Konferencja AJD

Lajkowanie literatury, #bookstagram, memy i książki obrazkowe – to niektóre z tematów konferencji “Szanse, możliwości i zagrożenia współczesnej literatury”, która odbędzie się w piątek 26 maja w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. W trakcie całodniowych prezentacji i dyskusji ponad dwudziestu młodych oraz doświadczonych badaczy przyglądać się będzie przemianom, jakim obecnie podlega literatura, praktyki pisarskie i czytelnicze.

Post-digitalna perspektywa z jakiej tematy są ujmowane (ich autorzy to reprezentanci generacji digital natives – urodzonych w połowie lat 90.) pozwala ujrzeć literaturę w świeżym, trandyscyplinarnym, technologicznie niezdeterminowanym świetle. Nowe media nie są tu, rzecz jasna, nowe; z kolei internet jest nierozłączną tkanką rzeczywistości w ogóle, a komunikacji literackiej w szczególności. Ujęcie to pozwala badać formy i praktyki dawne i najnowsze, tradycyjne i cyfrowe, mające pieczęć sakralizowanego autorstwa, jak i oddolne, społecznościowe i “amatorskie”, choć to akurat słowo znaczy coraz mniej w dobie wszędobylskiego self-broadcastingu. Wśród omawianych autorów znajdują się Krzysztof Jaworski, Sylwia Hutnik, Michael Cunningham, Juli Zeh, Zdzisław Beksiński, a także – a jakże!– Miecio Metczyński. Z kolei poruszane problemy dotyczą calego wachlarzu form i gatunków: od streszczeń lektur i literatury podróżniczej po piosenki rapowe, powieść milicyjną i liberaturę.

Organizatorami konferencji jest Instut Filologii Polskiej AJD, Koło Literackie Anafora, Festiwal Dekonstrukcji Słowa Czytaj! Oraz Częstochowski Oddział Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Początek – w piątek 26 majao 9.00 w sali 0.13.

Techsty są patronem medialnym konferencji.

Kolekcja Literatury Elektronicznej, tom 3

ELC 3

114 literackich aplikacji, gier, generatorów, hipertekstów i innych utworów poszerzonych o interakcję, animację i programowalność znalazło się w najnowszym, trzecim zbiorze literatury elektronicznej Electronic Literature Collection. ELC to ukazujący się raz na pięć lat przegląd najciekawszych przykładów literatury cyfrowej. Jego trzecia odsłona jest z kilku względów wyjątkowa. Po pierwsze znalazły się tu utwory nie tylko najnowsze, ale także ?odrestaurowane? dzieła pionierskie i klasyczne. Po drugie, i najważniejsze, najnowsza Electronic Literature Collection odchodzi od anglocentryzmu poprzednich zbiorów i prezentuje utwory z 13 obszarów językowych, w tym z Polski, którą reprezentuje 7 form cyfrowych, od Ars Poetica Zenona Fajfera poprzez C()n du It Katarzyny Giełżyńskiej po generator Poeta Michała Rudolfa i generator przemówień partyjnych Marka Pampucha.

Wielość języków, nośników i strategii to zdecydowany wyróżnik ELC 3, które w swoim kuratorskim zamiarze chce być ? i zasłużenie jest ? czymś więcej niż antologią. Jak piszą redaktorzy:

Archiwum to, dzięki zawarciu tekstowych opisów, instrukcji i wideo-dokumentacji, usiłuje uchwycić i zachować efemeryczne obiekty oraz wejrzeć i leżące u ich podłoża struktury. Choć metadane i parateksty nie zastąpią doświadczenia dzieła w jego postaci oryginalnej, to te nośniki dodatkowe opóźniają coś nieuchronnego. Zarówno bowiem największym zagrożeniem jak i farmakologicznym z goła raison d’etre literatury elektronicznej jest gwałtowny postęp i ?nowość? samych nowych mediów.

Każde z zawartych w antologii dzieł opatrzone jest dwoma opisami: autorskim i redakcyjnym, a także cennymi dla nawigacji po całości ? oraz dla świadomości gatunkowej ? metadanymi. Link główny do utworu kieruje czytelnika do dwóch miejsc: adresu źródłowego utworu i do pliku wideo, na którym zilustrowana jest krótka, przykładowa sesja lekturowa. Ten drugi element, wideo-zapisu lektury, jest szczególnie ważny w przypadku utworów powstałych na platformy dawne lub nie wspierane przez aktualnie używany sprzęt. Dzięki temu daną pozycję w antologii można poznawać nawet wtedy, gdy nasz smartphone czy tablet nie jest w stanie odtworzyć pliku Flash lub wiersza napisanego w programie Perl.

Electronic Literature Collection to pozycja, do której trzeba podchodzić wielokrotnie i przez lata, konfrontując swoje doświadczenie, wiedzę i kompetencje czytelnicze z zawartym tu wielojęzykowym i wieloplatformowym materiałem. wydaje się, że wielorodność kolekcji, za którą stoją dodatkowe, ambitne cele, pociągnęła za sobą mniej pożądny efekt ? wrażenie nierówności i konfuzję co do poszczególnych decyzji. Nie jest to już bowiem, jak w przypadku tomów ELC 1 i ELC 2, zbiór najlepszych i najszerzej omawianych utworów, ale właśnie zarówno antologia, jak i archiwum, w którym znalazły się niejednorodne obiekty o zmiennych proporcjach wartości historycznej i artystycznej. Dlaczego na przykład w polskiej części zabrakło utworów Romana Bromboszcza i Leszka Onaka? Jeśli brak jakichkolwiek przykładów twórczości obu autorów dałby się od biedy usprawiedliwić trudną przekładalnością większości ich e-wierszy, to co z wielkim nieobecnym, którym jest Liberlandia Radosława Nowakowskiego ? pisany od początku w esperanto, po angielsku i polsku zbiór rozgałęziających się kaligramów? Zamiast tego mamy Poetę ? generator nieskładnych fraz złożonych bez specjalnego namysłu. Utwór istotny z punktu widzenia historii polskiej literatury generatywnej i socjologii naszej e-literatury, ale pasujący do bardziej wyspecjalizowanych projektów, jak Renderings, niż do ELC, zwłaszcza jeśli z tego powodu rezygnuje się z dużo solidniejszych propozycji.

Ale to oczywiście szczegół. O Liberlandię i kolejne polskie utrowy cyfrowe będziemy walczyć raz jeszcze przy okazji ELC 4, a tymczasem serdecznie polecamy ELC 3 ? z tą bogatą, świeżą i różnorodną kolekcją najlepiej rozpoczynać dzień!

Protest-song w javascrypcie. Kilka słów o ‘Booms’ Piotra Puldziana Płucienniczaka

Booms - Piotr Puldzian Płucienniczak

Wśród pereł i perełek nowego numeru “Techstów” znalazł się poetycki obiekt digitalny, który jest nie tylko mały, zgrabny i efektowny, jak chciałby każdy konceptualista, ale zawiązuje między tekstem a światem zewnętrznym niepokojącą i dynamiczną relację. Dynamiczną i dynamitową, można powiedzieć, gdyż chodzi mi o Booms Piotra Puldziana Płucienniczaka. Booms to generator wierszy, którego szkielet składniowo-retoryczny oparty jest na charakterystycznej frazie poetyckiej Macieja Taranka, autora m.in wydanego kilka lat temu w Rozdzielczości Chleba Repetytorium. Taranek tworzy wiersze gnomiczne, skandowane, gdzie efektowne powiedzonka i metafory są uparcie powtarzane w miarę jak wiersz się rozwija, a rozwija się dość skromnie, gdyż to zazwyczaj krótkie formy. Te slamowe repety oparte są jednak nie na czystej powtórce frazy, lecz najcześciej na podkręceniu powtórzenia małą dawką różnicy. Ten tarankowy przepis na wiersz zostaje w Booms wykorzystany bardziej niż w pełni. Wiersz tworzą dwie pary powtórzeń, w tym jedna wprowadza różnicę w ekspresji słownej, lecz powtórzenie w temacie. Przykładowo jeden z boomsów realizuje parę ?grałem w magię i miecz?, po której następuje dopełnienie parą ?zanosiło śmierć do gamboru? (w pierwszym członie) i ?zanosiło śmierć do ngali? w członie drugim. Rodzaj i rozkład tych wymiennych serii można podejrzeć zaglądając do pliku źródłowego, podpowiem, że są imponujące i stoi za nimi niemały risercz poczyniony na polu posępnej, globalnej działalności fajerwerkowej naszych młodszych braci w wierze (muzułmanów) oraz paru innych wyznawców i anty-wyznawców (w tym np. psychopaty Reivika itp.) których przekonanie o swojej racji jest tak słabe w zderzeniu z rzeczywistością, że zmuszeni są sięgać po eksplozywne argumenty.

Nie o tym jednak chciałem, lecz o sprycie dzieła inspirowanego poezją Taranka i wydarzeniami z krajów dalekich i bliższych. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż mamy przed sobą zwykłe konceptualne efekciarstwo. Może by tak było, gdyby nie dwie rzeczy: jeden mały szczegół i jeden ważny ogół. Ten szczegół to numeracja kolejnych “boomsów” nad wyświetlającymi się jeden po drugim wypiekami generatora Puldziana. Ten drugi to programowalna temporalność wiersza cyfrowego, którą się tu wymownie wykorzystuje. Jeśli czytać Booms według tradycyjnej strategii konceptualnej, to lektura kończy się gdzieś na drugiej, trzeciej odsłonie i naszym momencie “aha!”, kiedy łapiemy zajawkę, wiemy jaka jest idea i ze spokojem zmieniany zakładkę lub zamykamy okno. Jeśli natomiast czytać Booms jak generator poetycki, to konceptualna lektura automatycznie zamienia się w sesję lekturową. Zawartością generatora – nieustającym kalejdoskopem krwawych faktów Puldzian skutecznie dezautomatyzuje generator i generatywnego nastawione czytanie, zmuszając czytelnika do wydłużania sesji i zmiany swoich pierwszowzrokowych osądów.

Na mojej przeglądarce Booms chodził przez ponad godzinę, choć czytałem może z trzy minuty, potem robiłem co innego i do boomsów powracałem, oglądając kolejne odsłony przez następnych parę minut i tracąc uwagę raz jeszcze. Gdy zajrzałem porzucone okno raz jeszcze Booms zbliżał się do liczby 2000 więc przyczaiłem się na 2001 by zobaczyć czy poeta coś uknuł. Ale jednak nic: pod 2001 krył się całkiem niespektakularny zamach na jakiejś afrykańskiej prowincji. Gdy zajrzałem ponownie generator opowiadał o wybuchu numer 2245. Wtedy zrozumiałem, że to nie będzie miało końca. Zrozumiałem, że “to” generatora i “to” czytelnika biegną w rytmie tego samego niemal zegara; że granice mimezis stają się w pewnym momencie bardzo cienkie i te dwa światy ? konceptualnego obiektu cyfrowego i naszego tu i teraz ? niebezpiecznie się ze sobą stykają. Zrozumiałem, że palec wskazujący na księżyc zaczyna księżycem powoli obracać?

Wiersz ten trzeba czytać jako serię. Jako jednostkowa kopia, wydrukowana w tomiku czy przysłana jako załącznik e?mejla Booms to zwykły poetycki tworek, za którym stać może np. krytyka konsumpcjonizmu ?cyfrowego stylu życia? w obliczu globalnego terroryzmu. Obsesyjnie (a ?obsesyjnie? możemy powiedzieć tylko, dzięki seryjności) grający w gierki i zajadający chipsy podmiot nie może, nie chce i nie potrafi zrobić nic, by sytuacjom opisywanym w tle zapobiec. Temporalność, zapewniona przez rozgrywającą się nieustannie pracę kodu, zmienia wymowę całości radykalnie. Po 10 minutach spędzonych przed ekranem czytelnik obserwuje, że wariantom nie ma końca. Co więcej, każdy z nich jest skrupulatnie liczony. Po godzinie, po dwóch, opisywane bomby nadal wybuchają, nasz geek wciąż geekuje, tymczasem liczba w tytule rozrasta się do przerażających rozmiarów. Jej ciężar gatunkowy przekracza w końcu nie określoną, być może indywidualną dla każdego, masę krytyczną i zaczyna przechylać szalę całego wiersza z nihilizmu na krzyk rozpaczy, jedyny możliwy wyraz współczucia. Ostatecznym wyjściem czytelnika, paradoksalnie, jest zamknięcie okna przeglądarki, by nie widzieć owej przerażającej, wciąż rosnącej liczby, która w realnym, pozatekstowym świecie jest liczbą strat ludzkich spotęgowanych przez liczbę świadków, ofiar i sprawców. Booms to dzieło niespokojne i niepokorne, to rezultat zamysłu, który odnalazł swój odpowiedni wyraz; to mała, indywidualna, godna uwagi forma sprzeciwu.

Symfonia hipertekstu

Zmrok. Symfonia ? plakat

400 segmentów połączonych ze sobą 1400 sposobów, które na wzór muzyczny splatają ze sobą wielotorową i wielopiętrową narrację złożyły się na Zmrok. Symfonię Michaela Joyce?a, powieść hipertekstową pierwszej generacji przetłumaczoną na j. polski w premierowym wydaniu online.

Po raz pierwszy w historii e-literatury dzieło zamknięte, przypisane do pojedynczej platformy (Storyspace) i stosujące egzotyczne dziś techniki sterowania lekturą opublikowane zostaje w środowisku ponadplatformowym i na warunkach niekomercyjnych. Sam tekst, w którym zazębia się z sobą kilka narracji, w tym opowieść o losach solidarnościowych emigrantów w USA, sprawia wrażenie niewyczerpywalnego, zapewniając lekturę na lata! W porównaniu z popołudniem, pewną historią, Zmrok. Symfonia rezygnuje z hipertekstowego minimalizmu na rzecz polimedialności i ?symfoniczności?: są tu dźwięki (przywołujące Wariacje Goldbergowskie Glenna Goulda, które patronują całości), są serie ilustracji, fotografie i cyfrowe grafiki, jest nawet fragment wideo. Jak na utwór napisany w roku 1996 ? całkiem multimedialnie! Nad wyglądem polskiej wersji Zmroku. Symfonii czuwał Łukasz Podgórni, który uwspółcześnia szatę do pakietu znanego polskim czytelnikom z prac solo Łukasza oraz jego działań w Rozdzielczości Chleba. Tekst główny przetłumaczył nie kto inny jak Radosław Nowakowski, autor m.in hipertekstów Liberlandia i Koniec Świata według Emeryka, a nad portem z wersji przeglądarkowej offline (popołudnie, pewna historia) do wersji online czuwał Jakub Jagiełło, autor hipertekstów Kosmos i Hipertekstu (pod losowo zmieniającym się tytułem). Konwertowaniem linków warunkowych z nieprzekładalnej automatycznie nomenklatury Storyspace do javascript zajął się Mariusz Pisarski ? producent wydania.

Utwór przepełniony jest linkami losowymi, multilinkami i ? przede wszystkim ? linkami warunkowymi. To dzięki nim mechanika lekturowa jest na tyle bogata i zmienna, że powieść wyświetla nam inny tekst za każdą sesją lekturową, nawet jeśli rozpoczynamy ją od dokładnie tego samego miejsca!

W najnowszym numerze ?Techstów? przyglądamy się Zmrokowi. Symfonii w dwóch materiałach towarzyszących. Jednym z nich jest zapis rozmowy, jaką Mikołaj Spodaryk i Mariusz Pisarski przeprowadzili z Michaelem Joycem z okazji jego niedawnego przyjazdu do Wrocławia, a drugim relacja z tworzenia polskiej wersji tego hipertekstu od kuchni.

Zapraszamy do lektury!

“Techsty” 2016 1 (10)

Łukasz Podgórni - once you go black

Nowe prace Romana Bromboszcza i poetów Rozdzielczości Chleba, blok specjalny z remiksami generatora Wąwóz Taroko, w tym przebojowa wersja góralska i wielkomiejska oraz pełna wersja Zmroku. Symfonii ? zagubionego na dawnych platformach hipertekstu Michaela Joyce?a po raz pierwszy w darmowej wersji online: tyle i jeszcze więcej znaleźć można w najnowszym numerze ?Techstów?. Przybliżamy też teorię interfejsów z perspektywy amerykańskiej (Alexander Galloway o efektach interfejsów) i polskiej (Piotr Kubiński o strategiach emersyjnych w grach), zaglądamy do Muzeum Historii Komputerów w Katowicach i na wystawę Big Bang Data w Londynie.

Pozycją w najnowszych ?Techstach?, z której jesteśmy najbardziej dumni, nie tylko dlatego, że pracowaliśmy nad nią najdłużej, jest Zmrok. Symfonia Michaela Joyce?a: przepełniona polskimi akcentami powieść hipertekstowa amerykańskiego autora, o której otwarte, sieciowe wydanie Ha!art, Techsty i sam autor zabiegaliśmy od lat. Po pewnej przerwie gościmy w Techstach Romana Bromboszcza z serią prac wskazującą na nowe kierunki poszukiwań autora Manifestu Poezji Cybernetycznej (genetyka, mutacje, bioart). Swój blok przygotowali także poeci Z Rozdzielczości Chleba: Piotr Puldzian Płócienniczak prezentuje zaskakujący generator Booms (“oglądałem pokemony, kiedy pierwszy samolot/uderzał w północną wieżę world trade center”), Łukasz Podgórni mruga do nas okiem swoich ironiczno-politycznych gifów, a Leszek Onak raz jeszcze malwersuje klasykę, tym razem Mickiewicza, w programowalnie starzejącej się Odzie do młodości.

Osobny, duży dział poświęcony jest generatorowi poetyckiemu Wąwóz Taroko Nicka Montforta. Publikacji polskiej wersji Wąwozu…, przetłumaczonej i przeportowanej przez Piotra Mareckiego, towarzyszą tekst Nicka Montforta o zespołowym programowaniu dla przyjemności oraz refleksja Scotta Rettberga o tym, jak powstał pierwszy remiks generatora, który wywołał całą falę późniejszych ?apriopriacji? (utwór doczekał się już niemal 30 przeróbek). Jako wisienkę na torcie, premierowo publikujemy zatem Garaż w Tokio Rettberga ? przebojową, rock?n?rollową, wielkomiejsko-azjatycką wersję szczególnie do polecenia wszystkim tym, którzy boją się poetyckich generatorów. W tym samym dziale znalazły się także polskie przeróbki generatora: Wąwóz Kraków Piotra Mareckiego, napisany gwarą góralską oraz Oko na Donbas Mariusza Pisarskiego, remiks oparty na zapiskach wrażeń w trakcie lotu nad Rosją z ominięciem wschodniej Ukrainy.

W dziale teoria prezentowane są dwa teksty o interfejsach: fragment ważnej książki The Interface Effect Alaxandra R. Gallowaya oraz artykuł o emersji w grach komputerowych Piotra Kubińskiego ? fragment nagradzanej pracy doktorskiej warszawskiego komparatysty i ludologa.

W cyklu “warsztaty” prezentowany jest hipertekst Delta Miciński przygotowany przez uczniów Liceum Sztuk Plastycznych w Częstochowie i eksponujący asocjacyjną pracę umysłu i krzyżowanie się głównych motywów w trakcie zespołowych i indywidualnych czytań poezji Tadeusza Micińskiego.

Numer zamykają dwie relacje z ekspozycji światowych i lokalnych. Gorąco polecamy przechadzkę do Muzeum Historii Komputerów w Katowicach u boku Moniki Górskiej Olesińskiej oraz zwiedzenie wystawy Bing Bang Data w Londynie.

Najnowszy numer ?Techstów? uznajemy za otwarty i zapraszamy do lektury!

Gif towarzyszący niniejszemu postowi pochodzi z publikowanego w numerze setu aby setki dolarw kazdego dnia Łukasza Podgórniego.

Kosmos – nowy hipertekst Jakuba Jagiełły

Jakub Jagiełło - Kosmos

Międzygalaktyczny romans i rozgałęziająca się, kolista opowieść o lądowaniu na odległym Keplerze 22b ? to nowa, hipertekstowa propozycja Jakuba Jagiełły. Hipertekst Kosmos był jedną z kilku ważnych premier festiwalu Ha!wangarda 2015 w Krakowie. Złożony z kilkudziesięciu segmentów tekstu, otwieranych w oryginalnych ramkach oraz powiązanych z sobą i internetem za pomocą własnej konwencji linkowania, zaopatrzony w mapę lokacji i wzbogacany gdzie niegdzie dźwiękami i animacją, Kosmos jest projektem zwartym i konsekwentnym.

Pod kątem fabularnym opowieść zaczyna się całkiem zręcznie, niczym popołudnie, pewna historia Michaela Joyce’a, którą ? przypomnijmy ? Jagiełło pomógł programować. Inicjujący hipertekstową podróż kosmiczną fragment nie jest osadzony w żadnej konkretnie nazwanej czasoprzestrzeni, może być zatem zarówno początkiem, środkiem jak końcem opowieści:

Nic we mnie nie ma i nie walczę z cie­mno­ścią, która wlewa się we mnie. Wy­peł­nia mi usta smakując popiołem, ciemność, której nie umiem wypluć. Gę­stnie­je w noc niezwykle zimną, od któ­rej nie można za­mar­znąć. Moje ciało za­sty­ga w podziwie. Mogłoby tak być już zawsze, ani trochę ciemniej, ani trochę jaśniej.

Fragmenty następujące po tym przebudzeniu (lub zaśnięciu, w zależności od kontekstu) opowiadają o wyprawie kilkorga kosmonautów do układu Keplera-22. Przygotowują się oni, po pierwsze, do bliskich spotkań z autochtonami, a po drugie do rozwiązania zagadki ziemskiego statku, który przybył tam przed nimi. Jagiełło postanawia uczynić planetę psychoaktywną, lądujący na niej astronauci przeżywają psychodeliczne wizje, które dla miejsciowej, “syntetyzowanej” cywilizacji, są czymś codziennym i naturalnym. Życie na Keplerze, m. in dzięki Światyni Syntezy, kształtuje się w dość ścisłym powiązaniu z Ziemią, skąd ? za pomocą mostu Einsteina-Rosena napłynęła swego czasu krytyczna masa danych. Hipertekst Kosmos ma zatem ambicje fantastyczno-naukowe i stara się im sprostać, czasem za bardzo (o czym za chwilę).

Czytelnik dryfuje po segmentach tekstu zbierając coraz to nowe informacje na temat relacji między załogą, na temat
planety i jej mieszkańców. Nie brakuje rozłożystych, szerokokątnych opisów, których nie powstydziłby się Asimov, ani intrygujących, poetyckich zbliżeń i szczegółów ? nie wszystkie z nich utrzymane są w przewidywalnych konwencjach sci-fi. Są też fragmenty dużo bardziej oryginalne, wchodzące raczej w cyberpunkową sieć intertekstualnych odniesień:

W delikatnej pieszczocie piłowałem jej zęby starając się nadać im fantazyjne kształty, wierciłem w nich otworki i wstawiałem ametysty, a ona nożem wycinała w mej skórze mapę nieba. Kobieta o ametystowym uśmiechu. Rysowałem delikatne piaskiem wzory na jej dłoniach, udach, piersiach, stopach…

Ciekawym aspektem Kosmosu jest jego nie tyle ekranowa, co żywa, społeczna interaktywność. Już we wstępnych fazach powstawania hipertekstu Jakub Jagiełło zapraszał swoich fejsbukowych znajomych do przysyłania sugestii co do linków i rozgałęzień, z czego kilkoro czytelników skorzystało. Spotkania z Kosmosem w Krakowie odbywały się w podobnej formule, która się naprawdę sprawdziła: każdy mógł się przekonać, że jego głos się liczy i wpływa na ostateczny kształt tekstu. Ten społeczny rys, jak się okazuje wciąż nowatorski, spodobał się organizatorom na tyle, że w przyszłyści chcieliby prezentować więcej dzieł cyfrowych w formie wspólnych działań raczej, niż prezentacji skończonych artefaktów.

Tym ostatnim Kosmos zdecydowanie nie jest. Autor zastrzega się, iż co najmniej pięć wątków fabularnych wymaga jeszcze dopracowania, czy wręcz dopisania. Powstaje też warstwa meta-edycyjna, która zezwoli na zabawy w samodzielne dodawanie treści przez czytelnika. Niemniej już teraz najnowszą powieść hipertekstową Jakuba Jagiełły czyta się jak zwartą całość.

Rzeczą, która potrafi wytrącać z lekturowej równowagi są ? to moje osobiste odczucie ? linki zewnętrzne. Choć oznaczone innym kolerem, niż hiperłącza prowadzące do segmentów w obrębie tej samej graficznej i interfesjowej ramy, psują one płynność lektury. Tekst przenosi nas co chwila do stron popularno-naukowych z zakresu atronomii i astrofizyki, do wpisów na wikipedii, a nawet na portal poema.pl. Rozumiem, że podnosi to “naukowość” propozycji fantastyczno-naukowej, ale w przypadku utworu publikowanego online dzieje się to z wyraźną szkodą dla “fantastyczności”. Immersja topnieje z każdym kliknięciem w link oznaczony niebieską diodą. Zamieszczenie informacji ze stron wewnętrznych w typowych dla Kosmosu ramkach tekstowych i dyskretne odniesienie ich do źródła zagwarantowałyby czytelnikowi większą płynność lektury, a jednocześnie, za sprawą mieszania się na jednym planie perspektyw fikcyjnych i faktualnych, wrażenie głębi. To oczywiście szczegół. Kosmos rośnie, a jednocześnie już dziś jest hipertekstem, do którego warto regularnie zaglądać. Usłyszymy o nim jeszcze nie raz.

Ha!wangarda 2015

Andrzej Głowacki - Archetyptura

Spotkania z twórczością Scotta Rettberga, występy Yerzmyey’a i Rozdzielczości Chleba, prezentacje eksperymentalnych adaptacji i tłumaczeń, dyskusje, warsztaty rzeczywistości poszerzonej i Twine’a oraz szereg ciekawych premier ? złożą się na trzydniowy festiwal Ha!wangarda w Krakowie.

Festiwal rozpoczyna się w tym roku panelem o hipermedialmnych artefaktach i cyfrowej humanistyce (1 października, czwartek) przygotowanym przez krytyków i artystów z Bratysławy i Pragi. Następnie, i tak będzie przez trzy dni, organizatorzy zapraszają na wieczorny maraton Media Art Show. W czwartek zobaczymy między innymi film Markety Magidovej Literówki i połknięcia, pokaz Picture recitation na podstawie Stanisława Lema, dramat transfuturystyczny Czerwona Planeta (gdzieś tu przemknął manifest transfuturystów ? jesteśmy zaintrygowani), performance audio Ľubomíra Panáka oraz interaktywną instalację (kinnect) Zuzanny Husarovej i Ľubomíra Panáka I : * ttter.

beka z balustrady - Leszek Onak

beka z balustrady – Leszek Onak

W następnych dniach atrakcji będzie już tylko więcej, z frenetycznym niemal zwieńczeniem na sobotnim Media Art Show, kiedy to między 19.00 a 22.00 (w spóldzielni Ogniwo) zobaczymy aż 9 różnego rodzaju eksperymentalnych propozycji, wśród nich między innymi powieść graficzną Renata Bolesława Chromego, hipertekst Kosmos Jakuba Jagiełły, generator Frequency Scotta Rettberga, interaktywną aplikację na iPada dla dzieci (Kózka układa świat Kamila Kamysza) czy efekty radykalnego tłumaczenia Ubu Króla Alfreda Jarryego, dokonanego przez Google Translator pod czujnym okiem Oli Małeckiej i Piotra Mareckiego.

Jeśli chodzi o “znanych i lubianych”, w piątek Zenon Fajfer pokaże wyczekiwaną, pełną, premierową wersję Widoku z wysokiej wieży, natomiast krakowscy poeci cybernetyczni zaprezentują w tym roku sety Być jak Łukasz Podgórni, bletkę z balustrady na żywo a także koncert zatytułowany Wieczór cyberpoematu im. Romana Bromboszcza.

Intrygująco zapowiadają się warsztaty Andrzeja Głowackiego, autora serii Archetyptura, której cyfrowa odsłona trafi do zbioru Electronic Literature Collection vol. 3 (piątek), oraz wystawa “wierszy zgranych”, czyli gier komputerowych opartych na grach.

Z kolei “Techsty” odpowiedzialne będą między innymi za warsztaty twórcze na platformie Twine, premierę Zmroku, symfonii Michaela Joyce’a, prezentację Nieznanych ? kultowego hipertekstu kolaboratywnego Scotta Rettberga, Willa Gillespie, Dirka Strattona i Franka Marquarda, a także (przy zdecydowanie większościowym udziale Agnieszki Przybyszewskiej i Łukasz Dróżdża) za prezentację cyfrowego poematu na korbkę Poczęcie Smoka José Aburto.

Serdecznie zapraszamy! Szczegółowy program tutaj.

O poszczególnych wydarzeniach pisać będziemy osobno, jeśli nasz wordpress, będący aktualnie polem spamerskich ataków, pozwoli.

ELO 2015, czyli polski impakt w Bergen

Największe, doroczne święto literatury cyfrowej rozpoczyna się w Bergen! Na festiwal i konferencję złoży się 5 wystaw, 2 wieczory perfromance’ów, dzień warsztatów oraz trzy dni intensywnych debat i prezentacji. W norweskim porcie Wikingów pojawią się reprezentanci 27 krajów, w tym aż 9-cio osobowa ekipa z Polski.

Motywami przewodnimi imprezy są różnorodność i decentracja. Zdominowane przez Anglosasów pole po raz pierwszy w tak silny sposób otwiera się na inne obszary językowe: zobaczymy między innymi, jaka jest literatura elektroniczna w Afryce i krajach arabskich. Dużo polskich utworów cyfrowych, w tym odkopane przez Nicka Montforta i Piotra Mareckiego retro-perełki (generator przemówień partyjnych Marka Pampucha, dema Yerzmyeya, autora Drogi do Duplandii) znajdzie się na wystawie Decentering. Na innej, zatytułowanej P2P, zaprezentują się wspólnie e-literatura z Portugalii i z Polski. Swój hipertekst Labirynt pokaże Jakub Jagiełło, Mariusz Pisarski zaprezentuje Piksel Zdrój a Kaja Puto promować będzie Kelet, czyli gonzo-lokacyjną zabawę fejsbukową, której tematem są blokowiska państw strefy wpływów byłego ZSRR.

Poza nie-anglojęzyczną “egzotyką” w Bergen zobaczymy najnowsze osiągniecia w dziedzinie literackich technik opowiadania, o których ogłuszonemu sędziwą ideą audiowizualności “Dwutygodnikowi” nie przyśni się nawet za dwie dekady. Jedną z atrakcji będzie pokaz adapacji eksperymentów literackich w dawnych aplikacjach wirtualnej rzeczywistości na platformę Oculus Rift. Super ciekawie zapowiada się wystawa Synestezje, której zadaniem będzie (cielesne często) włączanie czytelnika w multisensoryczną lekturę. Osobnej wystawy doczekała się też cyfrowa literatura dla dzieci! Przedmówcami pierwszego dnia konferencji będą Jill Rettberg, Stuart Moulthrop i Espen Aarseth.

Aby polskie ślady festiwalu w Bergen nieco mocniej odcisnęły się w umysłach publiczności, zespół Ha!artu przygotował książeczkę Polish Impact, w której Piotr Marecki, Aleksandra Małecka, Katarzyna Bazarnik, Monika Górska-Olesińska i Mariusz Pisarski prezetują najbardziej oryginalne osiągnięcia polskiej literatury eksperymentalnej i awangardowej (od Baroku po wiek XXI)

Zapraszamy do śledzenia strony i tweetów konferencji (#ELO2015)

Za siedmioma przypływami ? generatywna perełka J.R Carpenter

J.R Carpenter ? Unce Upon A Tide

Szekspir i Conrad mówiący jednym głosem? Dlaczego nie! Czerpiąca z zasobów domeny publicznej literatura generatywna zachęca do takich właśnie eksperymentów. J.R Carpenter, mieszkającą w Kornwalii kanadyjska poetka, opublikowała Once Upon A Tide ? generatywny utwór o topice morskiej i teatralnej, w którym poetyckim zderzeniom poddane są frazy pochodzące z dramatów Williama Szekspira i opowiadań Josepha Conrada. Generatywna opowieść poetycka odświeża się na ekranie co kilkadziesiąt sekund i wyświetla coraz to nowe wariacje misternie konstruowanej sceny. Wprowadza w nią pierwszoosobowy narrator słowami ?pewnego razu?? ? z wariantami: ?podczas przypływu?, ?na pokładzie?, ?na scenie? ? by następnie przysłuchiwać się rozmowie dwóch osób (różnych płci i profesji), rozejrzeć dookoła, opisując elementy krajobrazu, po czym skończyć krótką opowieść pytaniem i otwartą puentą.

Zadaniem, jakie postawiła przed sobą autorka, było wyeksponowanie i zbadanie potencjału takich fragmentów fabularnych i dramaturgicznych, kiedy nic szczególnego się nie wydarza i wszystko zastyga w oczekiwaniu. Generatywność utworu ? zdaniem J.R Carpenter ? oczekiwaniu takiemu sprzyja i je potakie wzmaga

W Jądrze ciemności Conrada (1899) Marlow opowiada całą swoją historię jednego wieczoru, siedząc na pokładzie statku zacumowanego na Tamizie. Pośrodku ciemności, wdychając ciężkie nocne powietrze nad rzeką, narrator z trudem wyłuskuje sensy: ?Słuchałem i słuchałem, czatując na zdanie, na słowo, na jakąś nić przewodnią wśród nieokreślonego niepokoju wzbudzonego tym opowiadaniem, które jakby kształtowało się samo ? bez ludzkich warg??.

W prozie owe długie, intensywne pauzy prędzej czy później znajduje swoje ujście. Natomiast w tekście wariantywnym, możemy pozostawać w tym zawieszeniu do końca, poruszając się w sieci
napiętej i pełnej niuansów relacji między czytaniem, słuchaniem, oglądaniem i czekaniem na zdanie, na słowo, na jakąś nić przewodnią?

Once Upon A Tide czyta się z przyjemnością, utwór jest nie tylko pełen niespodzianek i poetyckich, nieoczekiwanych zestawień. Cechuje go wyjątkowa “kleistość” syntaktyczna, semantyczna poszczególnych segmentów, dzięki czemu całość jest przyjaźnie spójna. Świetnym, innowacyjnym dodatkiem są towarzysząca tekstowi generatywna ilustracja i losowe didaskalia. Po Między Morzem a Reją ? wierszem Nicka Montforta i Stephanie Strickland generującym strofy, których słowa pochodzą od Dickinson i Melville?a ? w nurcie poezji generatywnej (oprócz kolejnych utworów Montforta, jak choćby Upstart) i generatorów Leszka Onaka [bletka z balustrady, cierniste diody]) nie działo się zbyt wiele. Once Upon A Tide J.R Carpenter, będąc propozycją z najwyższej półki, która wprowadzająca w pole e-literatury wariantywnej świeży powiew i wyzywająco podnosi poprzeczkę?

Opowieść generatywna J.R Carpenter, pisana słowami Szekpisra i Conrada, ukazała się na stronach pisma “The Junket”. Polecamy także esej autorki o zamyśle, jaki stał za powstaniem utworu.

Zwał cyberżula | ćpanie internetu, czyli poezja cybernetyczna na zakręcie

Długo wyczekiwany, cyberżulerski ?Nośnik? Rozdzielczości Chleba ujrzał właśnie światło dzienne. Dystrybuowany w pdfie magazyn poezji (post) cybernetycznej to zbiór manifestów, teorii, krytyki i praktyki literatury cyfrowej oraz pośrednich i bezpośrednich przejawów pokoleniowego samopoczucia w dobie zdecydowanie post-cyfrowej i post-digitalnej. Łukasz Podgórni, Leszek Onak i Piotr Puldzian Płucienniczak wspólnym głosem zapowiadają celebrowanie “zwału” jaki – “po całkiem niezłej bani” – zafundowała im tzw. era cyfrowa. I do tego celebrowania zapraszają innych autorów, m.in Kingę Raab i Weronikę Piłę (dwie półkule cyberżulerstwa). Autorzy oświadczają:

Nie zrozumcie nas źle, nie jesteśmy żadnymi neofitami offlajnu; nie wciskamy Wam ?wylogowywania się do życia? (fuj), choć offlajn paradoksalnie na usieciowieniu zyskuje. Zabawa z netem i kompami była przezajebista, warta prawie wszystkiego, ale teraz czujemy się bardzo, bardzo źle, choć w alternatywnym systemie moglibyśmy balować nadal. Tymczasem na pulpicie ? widoki na ratunek zastąpiła tapeta z hasłem: Musimy ćpać internet.

Któż to – mówiąc grzecznie – wystrychnął poetów cybernetycznych na dudka? W wielkim skrócie – my wszyscy lub też – rozwój netu, narzędzi i rzeczywistości digitalnej w całej ich rozciągłości. Każdy dziś jest cyfrowym autorem, nawet nasi dziadkowie ohoczo wrzucający na Fejsa fotki prawnuków. Poeta pionier, net.artowiec explorujący możliwości komputera przechodzi do lamusa, gdyż jego specyficzne dla medium gry i transgresje zostały zutylizowane, opakowane i wypuszczone na rynek przez reklamodawców portali społecznościowych.

Stąd obecna już od pewnego czasu w działaniach poetów z Krakowa postawa “cyberżulerska”. Stąd ważne, nowsze, hasło “musimy ćpać internet”. Ma ono szansę stać się pojemną kategorią opisującą paletę taktyk deformowania przekazów oficjalnej kultury (i polityki) dostarczanych drogą cyfrową. I choć struktura dążeń i strategii artystycznych jest echem dawnych działań i manifestów Perfokarty, to najnowszy “Nośnik” uświadamia nam jak daleko od tamtych pionierskich czasów znajdujemy się obecnie.

“Nośnik” podzielny został na kilka kontenerów: Ćwierć-Internety, jotpegi, Tumblr kontra Vkontakte, dział $(piwko).click(function() oraz [Zdjęcia]. Najobszerniejszy kontener, Okruchy życia spod klawiatury, zawiera “narracje, statusy, epistoły i świadectwa prześladowań zasponsorowanych przez producentów urządzeń wyposażonych w ekran i modem”.

Zachęcamy do lektury! “Nośnik” to kultura cyfrowa w stanie żywym, niepokornym, językowo i artystycznie progresywnym, dzielnie, choć na zwale, niosąca pochodnię naszych awangardowych praszczurów.

Ku korzeniom – “Digital Diveristy Timeline”

Digital Diversity

Oś czasu ?Digital Diversity?, ukazującą rozwój technik udostępniania wiedzy, ważne wydarzenia promujące równość w edukacji oraz kluczowe procesy digitalizacji zasobów kultury opublikowano w ramach zakończonej właśnie konferencji Digital Diversity 2015. Sieciowa aplikacja opisuje i kataloguje momenty historycznie ważne dla każdego cyfrowego humanisty uczulonego na kwestie równości, digitalizacji i wizualizacji wiedzy między Oświeceniem a współczesnością: od wynalezienia maszyny różniczkowej Charlesa Babbage?a poprzez wystąpienia Vannevara Busha aż po m.in internetowe akcje grupy feministycznej Art+Feminism.

Aplikacja posiada kilka głównych widoków, każdy z wpisów zlinkowany jest z opisywanymi osobami i zjawiskami i wydarzeniami. Na mapie Digital Diversity Polska niestety nie zdołała się wykazać żadnym godnym wzmianki wydarzeniem, instytucją czy grupą artystyczną.

Lody topnieją – cyfrowa humanistyka w Bratysławie

Wytyczanie i wizualizowanie relacji między bohaterami znanej i lubianej powieści to najbardziej przyjazna dla humanisty metoda wypłynięcia na szerokie i ? jak wydaje się niektórym ? lodowate wody cyfrowej humanistyki. Przekonali się o tym uczestnicy prowadzonych przeze mnie warsztatów “Digital Humanities. Ideas and Tools”, które odbyły się w Instytucie Literatury Powszechnej Słowackiej Akademii Nauk. W zajęciach brali udział doktoranci z Instytutu, wśród których ? poza jednym wyjątkiem ? nie było osób o specjalnych, cyfrowych komeptencjach. W pierwszej fazie bratysławskich spotkań, podczas której ? bazując na wzorze sylabusa Johanny Drucker ? zapoznaliśmy się z podstawowymi konceptami cyfrowej humanistyki (tworzenie datasetów, obmyślanie skali, według której mierzyć będziemy nasz przedmiot badań), nie brakowało chwil konsternacji i sprzeciwu, naturalnych dla humanistów ? hermeneutów. Z tej racji pytania typu “Dlaczego miałabym się tym w ogóle zajmować?” ? nie potrafiły mnie ani zdziwić, ani wytrącić z obranego kierunku.

W miarę upływu czasu, być może też lektur, oraz w miarę jak idee cyfrowych badań literatury osadzaliśmy w horyzoncie zainteresowań każdego z doktorantów z osobna, zaczęło się okazywać, że metody DH mogą nam pomóc nie tylko zabłysnąć na podsumowujących semestr prezentacjach, ale także spojrzeć na badany okres, twórczość czy problem historycznoliteracki z perspektywy dotąd nie obieranej: oczami maszyny, algorytmu, mapy, językiem topologii sieci.

Programem, wokół którego skupiliśmy naszą energię w części praktycznej był oczywiście Gephi – wszechobecny na zajęciach z cyfrowej humanistyki na całym globie, choć demonstrowany był też Tinderbox i jego sposób na wizualizację zależności w obrębie tekstów literackich. Gephi przysparzało nam nie lada kłopotów, zwłaszcza jego niekompatybilność, kapryśność i zależność od przestarzałych wersji pakietu Java, których retro-instalacja pod Windowsem nie wszystkim się udała.

mapa powieści Malá doba ľadová z wykazem małych społeczności, które tworzą się w obrębie przedstawianego świata

Potężny wiatr w żagle powiał dla całej grupy po tym, gdy zdecydowaliśmy się przeanalizować relacje między postaciami w powieści Malá doba ľadová, autorstwa jednej z uczestniczek warsztatów Tamary Heribanovej. Ponieważ studenci dobrze się znali, a każdy z nich świetnie znał powieść Tamary, wspólne opracowywanie węzłów i krawędzi, a zatem atrybutów, na których działa się w Gephi, było niezapomnianym przeżyciem badawczym: pełnym dyskusji, sprzeczek, humoru. Ostatecznie stworzyliśmy dwa zestawy danych, pierwszy określający węzły w sieci (bohaterowie i ich “waga” dla całości opowieści), a drugi relacje między węzłami (blisko 130 relacji z określoną “intensywnością” jako ich liczbową skalą).

Dopracowywanie map Malej doby ľadovej trwa. Na części z nich wyłania się już jednak obraz, który wart jest konfrontacji z naszą wiedzą o opowiadanej przez Tamarę historii sprzed jej “ucyfrowienia”. Najważniejesza jednak była droga, którą do tworzenia rezultatów naszych badań dochodziliśmy. Mam nadzieję, że w jej trakcie każdy z uczestników przekonał się, że cyfrowa humanistyka nie tylko nie gryzie, potrafi też zmieniać perspektywy w sposób inteligenty i zabawny zarazem.

Warsztaty “Digital Humanities. Ideas and Tools” odbywały się w ramach mojego pobytu na stypendium SAIA w Bratysławie, i w ramach prac w grancie Hypermediálny artefakt v postdigitálnej dobe pod kierunkiem prof. Bogumiły Suwary.

Mariusz Pisarski