przez Steve’a Jobsa do lamusa cyfrowej historii przy okazji “zwrotu mobilnego” i ? jak obawiają się autorzy ? skazane na zapomnienie. Główną przyczyną tego ostracyzmu było to, że ulubiony przez pierwszą generację net.artu i e-poezji Flash okazał się obliczeniowo zbyt wymagający dla systemów iOS i Android, choć ten ostatni początkowo zostawił mu wpół przymknięte drzwi. W konsekwencji na zdecydowanej większości tabletów i smartfonów do dziś nie można oglądać ważnej części zasobów kulturowych: cała interaktywna sztuka powstająca w internecie i offline w programach Macromedia Flash i Director (później Adobe Flash i Adobe Director) nie została dopuszczona do urządzeń mobilnych.

elc

H. Hoogerbrugge – Hotel

Wyjaśnień było dużo. Flash wyczerpuje baterie, nie spełnia wymogów standardów sieciowych, spowalnia cały system, ba – jest główną przyczyną zawieszania się przeglądarki Safari ? tłumaczył Jobs, niezbyt grzecznie wyzywając developerów Adobe od leni, którzy nie chcą się dostosować do nowej rzeczywistości. Do tych egzorcyzmów dołączyli niezależni programiści i promotorzy zenu w programowaniu, dla których program był platformą a) własnościową b) zamkniętą c) przeładowaną niezgrabnym, niestandardowym kodem. Gorącym adwersarzem Flasha w środowisku autorów literatury elektronicznej był przez lata Nick Montfort.

Tymczasem w Polsce wiele ważnych prac powstało właśnie w tym programie: whirpool from liverpool Tomasza Pułki i Łukasza Podgórniego, Ars Poetica Zenona Fajfera, Matka Zawrotna, rozstrzelam krew i dziesiątki innych prac Podgórniego, adaptacja Zielonego Oka Tytusa Czyżewskiego, Czary i Mary Anety Kamińskiej czy – jako jedna z ostatnich – Złe Słowa Puldziana. Brak możliwości czytania tych utworów i interakcji z nimi na smartfonach i tabletach to wielka strata dla czytelnika.

Mimo to, przyznam się bez bicia, dołączyłem do drużyny Jobsa i naprawdę myślałem, że e-lit nie powinien powstawać we Flashu. To była rzecz, która stanęła między mną a Łukaszem Podgórnim, który w niejednej rozmowie na ten temat wciąż upominał się o Flasha i prawo do tworzenia w nim: nie jako retro platformie ale codziennym narzędziu poety. Ostatecznie bowiem to nie problem Flasha, że nie pasuje do tego czy innego systemu, ale systemów, które nie chcą lub boją się go do siebie przyjąć.

Na szczęście ta historia wykluczenia powinna skończyć się w roku 2016.

Już kilka lat temu Jason Nelson z radością obwieszczał, że Google przyszło artystom flashowym z pomocą i udostępnia im narzędzie pozwalające przekonwertować ActionScript (język skryptowy Flasha) na JavaScript (język skryptowy sieci). Swiffy, bo o nim mowa, jest w stanie dokonać cudów i przekonwertować wyjściowy plik .swf do html. Ów html to rzecz jasna surówka, którą najczęściej trzeba później solidnie obrobić. Adobe Animate CC, wypuszczone na rynek w lutym tego roku, przypieczętowuje ten kierunek, gdyż pozwala na tworzenie i eksportowanie do formatów akceptowanych przez wszystkie przeglądarki w ramach pojedynczego programu, integralnie sprzęgniętego z całym pakietem programów Adobe. To świetna wiadomość przede wszystkim dla młodych autorów, studentów kierunków artystycznych, grafików, zwłaszcza jeśli ich uczelnie i pracownie dysponują płatnym niestety, i to w ramach abonamentu, programem. Autorom, których prace powstały 5, 10 i więcej lat temu Animate CC oferuje możliwość odrestaurowania swoich dawniejszych utworów, updejtu ActionScripta na wersję nr 3, zwiększenia rozdzielczości animacji i responsywnego dopasowania jej wyglądu do ekranów różnej wielkości.

elc

Komunikat Adobe Animate CC przy konwersji 13 letniego pliku .fla

Nie mogłem się oprzeć i nie przetestować Animate CC. Ten sam wiekowy plik Flasha ? Karol Lefer swobodnie tłumaczący jeden z plików Praystation Joshuy Davisa ? postanowiłem przerobić na html zarówno w Animate, jak i w programie Google’a. Niestety Animate nie poradził sobie z automatycznym updejtem actonscripta 1.0 do najnowszej wersji w 100 procentach. W rezultacie eksport do html się nie udał. Tymczasem Swiffy wyprodukował html, który w ciągu 5 minut mogłem dostosować do wyglądu oryginału (wersja Flash, wersja html). W efekcie to ta ostatnia konwersja daje się odtworzyć na iPadzie i iPhonie, choć w tym konkretnym przypadku wymagałaby jeszcze zwiększenia przycisków pod interakcję dotykową. Natomiast praca w Animate CC to wciąż work in progress, wymagający ręcznej podmiany pewnych funkcji i atrybutów kodu na aktualnie obowiązujące, aby kompilowanie się powiodło.

Wniosek taki, iż na Adobe Animate CC mogą się bez obaw przesiadać autorzy obeznani ze zmianami w wersjach actionscripta i potrafiący w tym języku kodować. Program daje im wtedy maksymalną kontrolę nad wyglądem i zachowaniem dawnych flashy w nowym środowisku oraz na małych, dotykowych ekranach. Wszystkim innym radzę pozostać przy starych wersjach programu i przy konwersji za pomocą Swiffy. Najważniejsze jednak, i taki jest przekaz Adobe i Google?a, że ta konwersja JEST KONIECZNA. Polem pisma A.D 2016 są ekrany urządzeń przenośnych. A zatem drodzy, zasłużeni autorzy, sięgajcie po swoje zamknięte i uwiązane do dawnego Flasha prace i publikujcie ich wersje ponadplatformowe i mobilne. To jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek!

Przy okazji warto polecić pierwszą, naukową monografią programu ? Flash. Building the Interactive Web ? autorstwa Anastasii Salter Johna Murray’a, która ukazała się serii MIT Platform Studies.

Kolekcja Literatury Elektronicznej, tom 3

ELC 3

114 literackich aplikacji, gier, generatorów, hipertekstów i innych utworów poszerzonych o interakcję, animację i programowalność znalazło się w najnowszym, trzecim zbiorze literatury elektronicznej Electronic Literature Collection. ELC to ukazujący się raz na pięć lat przegląd najciekawszych przykładów literatury cyfrowej. Jego trzecia odsłona jest z kilku względów wyjątkowa. Po pierwsze znalazły się tu utwory nie tylko najnowsze, ale także ?odrestaurowane? dzieła pionierskie i klasyczne. Po drugie, i najważniejsze, najnowsza Electronic Literature Collection odchodzi od anglocentryzmu poprzednich zbiorów i prezentuje utwory z 13 obszarów językowych, w tym z Polski, którą reprezentuje 7 form cyfrowych, od Ars Poetica Zenona Fajfera poprzez C()n du It Katarzyny Giełżyńskiej po generator Poeta Michała Rudolfa i generator przemówień partyjnych Marka Pampucha.

Wielość języków, nośników i strategii to zdecydowany wyróżnik ELC 3, które w swoim kuratorskim zamiarze chce być ? i zasłużenie jest ? czymś więcej niż antologią. Jak piszą redaktorzy:

Archiwum to, dzięki zawarciu tekstowych opisów, instrukcji i wideo-dokumentacji, usiłuje uchwycić i zachować efemeryczne obiekty oraz wejrzeć i leżące u ich podłoża struktury. Choć metadane i parateksty nie zastąpią doświadczenia dzieła w jego postaci oryginalnej, to te nośniki dodatkowe opóźniają coś nieuchronnego. Zarówno bowiem największym zagrożeniem jak i farmakologicznym z goła raison d’etre literatury elektronicznej jest gwałtowny postęp i ?nowość? samych nowych mediów.

Każde z zawartych w antologii dzieł opatrzone jest dwoma opisami: autorskim i redakcyjnym, a także cennymi dla nawigacji po całości ? oraz dla świadomości gatunkowej ? metadanymi. Link główny do utworu kieruje czytelnika do dwóch miejsc: adresu źródłowego utworu i do pliku wideo, na którym zilustrowana jest krótka, przykładowa sesja lekturowa. Ten drugi element, wideo-zapisu lektury, jest szczególnie ważny w przypadku utworów powstałych na platformy dawne lub nie wspierane przez aktualnie używany sprzęt. Dzięki temu daną pozycję w antologii można poznawać nawet wtedy, gdy nasz smartphone czy tablet nie jest w stanie odtworzyć pliku Flash lub wiersza napisanego w programie Perl.

Electronic Literature Collection to pozycja, do której trzeba podchodzić wielokrotnie i przez lata, konfrontując swoje doświadczenie, wiedzę i kompetencje czytelnicze z zawartym tu wielojęzykowym i wieloplatformowym materiałem. wydaje się, że wielorodność kolekcji, za którą stoją dodatkowe, ambitne cele, pociągnęła za sobą mniej pożądny efekt ? wrażenie nierówności i konfuzję co do poszczególnych decyzji. Nie jest to już bowiem, jak w przypadku tomów ELC 1 i ELC 2, zbiór najlepszych i najszerzej omawianych utworów, ale właśnie zarówno antologia, jak i archiwum, w którym znalazły się niejednorodne obiekty o zmiennych proporcjach wartości historycznej i artystycznej. Dlaczego na przykład w polskiej części zabrakło utworów Romana Bromboszcza i Leszka Onaka? Jeśli brak jakichkolwiek przykładów twórczości obu autorów dałby się od biedy usprawiedliwić trudną przekładalnością większości ich e-wierszy, to co z wielkim nieobecnym, którym jest Liberlandia Radosława Nowakowskiego ? pisany od początku w esperanto, po angielsku i polsku zbiór rozgałęziających się kaligramów? Zamiast tego mamy Poetę ? generator nieskładnych fraz złożonych bez specjalnego namysłu. Utwór istotny z punktu widzenia historii polskiej literatury generatywnej i socjologii naszej e-literatury, ale pasujący do bardziej wyspecjalizowanych projektów, jak Renderings, niż do ELC, zwłaszcza jeśli z tego powodu rezygnuje się z dużo solidniejszych propozycji.

Ale to oczywiście szczegół. O Liberlandię i kolejne polskie utrowy cyfrowe będziemy walczyć raz jeszcze przy okazji ELC 4, a tymczasem serdecznie polecamy ELC 3 ? z tą bogatą, świeżą i różnorodną kolekcją najlepiej rozpoczynać dzień!

Symfonia hipertekstu

Zmrok. Symfonia ? plakat

400 segmentów połączonych ze sobą 1400 sposobów, które na wzór muzyczny splatają ze sobą wielotorową i wielopiętrową narrację złożyły się na Zmrok. Symfonię Michaela Joyce?a, powieść hipertekstową pierwszej generacji przetłumaczoną na j. polski w premierowym wydaniu online.

Po raz pierwszy w historii e-literatury dzieło zamknięte, przypisane do pojedynczej platformy (Storyspace) i stosujące egzotyczne dziś techniki sterowania lekturą opublikowane zostaje w środowisku ponadplatformowym i na warunkach niekomercyjnych. Sam tekst, w którym zazębia się z sobą kilka narracji, w tym opowieść o losach solidarnościowych emigrantów w USA, sprawia wrażenie niewyczerpywalnego, zapewniając lekturę na lata! W porównaniu z popołudniem, pewną historią, Zmrok. Symfonia rezygnuje z hipertekstowego minimalizmu na rzecz polimedialności i ?symfoniczności?: są tu dźwięki (przywołujące Wariacje Goldbergowskie Glenna Goulda, które patronują całości), są serie ilustracji, fotografie i cyfrowe grafiki, jest nawet fragment wideo. Jak na utwór napisany w roku 1996 ? całkiem multimedialnie! Nad wyglądem polskiej wersji Zmroku. Symfonii czuwał Łukasz Podgórni, który uwspółcześnia szatę do pakietu znanego polskim czytelnikom z prac solo Łukasza oraz jego działań w Rozdzielczości Chleba. Tekst główny przetłumaczył nie kto inny jak Radosław Nowakowski, autor m.in hipertekstów Liberlandia i Koniec Świata według Emeryka, a nad portem z wersji przeglądarkowej offline (popołudnie, pewna historia) do wersji online czuwał Jakub Jagiełło, autor hipertekstów Kosmos i Hipertekstu (pod losowo zmieniającym się tytułem). Konwertowaniem linków warunkowych z nieprzekładalnej automatycznie nomenklatury Storyspace do javascript zajął się Mariusz Pisarski ? producent wydania.

Utwór przepełniony jest linkami losowymi, multilinkami i ? przede wszystkim ? linkami warunkowymi. To dzięki nim mechanika lekturowa jest na tyle bogata i zmienna, że powieść wyświetla nam inny tekst za każdą sesją lekturową, nawet jeśli rozpoczynamy ją od dokładnie tego samego miejsca!

W najnowszym numerze ?Techstów? przyglądamy się Zmrokowi. Symfonii w dwóch materiałach towarzyszących. Jednym z nich jest zapis rozmowy, jaką Mikołaj Spodaryk i Mariusz Pisarski przeprowadzili z Michaelem Joycem z okazji jego niedawnego przyjazdu do Wrocławia, a drugim relacja z tworzenia polskiej wersji tego hipertekstu od kuchni.

Zapraszamy do lektury!

Hiperfikcja – powieść hipertekstowa

Powieść hipertekstowa to powieść bądź opowiadanie napisane i odczytywane na interaktywnym, elektronicznym ekranie, stworzone w systemach hipertekstowych lub innych narzędziach do edycji i publikacji tekstu w warunkach cyfrowych.

Hiperfikcja, jak zwykło się ją nazywać w czasie narodzin gatunku, zaprasza czytelnika do współpracy z tekstem, wyboru kolejności poszczególnych paragrafów, wyboru wątków i perspektyw narracyjnych. Michael Joyce, odnosząc się do powstania popołudnia, pewnej historii tak scharakteryzował swój cel, a jednocześnie zasadę całego gatunku:

chciałem po prostu napisać powieść, która zmieniałaby się w trakcie lektury, i sprawić by te zmieniające się wersje odpowiadały powiązaniom wewnątrz tekstu, których obecność odkryłem kilkukrotnie w trakcie pisania; chciałem też by czytelnik także odkrył te powiązania. W moich oczach paragrafy na wielu różnych stronach mogły iść w parze z paragrafami na innych stronach, lecz z innym efektem i w innym celu. Tym, co powstrzymało mnie od stworzenia takiej powieści był fakt, iż – przynajmniej w druku, jeden paragraf nieuchronnie następuje po drugim. Wydało mi się zatem, że skoro jako autor, by przemieszczać między sobą poszczególne paragrafy mogę użyć komputera, to dlaczego tej samej czynności nie pozwolić wykonać czytelnikowi?

Owoc tej refleksji – system hipertekstowy Storyspace oraz popołudnie, pewna historia, pierwsza powieść, która w tym programistycznym środowisku powstała, reprezentują literackie obiekty nowej, cyfrowej generacji. Zarówno maszyna do pisania (Storyspace) jak i powstała w nim powieść, to z punktu widzenia nowej ontologii literackiej programy komputerowe. Tu też szukać można różnic między drukowaną a cyfrową prozą, nie wniknąwszy jeszcze ani w jej poetykę, ani w retorykę, ani w socjologię.

Wyróżnić można kilka nakładających się na siebie odmian i form fabularnych: tekstowe gry przygodowe – pierwszy rodzaj interaktywnej fikcji, hipertekstowe powieści i krókie, hipermedialne formy fabularne wykorzystujące środki filmowe, zhipermediatyzowany cyfrowy performance, oraz interaktywna, kinetyczna poezja

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych najbardziej nośnym i najczęściej omawianym przez krytyków literackich gatunkiem byla właśnie powieść hipertekstowa. W ostatniej dekadzie środek ciężkości przesuwa się w stronę cyfrowych form poetyckich: poezji hipertekstowej, generatywnej, animowanej. Swój renesans zaczyna też przeżywać tekstowa gra przygodowa.

Będąc dziełem pojemnym i – posłużmy się kategorią Umberto Eco – otwartym powieść hipertekstowa bywa też częstokroć rozprawą na swój własny temat. Jako taka, w swoim metatekstualnym, krytycznym zacięciu, po pierwsze bardziej opowiada się za przełomem i zerwaniem z przeszłością niż za ich zmianą i kontynuacją. Po drugie stawia wyzwanie tradycyjnym formom i gatunkom, które rozkwitały w druku i poza drukiem. Po trzecie wreszcie uzurpuje sobie przywilej bycia bardziej autentyczną formą podawczą, niż literatura drukowana. Większość z tych ambitnych założeń i haseł nie sprawdziła się. Publiczność początku 21. wieku preferuje formy krótkie, ludyczne, wysoce hipermedialne i sprowadzaj?ce tekst do koniecznego minimum.

Autentyczność jako znak firmowy hiperfikcji polegać miała na dostarczaniu czytelnikowi nowego literackiego doświadczenia. Mógł on – w teorii – współdzielić z autorem kontrolę nad tekstem, jego kształtem, nad tokiem warstwy zdarzeniowej, a nawet sam dopisywać swoje własne wersje, i tworzyć coraz to nowe odnogi.

Hipertekstowa powieść miała być też- jak twierdzili niektórzy – realizacją deleuziańskiego kłącza. Po części jest to prawdą. Uprzestrzenniona, poddana nieeuklidesowym prawom topologii sieć tekstu ma charakter kłączasty. Ani jednak ten fakt, ani wspomniana “autemtyczność” hiperfikcji, to że w większym stopniu jej pisanie i czytanie odzwierciedla pracę umysłu autora/czytelnika, nie pomogło powieści hipertekstowej zastąpić powieść drukowaną jako mainstreamową formę kulturową.

autor M.Pisarski

Ha!wangarda 2015

Andrzej Głowacki - Archetyptura

Spotkania z twórczością Scotta Rettberga, występy Yerzmyey’a i Rozdzielczości Chleba, prezentacje eksperymentalnych adaptacji i tłumaczeń, dyskusje, warsztaty rzeczywistości poszerzonej i Twine’a oraz szereg ciekawych premier ? złożą się na trzydniowy festiwal Ha!wangarda w Krakowie.

Festiwal rozpoczyna się w tym roku panelem o hipermedialmnych artefaktach i cyfrowej humanistyce (1 października, czwartek) przygotowanym przez krytyków i artystów z Bratysławy i Pragi. Następnie, i tak będzie przez trzy dni, organizatorzy zapraszają na wieczorny maraton Media Art Show. W czwartek zobaczymy między innymi film Markety Magidovej Literówki i połknięcia, pokaz Picture recitation na podstawie Stanisława Lema, dramat transfuturystyczny Czerwona Planeta (gdzieś tu przemknął manifest transfuturystów ? jesteśmy zaintrygowani), performance audio Ľubomíra Panáka oraz interaktywną instalację (kinnect) Zuzanny Husarovej i Ľubomíra Panáka I : * ttter.

beka z balustrady - Leszek Onak

beka z balustrady – Leszek Onak

W następnych dniach atrakcji będzie już tylko więcej, z frenetycznym niemal zwieńczeniem na sobotnim Media Art Show, kiedy to między 19.00 a 22.00 (w spóldzielni Ogniwo) zobaczymy aż 9 różnego rodzaju eksperymentalnych propozycji, wśród nich między innymi powieść graficzną Renata Bolesława Chromego, hipertekst Kosmos Jakuba Jagiełły, generator Frequency Scotta Rettberga, interaktywną aplikację na iPada dla dzieci (Kózka układa świat Kamila Kamysza) czy efekty radykalnego tłumaczenia Ubu Króla Alfreda Jarryego, dokonanego przez Google Translator pod czujnym okiem Oli Małeckiej i Piotra Mareckiego.

Jeśli chodzi o “znanych i lubianych”, w piątek Zenon Fajfer pokaże wyczekiwaną, pełną, premierową wersję Widoku z wysokiej wieży, natomiast krakowscy poeci cybernetyczni zaprezentują w tym roku sety Być jak Łukasz Podgórni, bletkę z balustrady na żywo a także koncert zatytułowany Wieczór cyberpoematu im. Romana Bromboszcza.

Intrygująco zapowiadają się warsztaty Andrzeja Głowackiego, autora serii Archetyptura, której cyfrowa odsłona trafi do zbioru Electronic Literature Collection vol. 3 (piątek), oraz wystawa “wierszy zgranych”, czyli gier komputerowych opartych na grach.

Z kolei “Techsty” odpowiedzialne będą między innymi za warsztaty twórcze na platformie Twine, premierę Zmroku, symfonii Michaela Joyce’a, prezentację Nieznanych ? kultowego hipertekstu kolaboratywnego Scotta Rettberga, Willa Gillespie, Dirka Strattona i Franka Marquarda, a także (przy zdecydowanie większościowym udziale Agnieszki Przybyszewskiej i Łukasz Dróżdża) za prezentację cyfrowego poematu na korbkę Poczęcie Smoka José Aburto.

Serdecznie zapraszamy! Szczegółowy program tutaj.

O poszczególnych wydarzeniach pisać będziemy osobno, jeśli nasz wordpress, będący aktualnie polem spamerskich ataków, pozwoli.

ELO 2015, czyli polski impakt w Bergen

Największe, doroczne święto literatury cyfrowej rozpoczyna się w Bergen! Na festiwal i konferencję złoży się 5 wystaw, 2 wieczory perfromance’ów, dzień warsztatów oraz trzy dni intensywnych debat i prezentacji. W norweskim porcie Wikingów pojawią się reprezentanci 27 krajów, w tym aż 9-cio osobowa ekipa z Polski.

Motywami przewodnimi imprezy są różnorodność i decentracja. Zdominowane przez Anglosasów pole po raz pierwszy w tak silny sposób otwiera się na inne obszary językowe: zobaczymy między innymi, jaka jest literatura elektroniczna w Afryce i krajach arabskich. Dużo polskich utworów cyfrowych, w tym odkopane przez Nicka Montforta i Piotra Mareckiego retro-perełki (generator przemówień partyjnych Marka Pampucha, dema Yerzmyeya, autora Drogi do Duplandii) znajdzie się na wystawie Decentering. Na innej, zatytułowanej P2P, zaprezentują się wspólnie e-literatura z Portugalii i z Polski. Swój hipertekst Labirynt pokaże Jakub Jagiełło, Mariusz Pisarski zaprezentuje Piksel Zdrój a Kaja Puto promować będzie Kelet, czyli gonzo-lokacyjną zabawę fejsbukową, której tematem są blokowiska państw strefy wpływów byłego ZSRR.

Poza nie-anglojęzyczną “egzotyką” w Bergen zobaczymy najnowsze osiągniecia w dziedzinie literackich technik opowiadania, o których ogłuszonemu sędziwą ideą audiowizualności “Dwutygodnikowi” nie przyśni się nawet za dwie dekady. Jedną z atrakcji będzie pokaz adapacji eksperymentów literackich w dawnych aplikacjach wirtualnej rzeczywistości na platformę Oculus Rift. Super ciekawie zapowiada się wystawa Synestezje, której zadaniem będzie (cielesne często) włączanie czytelnika w multisensoryczną lekturę. Osobnej wystawy doczekała się też cyfrowa literatura dla dzieci! Przedmówcami pierwszego dnia konferencji będą Jill Rettberg, Stuart Moulthrop i Espen Aarseth.

Aby polskie ślady festiwalu w Bergen nieco mocniej odcisnęły się w umysłach publiczności, zespół Ha!artu przygotował książeczkę Polish Impact, w której Piotr Marecki, Aleksandra Małecka, Katarzyna Bazarnik, Monika Górska-Olesińska i Mariusz Pisarski prezetują najbardziej oryginalne osiągnięcia polskiej literatury eksperymentalnej i awangardowej (od Baroku po wiek XXI)

Zapraszamy do śledzenia strony i tweetów konferencji (#ELO2015)

Za siedmioma przypływami ? generatywna perełka J.R Carpenter

J.R Carpenter ? Unce Upon A Tide

Szekspir i Conrad mówiący jednym głosem? Dlaczego nie! Czerpiąca z zasobów domeny publicznej literatura generatywna zachęca do takich właśnie eksperymentów. J.R Carpenter, mieszkającą w Kornwalii kanadyjska poetka, opublikowała Once Upon A Tide ? generatywny utwór o topice morskiej i teatralnej, w którym poetyckim zderzeniom poddane są frazy pochodzące z dramatów Williama Szekspira i opowiadań Josepha Conrada. Generatywna opowieść poetycka odświeża się na ekranie co kilkadziesiąt sekund i wyświetla coraz to nowe wariacje misternie konstruowanej sceny. Wprowadza w nią pierwszoosobowy narrator słowami ?pewnego razu?? ? z wariantami: ?podczas przypływu?, ?na pokładzie?, ?na scenie? ? by następnie przysłuchiwać się rozmowie dwóch osób (różnych płci i profesji), rozejrzeć dookoła, opisując elementy krajobrazu, po czym skończyć krótką opowieść pytaniem i otwartą puentą.

Zadaniem, jakie postawiła przed sobą autorka, było wyeksponowanie i zbadanie potencjału takich fragmentów fabularnych i dramaturgicznych, kiedy nic szczególnego się nie wydarza i wszystko zastyga w oczekiwaniu. Generatywność utworu ? zdaniem J.R Carpenter ? oczekiwaniu takiemu sprzyja i je potakie wzmaga

W Jądrze ciemności Conrada (1899) Marlow opowiada całą swoją historię jednego wieczoru, siedząc na pokładzie statku zacumowanego na Tamizie. Pośrodku ciemności, wdychając ciężkie nocne powietrze nad rzeką, narrator z trudem wyłuskuje sensy: ?Słuchałem i słuchałem, czatując na zdanie, na słowo, na jakąś nić przewodnią wśród nieokreślonego niepokoju wzbudzonego tym opowiadaniem, które jakby kształtowało się samo ? bez ludzkich warg??.

W prozie owe długie, intensywne pauzy prędzej czy później znajduje swoje ujście. Natomiast w tekście wariantywnym, możemy pozostawać w tym zawieszeniu do końca, poruszając się w sieci
napiętej i pełnej niuansów relacji między czytaniem, słuchaniem, oglądaniem i czekaniem na zdanie, na słowo, na jakąś nić przewodnią?

Once Upon A Tide czyta się z przyjemnością, utwór jest nie tylko pełen niespodzianek i poetyckich, nieoczekiwanych zestawień. Cechuje go wyjątkowa “kleistość” syntaktyczna, semantyczna poszczególnych segmentów, dzięki czemu całość jest przyjaźnie spójna. Świetnym, innowacyjnym dodatkiem są towarzysząca tekstowi generatywna ilustracja i losowe didaskalia. Po Między Morzem a Reją ? wierszem Nicka Montforta i Stephanie Strickland generującym strofy, których słowa pochodzą od Dickinson i Melville?a ? w nurcie poezji generatywnej (oprócz kolejnych utworów Montforta, jak choćby Upstart) i generatorów Leszka Onaka [bletka z balustrady, cierniste diody]) nie działo się zbyt wiele. Once Upon A Tide J.R Carpenter, będąc propozycją z najwyższej półki, która wprowadzająca w pole e-literatury wariantywnej świeży powiew i wyzywająco podnosi poprzeczkę?

Opowieść generatywna J.R Carpenter, pisana słowami Szekpisra i Conrada, ukazała się na stronach pisma “The Junket”. Polecamy także esej autorki o zamyśle, jaki stał za powstaniem utworu.